2019 był rokiem, w którym Google wreszcie zauważył Polskę

Artykuł/Technologie 31.12.2019
2019 był rokiem, w którym Google wreszcie zauważył Polskę

2019 był rokiem, w którym Google wreszcie zauważył Polskę

Z naszej perspektywy najważniejsze jest, że ktoś w Mountain View zmienił wreszcie mapę i powiesił taką, na której znajduje się Polska. W tym roku w naszym kraju zadebiutowały dwie bardzo ważne usługi od Google’a – YouTube Premium i Asystent. 

Jeśli miałabym wybrać jedno słowo, które podsumowuje Google’a w tym roku, byłoby to „ale”. Gigant wprowadził świetnego Google Passa, ale też Stadię. Wprowadził Premium do Polski, ale zalał nas też reklamami. Zadebiutował z pierwszym mówiącym po polsku asystentem, ale ten zaraz potem stał się bohaterem afery podsłuchowej. Takich „ale” rzucających cień na działalność firmy jest więcej.

Google nie odmienił branży gier Stadią, ale namieszał w branży aplikacji mobilnych

Google od bardzo dawna przygotowywał się do wejścia na rynek gier. Długo jego plany owiane były tajemnicą, a podsycały głośne transfery kadrowe i niekoniecznie wiarygodne wycieki, plotki, ploteczki i domysły. Przełom jednak nastąpił i to w mijającym roku. Zadebiutowała Stadia a, niejako w jej cieniu, Google umocnił swoją pozycję na rynku gier mobilnych.

Ups, coś tu nie zagrało. Stadia zawiodła oczekiwania.

Debiut projektu opartego o streamowanie gier miał sprawić, że sceptycy będą przecierali oczy z niedowierzaniem, a konkurencja rzewnie zapłacze. Niestety płakali tylko ci, którzy ze Stadią wiązali wielkie nadzieje, krytycy co najwyżej ocierali z twarzy łzy rozbawienia.

Grzechów Stadii było wiele. Pojawiło się na niej tylko 25 tytułów, okazało się, że platforma potrafi zniszczyć dongiel Chromecast Ultra, podczas gry pojawiały się spore opóźnienia w sterowaniu, problemem okazała się wydajność chmury Google’a… Można by tak jeszcze wymieniać, ale nie ma co kopać leżącego. Największym grzechem Google’a było jednak w tym wypadku składanie fanom szumnych obietnic, których, jak się okazało, firma nie była w stanie spełnić.

Premiera Google Play Passa była może nie tak głośna, ale z pewnością bardziej udana.

Marzenia Google’a o uczestnictwie w jakiś sposób w rynku gier firma ze znacznie większym powodzeniem realizuje na rynku mobilnym. W tym roku, poza Stadią, zadebiutował także Google Play Pass. I trzeba przyznać, że był to znacznie bardziej udany debiut.

Google Play Pass oferuje abonament na aplikacje z Google Play. Mając wykupioną subskrypcję, można za darmo ściągać wszystkie aplikacje ze sklepu, pozbyć się z nich reklam i uzyskać dostęp do ich płatnych w innych warunkach elementów. Wstępnie w ramach subskrypcji dostępnych jest 350 tytułów. Jeden na każdy dzień roku minus 15 dni na smartfonowy detoks na wakacjach.

Ekscytujące aparaty, ale w nudnych smartfonach

Pixel 4 i Pixel 4XL.

O tegorocznych Pikselach wiadomo było wszystko, zanim jeszcze oficjalnie je zaprezentowano. W dniu premiery zaskakiwać mógł właściwie tylko wygląd jego tylnych aparatów i to tylko dlatego, że nadzieja umiera ostatnia, a pewne rozwiązania estetyczne bardzo trudno zaakceptować. Ich nietuzinkowy układ przypominający kształtem wyciszoną smoczkiem buzię małego dziecka można, będąc uprzejmym, określić co najwyżej mianem „bardzo interesującego” rozwiązania.

Na szczęście to wizualne kuriozum da się Google’owi wybaczyć, bo fotografie tymi szklanymi oczętami robi się świetne. Teoretycznie niczego innego po Pixelach nie wypadałoby się spodziewać, w praktyce dobre zdjęcia zawsze cieszą.

Pixel 3a i 3aXL.

Nowe tańsze smartfony Google’a miały oferować niewiele mniej niż sztandarowy smartfon za połowę mniej pieniędzy. I o ile w kwestii wydajności z określeniem niewiele mniej można poważnie dyskutować, tak jakość aparatu w telefonie za takie pieniądze przeszła oczekiwania większości użytkowników. Pixelem 3a Google pokazał, że można zrobić smartfona ze świetnym aparatem na średnią półkę cenową.

Google Pixel 3a XL opinie

Android 10 wszedł na rynek, ale mało kto go jeszcze widział

Google brutalnie zerwał w tym roku ze słodką tradycją nazywania kolejnych wersji swojego systemu operacyjnego od słodyczy, ciastek i przysmaków. Najnowszy Android 10 jest po prostu Androidem 10.

Firma w najnowszej odsłonie Androida postawiła raczej na udoskonalanie istniejących już opcji niż wprowadzanie rewolucyjnych zmian. Ulepszono system powiadomień i wprowadzono w nich inteligentne odpowiedzi, dodano więcej trybu ciemnego, a także uproszczono kontrolą nad ustawieniami prywatności w telefonie. Dużą zmianą miało być zainicjowanie na telefonach z Androidem Projektu Mainline, w ramach którego firma może za pomocą Google Play wprowadzać zmiany dotyczące bezpieczeństwa użytkowników bez czekania na certyfikację.

Choć sam Android 10 nie jest rewolucyjny, wspiera takie rozwiązania – został zarówno dostosowany do potrzeb składanych smartfonów, jak i obsługi sieci 5G.

