Padły nazwy Apple i Google. Wielokrotnie padło słowo „kradzież“. Małe firmy idą na skargę do Kongresu

News/Biznes 20.01.2020
Padły nazwy Apple i Google. Wielokrotnie padło słowo „kradzież“. Małe firmy idą na skargę do Kongresu

Padły nazwy Apple i Google. Wielokrotnie padło słowo „kradzież“. Małe firmy idą na skargę do Kongresu

„Apple, Google i Facebook grają nie fair (…) Przejmują nasze pomysły po czym blokują nasze produkty”. Sonos, Tile, Basecamp i wielu innych mają dość informatycznych gigantów w ich ocenie nadużywających swoich pozycji liderów.

Urzędnicy na całym świecie zaczynają powoli dostrzegać pewien problem, jaki wynika z coraz większych wpływów wiodących w technologiach korporacji. Władze Stanów Zjednoczonych, Unii Europejskiej, Rosji i Chin uruchomiły liczne śledztwa mające zbadać praktyki wiodących firm w branży i ich wpływ na rynek i społeczeństwo. Te wysiłki zdają się jednak głównie skupiać na przetwarzaniu naszych danych przez owe firmy i ochronie naszej prywatności. Zdaniem niektórych to nie wystarczy.

Przedstawiciele mniejszych firm (no, takie małe to one nie są, choć faktycznie w zestawieniu z liderami informatycznej branży znaczą niewiele) wypracowali wspólne stanowisko, które następnie zostało przedstawione Kongresowi Stanów Zjednoczonych. Ich zdaniem Google, Apple i Facebook wielokrotnie nadużyły swojej wiodącej pozycji na rynku, w efekcie sprawiając, że mniejsze firmy mogą niedługo zniknąć z rynku. Oskarżenia są mocne, a w nich wielokrotnie pada słowo kradzież.

„Wyobraźcie sobie mecz w piłkę nożną. Może i mamy najlepszą drużynę, ale właściciel przeciwnej jest też właścicielem stadionu, piłki i całej ligi, a także może zmieniać zasady gry podczas meczu.”

Częstą i powtarzającą się skargą jest konieczność dzielenia się zyskami z operatorami sklepów z aplikacjami. Samo to nie jest niczym złym – wszak można to porównać z wynajmem lokalu od właściciela galerii handlowej. Kolektyw małych firm zauważa jednak, że sytuacja się zmienia w momencie, gdy operator sklepu uruchamia usługę bezpośrednio konkurującą z tą oferowaną do tej pory przez jedną z nich.

Siłą rzeczy usługi mniejszych firm muszą być droższe, a więc mniej konkurencyjne, bo przecież operator sklepu nie musi sam sobie płacić prowizji za sprzedaż aplikacji i subskrypcji. Na dodatek nie można informować swoich klientów w aplikacjach, że subskrypcję można kupić przez witrynę internetową – grozi za to usunięcie aplikacji z miejsc takich, jak App Store.

Skarżą się też twórcy aplikacji i usług, którzy zostali wyrzuceni z App Store’a tylko dlatego, że Apple zdecydował się wprowadzić oferowaną przez nich funkcję do swojego systemu operacyjnego. Częstym przykładem wśród skarg jest funkcja Czas przed ekranem niedawno wprowadzona do iOS-a, pozwalająca użytkownikowi na sprawdzenie ile czasu spędzamy z urządzeniem i w jakich aplikacjach. Od czasu wprowadzenia jej do systemu moderatorzy sklepu App Store zaczęli sukcesywnie czyścić jego asortyment z obecnych często w nim od lat apek oferujących podobną funkcję.

Sklepy z aplikacjami to nie jedyny problem.

Przedstawiciel firmy Tile zauważył, że w momencie gdy Apple wchodzi na nowy dla siebie rynek – ale już zagospodarowany przez mniejszego konkurenta – robi co może, by temu utrudnić życie. Tile zajmuje się produkcją lokalizatorów Bluetooth. Te były sprzedawane między innymi w Sklepie Apple, ale w momencie gdy gigant zdecydował o stworzeniu podobnego rozwiązania pod własną marką, usunął sprzęt Tile’a ze swojego asortymentu.

