Narzekasz na internet w Plusie, Play, Orange lub T-Mobile? To popatrz na operatorów w Niemczech i Anglii

News/Operatorzy 04.02.2020
Narzekasz na internet w Plusie, Play, Orange lub T-Mobile? To popatrz na operatorów w Niemczech i Anglii

Narzekasz na internet w Plusie, Play, Orange lub T-Mobile? To popatrz na operatorów w Niemczech i Anglii

Abonenci to lubią sobie ponarzekać na swoich operatorów i zawsze znajdą dziurę całym — a w tym przypadku w zasięgu sieci Play, Plus, Orange czy tam T-Mobile. Patrząc jednak na to, jak radzą sobie telekomy z innych krajów, powinniśmy być dla tych naszych nieco bardziej wyrozumiali.

Narzekanie na dostawcę usług, gdy ten nie spełnia oczekiwań w stu procentach, to normalny odruch u każdego konsumenta. Raczej nie chwalimy na co dzień operatora telefonii komórkowej, dostawcy internetu lub energii elektrycznej i swojego banku tylko za to, że działa jak należy.

Tego typu usługi są… przezroczyste. Korzystanie z nich bardzo szybko wchodzi nam w krew i traktujemy je za pewnik. Wystarczy jednak, że dostępu do jednej zabraknie chociaż na chwilę, a nasze życie staje na głowie. Jest to dotkliwe zwłaszcza w przypadku operatorów.

Mimo to nie powinniśmy być zbyt ostrzy w ocenie sieci Play i Plus oraz polskich oddziałów Orange czy T-Mobile.

Po pierwsze, ceny usług telekomunikacyjnych ustabilizowały się u nas na bardzo niskim poziomie w porównaniu do innych europejskich państw — i to nawet biorąc pod uwagę różnice w zarobkach. Po drugie, ich jakość jest naprawdę niezła. Stacje bazowe wcale nie działają szybciej u sąsiada.

Aby zatęsknić za naszymi telekomami, wystarczy wyjechać na chwilę do Anglii, Włoch lub Niemiec, albo — co gorsza — do Stanów Zjednoczonych. Sam już wielokrotnie, gdy wracałem z urlopu lub wyjazdu służbowego, oddychałem z ulgą, gdy tylko na lotnisku zobaczyłem na wyświetlaczu iPhone’a znajome logo.

Siłę naszym telekomów widać nawet w badaniu prędkości internetu mobilnego.

To prawda, że LTE potrafi rozpędzać się w sprzyjających warunkach do kilkuset megabitów na sekundę, ale w praktyce średnie transfery są o rząd wielkości mniejsze — ale to nie szkodzi. Może nie jesteśmy w Europie liderem, za to pod tym względem na tle naszych sąsiadów i tak wypadamy nieźle.

Wedle danych serwisu rfbenchmark.pl średnia prędkość pobierania danych w Polsce wynosiła w 2019 r. aż 19,2 Mbp/s. Trafiliśmy dzięki temu zaraz za podium, bo lepsze wyniki zanotowały jedynie trzy europejskie kraje. Liderem jest Francja (19,9 Mb/s), którą gonią Austria (19,8 Mbps) oraz Portugalia (19,3 Mb/s).

Pozostałe kraje w Europie mają gorszy wynik niż Polska.

Dotyczy to zarówno naszych bezpośrednich zachodnich sąsiadów, czyli Niemiec (18,4 Mb/s), jak i Wielkiej Brytanii, która opuściła właśnie Unię Europejską (17,6 Mb/s). Gorzej od nas wypadają również kraje skandynawskie: Norwegia (16,5 Mb/s), Szwecja (18,2 Mb/s) oraz Finlandia (18,1 Mb/s).

Najgorszy wynik w Europie zanotowała z kolei Ukraina (9,7 Mb/s). To jednocześnie jedyny kraj, w którym średnia prędkość pobierania danych jest niższa niż 10 Mb/s i wynosi połowę tego, co u nas. Ten kraj ma niechlubny najniższy wynik, jeśli chodzi o wysyłanie danych: 3,4 Mb/s.

Upload w Polsce to natomiast średnio 8,5 Mb/s.

Ten wynik nie jest tak dobry, jak w przypadku pobierania, ale nadal jesteśmy przed Niemcami (7,9 Mb/s) czy Czechami (8,1 Mb/s). Liderem jest natomiast Hiszpania (10,3 Mb/s), którą gonią Austria (10,2 Mb/s) oraz Holandia (10,1 Mb/s), zapewniając wyższy średni upload niż średni download na Ukrainie.

Nie mamy też się czego wstydzić jeśli chodzi o ping. Średnie opóźnienie w Polsce wynosi 69 ms. To niewiele gorzej niż w przypadku lidera, którym jest w tym przypadku Łotwa (59 ms) i zarazem lepiej niż w Niemczech (71 ms). Również i tutaj niechlubny rekord ma Ukraina — aż 100 ms.

Dołącz do dyskusji