Polska język, niestety, trudna. Używaliśmy Kolekcji – najważniejszego dodatku do nowego Edge’a

Polska język, niestety, trudna. Używaliśmy Kolekcji – najważniejszego dodatku do nowego Edge’a

Polska język, niestety, trudna. Używaliśmy Kolekcji – najważniejszego dodatku do nowego Edge’a

Kolekcje w Edge mają w inteligentny sposób grupować potrzebne nam na później informacje. Mam dobrą i złą wiadomość. Tak, grupuje, całkiem zmyślnie. Pod warunkiem że informacje nam potrzebne nie są w języku polskim.

Jedną z funkcji, która ma wyróżnić nowego Edge’a nad inne przeglądarki wykorzystujące Chromium (i nie tylko) są Kolekcje. To mechanizm dzięki któremu możemy w wygodny sposób gromadzić materiały, które są nam potrzebne na później. Na przykład zbiór wpisów z encyklopedii do napisania pracy domowej. Dane liczbowe o rynku do napisania raportu do pracy. Produkty jakie potrzebujemy kupić. I tak dalej.

Kolekcje były już testowane w ramach małego eksperymentu (do odblokowania w zaawansowanych ustawieniach przeglądarki), jednak od niedawna są już dostępne we wszystkich kanałach rozwojowych nowego Edge’a. Postanowiłem sprawdzić jak właściwie działają.

Tak się składa, że muszę zacząć oszczędzać na nowy komputer. Mojej mamie z wiekiem pogarsza się wzrok i choć jej Surface’owi Pro nic nie dolega, to stał się on dla niej za mały. Musimy kupić coś 15- lub najlepiej 17-calowego, bo pracując na małym tableciku bardzo się męczy. Spróbowałem więc wykorzystać do zbierania informacji owe Kolekcje. Notka na boku: na zrzutach ekranowych zobaczycie przeróżne komputery – wybierałem je losowo na potrzeby eksperymentu, nie traktujcie ich jako moje rekomendacje.

Kolekcje w Edge. Krok po kroku badam jak działają.

microsoft edge kolekcje

Krok pierwszy. Odwiedzam witrynę polskiego sklepu x-kom, o którym słyszę same dobre opinie. Stosuję odpowiednie filtry, otwieram na nowych kartach modele komputerów, które przykuły moją uwagę.

microsoft edge kolekcje

Krok drugi. Uruchamiam Kolekcje, dostępne pod przyciskiem w prawym górnym rogu przeglądarki. Usługa mnie powitała, informując mnie, że będzie się synchronizować pomiędzy wszystkimi Edge’ami, do których jestem zalogowany. Fajnie.

microsoft edge kolekcje

Krok trzeci. Nazywam moją kolekcję jakże kreatywnie mianem Komputery. Dodaję do niej otwarte karty z komputerami, jedna po drugiej. Mogę też dodawać notatki. Nie mam pomysłu na żadną, ale celem testów dopisuję byle co.

microsoft edge kolekcje

Krok czwarty. No dobrze, podobno to wszystko takie inteligentne i mądre. I rozumie kontekst witryny, jej treść – czary mary. No to sprawdzamy. Jedną z funkcji Kolekcji jest eksport najważniejszych informacji z zapamiętanych witryn do arkuszu w Excelu. Efekt tego eksportu widać powyżej. Pisząc krótko: nie działa.

microsoft edge kolekcje

Działa za to eksport do Worda, co widać powyżej – choć nie jestem pewien czemu właściwie chciałbym eksportować taką listę do edytora tekstu. No ale tu nie ma się do czego przyczepić.

microsoft edge kolekcje

Pozostałe funkcji Kolekcji to otwarcie wszystkich zapamiętanych kart w podzielonym na karty nowym oknie przeglądarki oraz skopiowanie ich do Schowka. Co nieco zabawne, po wklejeniu skopiowanej treści do pliku Worda mam nieco więcej informacji niż gdy użyłem bezpośredniego eksportu do tego formatu dokumentu.

microsoft edge kolekcje

Wnioski? Nie no, zaraz. Coś mnie tknęło. Przecież na pewno ktoś to testował i gdzieś to musi działać. Powtórzyłem eksperyment na anglojęzycznym Amazon.com. Oszczędzę wam przedstawiania od nowa wszystkich kroków – są identyczne – zostawiając was tylko ze zrzutem ekranowym z Excela. Kolekcje faktycznie wyłuskały najważniejsze informacje o zapamiętanych komputerach i stworzyły arkusz w Excelu, za pomocą którego faktycznie mogę w fantastyczny sposób porównywać łatwo poszczególne produkty.

Kolekcje to bardzo zmyślne narzędzie, pod warunkiem, że twoim językiem ojczystym nie jest polski.

To było zresztą do przewidzenia. Sztuczna inteligencja Microsoftu świetnie sobie radzi z językiem angielskim, podczas gdy o naszym nie ma zielonego pojęcia. W efekcie u polskojęzycznych użytkowników ich funkcjonalność jest w zasadzie zredukowana do bycia takimi nieco bardziej rozbudowanymi Ulubionymi. Które łatwo przeglądać i wywoływać.

Trudno mi marudzić na taką wartość dodaną, funkcja ta może okazać się przydatna, choć na pewno to przykre, że polskojęzyczni internauci są nadal surferami drugiej kategorii. Przycisk jej przeznaczony można ukryć, więc i z tym problemu nie ma. Jednego tylko nie rozumiem. Przecież Kolekcje powinny się integrować z popularnym, świetnym i przeznaczonym do podobnych celów OneNote’em, zamiast być oddzielnym bytem. Zupełnie tego nie rozumiem. I tak po prawdzie nie rozumiem też czemu Kolekcje są wbudowane w przeglądarkę, zamiast być dla niej opcjonalnym rozszerzeniem. Przecież im mniej bloatware’u w Edge’u, tym jest on atrakcyjniejszy.

Dołącz do dyskusji