Asystent Google zawitał oficjalnie do Polski, ale okazało się, że podsłuchuje

W tym roku Google został już oficjalnie zwycięzcą ślimaczego wyścigu do uszu naszych rodaków. Choć pierwsze testy mówiącego po polsku inteligentnego asystenta zaczęły się rok temu, na telefony wszystkich posiadaczy Androida trafił on dopiero na początku tego roku. To była przełomowa chwila nie tylko dla obecności Google’a w Polsce. Wreszcie mogliśmy liznąć czegoś, co ma być przyszłością ludzkości – porozumiewania się ze sprzętami w mowie naturalnej.

I choć na razie asystent Google nie przypomina jeszcze zaawansowanych sztucznych inteligencji rodem z filmów science fiction, jest stale rozbudowywany, szybko się uczy i chętnie współpracuje z innymi firmami. Jedną z najważniejszych i potencjalnie najprzydatniejszych nowości dostał w tym miesiącu – od początku grudnia asystent Google’a posiadł umiejętności tłumacza symultanicznego.

Nie obyło się jednak bez wpadek na arenie międzynarodowej.

Pod koniec lata Google był jednym (obok Amazonu i Apple’a) z bohaterów afery z podsłuchującymi asystentami. Części nagrań z inteligentnych głośników, telefonów, telewizorów czy zegarków trafiła do uszu testerów jakości zatrudnionych u podwykonawców wielkich firm technologicznych.

Choć wszystkie zamieszane w sprawę firmy zaklinały się, że informacje te były zanonimizowane, to marne pocieszenie, jeśli weźmie się pod uwagę, że obcy słyszeli nasze nagrania z wizyt u lekarza czy prawniczych. Po medialnej burzy wszystkie firmy albo wycofały się z takiego sprawdzania jakości nagrań, albo zmodyfikowały sposób proszenia klientów o zgodę na nie.

YouTube Premium pojawił się Polsce w towarzystwie masy reklam

To był ważny rok dla YouTube’a zarówno w Polsce, jak i na świecie. U nas pojawiła się nowa ważna usługa, na świecie rozgorzała, i nadal trwa, dyskusja o miejscu dzieci na platformie.

YouTube Premium w Polsce.

W tym roku w Polsce zadebiutowała usługa YouTube Premium. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda świetnie – YouTube Premium oferuje za ok. 25 zł ekskluzywne treści, lepsze odtwarzanie filmów na urządzeniach mobilnych, aplikację muzyczną, a przede wszystkim wolność od reklam. Reklam, które zaczęły być, mówiąc łagodnie, bardzo natarczywe Wraz z nadejściem Premium zawitała bowiem na nasz rynek prawdziwa inwazja reklam tej usługi. Są one na tyle częste i na tyle drażniące, że cześć osób zaczyna się zastanawiać, czy ich irytujący charakter ma być formą szantażu ze strony Google’a.

Nie ukrywam, że mnie samą atakujące zewsząd reklamy nie denerwowałyby tak bardzo, gdyby ta strategia nie kontrastowała z liczbą reklam informujących o istnieniu YouTube Kids. Widzieliście kiedyś jakąkolwiek? No właśnie. To listek figowy, który ma zasłaniać brzydką prawdę – YouTube ma problem z dziećmi i to duży. Na tyle duży, że nie może go dłużej ignorować.

Afera z pedofilią w tle, kara od FTC i nakaz zmiany przepisów.

Rok dla platformy zaczął się od afery, która wstrząsnęła mediami. Jeden ze znanych YouTuberów odkrył, że algorytm tworzy playlisty jakby stworzone dla pedofilów. Firma próbowała wiele zrobić, żeby naprawić sytuację, ale temat wykorzystywania dzieci i narażania ich na nieodpowiednie dla nich treści wracał właściwie przez cały rok.

Kulminacyjnym momentem całej sprawy było nałożenie na YouTube’a kary za łamanie przez platformę przepisów ochrony prywatności dzieci w sieci tzw. COPPA. FTC nie tylko zażądała od YouTube’a pieniędzy, ale także zmian w regulaminie.

YouTube musiał zobowiązać się, że zmusi swoich twórców do oznaczania filmów jako przeznaczonych dla dzieci lub dla dorosłych. Nikt jednak nie zdefiniował konkretnie, co się kryje pod hasłem „przeznaczone dla dzieci”. Twórcy, którzy znajdują się gdzieś w szarej strefie streamowania gier, publikowania starych kreskówek i materiałów zrób to sam, czekają teraz aż FTC uda się przebrnąć przez morze pytań w tej sprawie. Na razie panuje wielkie zamieszanie.

Google ma wielkie ambicje, być może zbyt wielkie

Nie tylko urzędnicy z FTC podejrzliwie patrzyli w tym roku na poczynania Google’a. Coraz częściej mówi się o tym, że firmy technologiczne już teraz są niebezpiecznie duże. A przecież nie wskazuje na to, żeby miały w jakikolwiek sposób poskromić swoje ambicje. Wręcz przeciwnie. W samym tylko tym roku Google’a kupił Fitbita, pracował nad rachunkiem bieżącym w Google Pay i stał się bohaterem skandalu, bo zbierał ukradkiem dane medyczne Amerykanów.

W Europie zaś musiał dostosowywać się do kolejnych antymonopolowych zaleceń Komisji Europejskiej i zacząć proponować użytkownikom Androidów wyszukiwarki i przeglądarki do wyboru. Politycy coraz głośniej debatują o nakładaniu na nie ograniczeń, a ewentualnym rozbiciu ich na części.

Zaczęły się dla Google’a ciekaw czasy, przyszłość pokaże, jak firma sobie z nimi poradzi.

Dołącz do dyskusji