Na domiar złego iOS 13 zaczął ostrzegać użytkowników, gdy jakaś aplikacja korzysta z funkcji geolokalizacji, sugerując odebranie jej tych uprawnień. Powiadomienie jest wyświetlane cyklicznie użytkownikom apki Time i nie można go w pełni odrzucić. Służąca do niemal tego samego aplikacja Apple Lokalizator nie powoduje, że system wyświetla podobne powiadomienia. Tile zauważa też, że ani jego usługa, ani inne mu podobne nie mogą skorzystać z dobrodziejstw układu scalonego U1 w iPhone’ach 11, zapewniającego znacznie precyzyjniejszą informację o geolokalizacji. Z U1 korzystają wyłącznie usługi Apple’a.

Tile’owi wtóruje Spotify, który zauważa, że Apple Music nie tylko jest preinstalowany na iPhone’ach, to na dodatek jest intensywnie promowany w App Store i sztucznie wypozycjonowany w wynikach wyszukiwania repozytorium aplikacji Apple’a.

Nie obeszło się bez zarzutów o kradzież.

Takie stawia między innymi Sonos, znany producent inteligentnych głośników, który twierdzi wprost, że Google i Amazon kradną opatentowane przez niego rozwiązania w swoich konkurencyjnych produktach. Sonos zresztą już wytoczył obu firmom proces w europejskim sądzie, szykuje się też do prawnej ofensywy w Stanach Zjednoczonych.

Google i Amazon zresztą również stały się adresatem licznych zarzutów ze strony kolektywu – nie tylko Apple ma być tu tym złym. PopSockets, producent akcesoriów do telefonów komórkowych, twierdzi, że był bezpośrednio i wprost zmuszany przez Amazona do obniżenia ceny swoich produktów do poziomu azjatyckich podróbek jego gadżetów. Amazon poproszony o zrobienie w zamian porządku z tymi podróbkami nie zrobił ponoć nic w tym temacie, narażając PopSockets – jak twierdzi David Barnett, założyciel firmy – na straty w wysokości 10 mln dol.

Basecamp skarży się z kolei na Google’a i jego promowanie usługi G Suite, która jest zdaniem przedstawiciela firmy tak silnie i sztucznie wypozycjonowana w Wyszukiwarce Google, że zaistnienie w jej wynikach w sposób organiczny jest wręcz niemożliwe. Basecamp regularnie opłaca kwotami dziesiątek tysięcy dolarów komercyjne pozycjonowanie w tejże Wyszukiwarce, by móc dotrzeć do klienta.

Dostało się też Facebookowi, choć ten oberwał głównie z powodów – nazwijmy to – ideologicznych. Decyzja społecznościowego giganta o zezwoleniu na płatną promocję dowolnych treści politycznych kampanii wyborczych, w tym tych zawierających nieprawdziwe informacje, rodzi zgodny niepokój wszystkich zrzeszonych.

„Pomóż nam Kongresie, jesteś naszą jedyną nadzieją”.

Sytuacja wbrew pozorom nie jest taka oczywista. Apple, Google i Facebook nie wzięły swojego bogactwa i wpływów znikąd. Ciężko na to pracowały, sprytem, zaradnością i innowacyjnością. Trudno mieć im za złe, że chcą teraz zbierać plony swoich wieloletnich inwestycji. Można wręcz zaryzykować tezę, że gdyby nie platformy stworzone przez te firmy, większość wskazanych powyżej skarżących się podmiotów wręcz by nie mogła zaistnieć.

Trudno jednak nie zauważyć faktu, że ogromna władza nad rynkiem tych trzech firm powoduje cytowane przez skarżących się pogłębiające problemy. Warto się więc zastanowić, czy faktycznie chcemy funkcjonować w rzeczywistości rynkowej kreowanej przez raptem kilka podmiotów. To jednak ocenią najbardziej kompetentni i najwyżej postawieni amerykańscy prawnicy, prawdopodobnie po licznych konsultacjach z zewnętrznymi ekspertami. Ich decyzja będzie miała ogromny wpływ na przyszłość cyfrowych usług i całego związanego z nimi biznesowego ekosystemu.

Dołącz do dyskusji