Nowy, szalony pomysł naukowców: odgrodzić Morze Północne i Bałtyk od Atlantyku, zanim zaleją nas topniejące lodowce

Artykuł/Nauka 19.02.2020
Nowy, szalony pomysł naukowców: odgrodzić Morze Północne i Bałtyk od Atlantyku, zanim zaleją nas topniejące lodowce

Nowy, szalony pomysł naukowców: odgrodzić Morze Północne i Bałtyk od Atlantyku, zanim zaleją nas topniejące lodowce

Nie wiem, czy w przypadku projektów naukowych można używać słowa performans, ale w kontekście budowy ogromnej, dwuczęściowej tamy, która miałaby oddzielić Morze Północne i Bałtyk od Atlantyku, słowo to pasuje według mnie idealnie.

Mowa o Northern European Enclosure Dam (w skrócie NEED) – tamie, która miałaby uchronić Europę od zalania. Tzn. nie całą, ale jeśli założymy, że poziom morza podniesie się o 2 metry, to 25 mln Europejczyków mieszkających na terenach położonych właśnie 2 m n.p.m. będzie miało nie lada problem.

Zresztą przed tym, że zmiany klimatyczne będą przyczyną masowej migracji ludności, ostrzegał kilka lat temu Mathew E. Hauer z Uniwersytetu Georgii, także nic dziwnego, że inni naukowcy idą w jego ślady.

Zamiast migracji proponują budowę największej tamy w historii ludzkości

profesjonalna wizualizacja przygotowana przez nasz dział grafiki komputerowej

Dwuczęściowa tama NEED miałaby łączyć Kornwalię i Francję, odcinając tym samym kanał La Manche od Atlantyku oraz – jeśli chodzi o odcinek północny – Wielką Brytanię, Orkady, Wyspy Szetlandzkie i Bergen. Jej łączna długość wynosiłaby 637 kilometrów (161 + 476), co sprawiłoby, że byłaby to najdłuższa tama na Świecie. Do tego, jej budowa wymagałaby uporanie się z tak problematycznymi miejscami jak np. Rów Norweski (331 m głębokości).

Dwóch naukowców, którzy zaproponowali ten projekt – dr Sjoerd Groeskamp z Królewskiego Holenderskiego Instytutu Badań Morskich w Texel oraz dr Joakim Kjellsson z Centrum Badań Oceanicznych im. Helmholtza w Kilonii – twierdzi jednak, że obecna technologia wystarczyłaby nam w zupełności. Groeskamp i Kjellsson przekonują, że na podobnych głębokościach już teraz instaluje się stałe konstrukcje platform wiertniczych.

Budowanie morskich tam też nie jest żadną nowością – wystarczy wspomnieć południowokoreańską zaporę Saemangeum czy holenderską Afsluitdijk, która jest ucieleśnieniem słynnego powiedzonka, że bóg stworzył Ziemię, a Holendrzy Holandię.

Jedynym problemem pozostaje tylko budżet. Ze wstępnych szacunków naukowców wynika, że budowa tak ogromnej tamy morskiej kosztowałaby od 250 do 550 mld euro. Iście astronomiczna suma. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę to, że budowa tamy zajęłaby jakieś 20 lat i fakt, że w całe przedsięwzięcie zaangażowałoby się przynajmniej 14 państw (których wybrzeża są najbardziej zagrożone), to koszt podzielony przez liczbę krajów i czas budowy nie wyniósłby w skali roku więcej niż ułamek procenta PKB tych krajów. Przynajmniej teoretycznie.

Tama, która miałaby uchronić nas od katastrofy klimatycznej sama w sobie byłaby katastrofą ekologiczną

Wizualizacja przygotowana przez autorów pomysłu. Źródło

Mówimy tu o oddzieleniu Bałtyku i sporej części Morza Północnego od Atlantyku. Oznacza to ogromne zmiany dla środowiska naturalnego na oddzielonym terenie. Jakie? Dobre pytanie. Liczba zmiennych jest zbyt duża, żeby ktokolwiek zdobył się na udzielenie kompletnej odpowiedzi na to pytanie.

Naukowcy jednak przewidują, że bez atlantyckich pływów, wymiany składników odżywczych i wlewów słonej oraz natlenionej wody, oddzielone obszary mórz stosunkowo szybko mogłyby zamienić się w słodkowodne (sztuczne) jeziora, co oczywiście oznacza całkowite przeorganizowanie tamtejszych ekosystemów i zniknięcie większości gatunków zwierząt, które tam występują.

Nie wspominając już, że zamknięcie kanału La Manche oznaczałoby zamknięcie jednego z najczęściej uczęszczanych morskich szlaków handlowych. Do tego na całej długości europejskiej tamy musielibyśmy zamontować jeszcze system do wypompowywania wody napływającej z rzek. Założę się zresztą, że nie byłyby to jedyne problemy, na które natknęlibyśmy się w trakcie albo tuż po ukończeniu budowy tamy.

Performans

Tak jak pisałem na początku, mam wrażenie, że projekt budowy tamy NEED to coraz częściej uskuteczniany przez naukowców sposób na zwrócenie uwagi opinii publicznej na problemy związane ze zmianami klimatu.

Gdyby Groeskamp i Kjellsson opublikowali kolejne badanie o wpływie zmian klimatycznych na populację łososia norweskiego czy na stopień zasolenia Bałtyku, to… no raczej nie zdobyli by zbyt dużego zainteresowania. A tu proszę, wybudujmy największą tamę na świecie, której budowa zajmie 20 lat i pochłonie miliardy euro – i to się klika, bo działa na wyobraźnię. I na koniec puenta od autorów tego pomysłu:

— W tej publikacji nie przesądzamy i nie rozstrzygamy, czy tama NEED rzeczywiście powinna być zbudowana. Nasza analiza powinna jednak zmotywować ludzkość do natychmiastowego zwiększenia wysiłków i starań, jeśli chodzi o łagodzenie skutków zmian klimatycznych. Jeśli tak się stanie, rozwiązania w stylu NEED nie będą konieczne.

Dołącz do dyskusji