Laserdisk, SPOT i VR – te technologie pojawiły się za wcześnie i zaliczyły falstart

Artykuł/Technologie 13.02.2020
Laserdisk, SPOT i VR – te technologie pojawiły się za wcześnie i zaliczyły falstart

Laserdisk, SPOT i VR – te technologie pojawiły się za wcześnie i zaliczyły falstart

Gdy czytam doniesienia moich kolegów o braku wytrzymałości składanych telefonów na… składanie właśnie, mam wrażenie, że gdzieś już taką sytuację widziałem.

I rzeczywiście: historia lubi się powtarzać. Regularnie w historii techniki pojawiały się produkty, które były na swój sposób prekursorskie i wyprzedzały swoje czasy. Jednak nie odniosły sukcesu rynkowego, mimo że kilka lub kilkanaście lat później powstawał cały rynek, w którym podobne produkty już odnajdywały swoją niszę.

W przyrodzie i w technologii nic nie ginie, i rozwiązania zaproponowane przez pionierów są później wykorzystywane przez innych. Być może pierwsze „składane telefony”, takie jak ten od Motoroli, dadzą początek całej linii wydajnych i trwałych urządzeń za kilka lat, a bez tych pierwszych prób nic z tego by nie wyszło. Dlatego pamiętajmy o tych przykładach „urządzeń, które pojawiły się za wcześnie” – próbowały one zawojować rynek, ale ten nie był na to gotowy. Być może brakowało przekonania do danego rozwiązania, być może brak było jeszcze infrastruktury wspierającej (np. szybkiej sieci bezprzewodowej), a może po prostu produkt ten był obarczony cechami prototypu – czyli był niedopracowany i niewygodny w obsłudze.

Virtual Boy – prekursor VR

Urządzenia umożliwiające korzystanie z wirtualnej rzeczywistości wciąż są na początkowym etapie swojego rozwoju. Widać jednak, że może to być moda, która nie przeminie (tak jak było np. z filmami 3D) – powstają coraz ciekawsze gry korzystające z VR, a ich tworzeniem zaczynają się interesować duże studia.

Początków komercyjnego zastosowania rzeczywistości wirtualnej należy szukać w latach 90. XX wieku. To wtedy, obok wspominanego do dziś VFX1, powstała konsola VR od Nintendo: Virtual Boy.

Zaprojektowane przez twórców Game Boya urządzenie miało być rewolucją wprowadzającą wirtualną rzeczywistość na salony. Gogli nie zakładało się na głowę – stały one na nieruchomej podstawce – i wkładało się w nie twarz. Konsola rzeczywiście generowała trójwymiarowy obraz, na takich samych zasadach jak dziś: wytwarzając inny obraz dla lewego i prawego oka.

Do generowania obrazu 3D użyto czerwonych diod, przez co wszystkie gry były jedynie w odcieniach czerwieni. Nie, to nie żart.

Na Virtual Boya wydano 22 gry – w tym tak znane marki jak 3D Tetris lub Mario Tennis. Niestety, gry nie wyglądały atrakcyjnie, konsola, mimo nawiązania w nazwie do Game Boya, nie była przenośna, a granie na niej powodowało mdłości i bóle głowy.

SPOT Watch – prawie smartwatch od Microsoftu

Długo przed Apple Watchem i Wear OS pojawił się Microsoft SPOT Watch.

Swoją nazwę zawdzięczał skrótowi: Smart Personal Object Technology – Technologia Inteligentnych Przedmiotów Osobistych.

Mający swoją premierę w 2004 roku (16 lat temu!) smart- zegarek umożliwiał dostęp do wiadomości błyskawicznych, przeglądanie informacji, sprawdzanie kursów akcji giełdowych, przeglądanie wyników meczów i zawodów sportowych, dostęp do prognozy pogody i wiele innych rzeczy. Wszystko to za pomocą sieci radiowej – i mam tu na myśli prawdziwe radio FM.

Jak to działało? Microsoft zaprojektował dla urządzeń SPOT specjalną sieć komunikacyjną MSN Direct. Nie znalazła ona jednak szerokiego poparcia, choć była używana też przez urządzenia innych firm np. nawigacje Garmina. MSN Direct działał jedynie w największych miastach w USA i Kanadzie.

Zegarek, ponieważ nie używał np. Bluetooth, był bardziej niezależnym urządzeniem niż dzisiejsze smart zegarki i smart opaski, które są w dużym stopniu zależne od informacji przesyłanych z telefonu. Zgubiła go jednak zależność od dedykowanej sieci i jednostronna komunikacja – SPOT mógł jedynie odbierać informacje.

Newton – prawie smartfon od Apple

Apple nie bez powodu wybrało nazwisko wielkiego fizyka na nazwę tego produktu. W końcu to Isaak Newton zainspirowany jabłkiem spadającym z drzewa na ziemię dokonał wielkich odkryć.

Firma zaplanowała, że Newton, proto-tablet lub proto-palmtop, obsługiwany rysikiem, będzie równie odkrywczy. Niestety, był on tak niedopracowany, że nie zdobył wielkiej popularności, choć do dziś ma wielkich fanów i gorących zwolenników wśród miłośników sprzętów retro.

By Ralf Pfeifer at German Wikipedia.

Oficjalnie kategoria, do której należało urządzenie, to PDA (Personal Data Assistant, czyli osobisty asystent do danych) – była to kategoria spopularyzowana przez Apple właśnie w celu promocji Newtona.

Newton był uwielbiany – posiadał wszystko, czego dziś oczekujemy od smartfona, oprócz połączenia z siecią. Oprogramowanie Newtona (np. lista zadań czy notatnik) jest do dziś pierwowzorem aplikacji mobilnych. Użytkownicy mogli wprowadzać dane za pomocą klawiatury albo (ponoć nie za dobrze działającego) rozpoznawania pisma.

Laserdisk – prawie DVD

Dyski laserowe nie zdobyły popularności w Europie i USA, bo konkurować musiały z gorszymi, ale za to tańszymi formatami, takimi jak VHS. Za to na rynkach azjatyckich, a w szczególności w Japonii, były one bardziej rozpowszechnione.

Laserdisk miał możliwość odtwarzania obrazu i dźwięku w jakości lepszej niż ówcześni konkurenci w formatach kina domowego: VHS i BetaMax. Technologie użyte do stworzenia laserdisku były później podstawą do stworzenia późniejszych, o wiele bardziej popularnych formatów, takich jak CD czy DVD.

Filmy na laserdyskach ukazywały się od 1978 roku. Pierwszym filmem udostępnionym w ten sposób były słynne Szczęki.

Laserdisk zapewniał wiele funkcji, do których przyzwyczailiśmy się dopiero w czasach DVD: wybór ścieżek dźwiękowych, dodatkowe ilustracje, materiały zza kulis. Maksymalną rozdzielczością, jaką obsługiwał LD, było aż 1125 linii – w tym formacie wydano np. Terminatora 2. Znawcy twierdzą, że edycje laserdyskowe jakością obrazu przebijały dzisiejsze wydania Blu-Ray.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji