Jestem bardzo zaskoczony tym, jak płynnie działa Assassin’s Creed: Black Flag na Switchu

Artykuł/Gry 12.12.2019
Jestem bardzo zaskoczony tym, jak płynnie działa Assassin’s Creed: Black Flag na Switchu

Jestem bardzo zaskoczony tym, jak płynnie działa Assassin’s Creed: Black Flag na Switchu

Ubisoft odrobił lekcję po fatalnie zoptymalizowanym Assassin’s Creed III na platformie Nintendo Switch. Port Assassin’s Creed: Black Flag działa zdumiewająco przyjemnie, a gra jest równie wciągająca co oryginał z 2013 r. Może nawet bardziej, ponieważ tytuł świetnie się spisuje w wersji przenośnej.

W czerwcu 2019 r. żaliłem się wam na Assassin’s Creed III: Remastered w wersji dla Nintendo Switcha. Port był remastered wyłącznie z nazwy. Nie przeszkadzała mi grafika gorsza niż na PlayStation 3. Miałem za to poważny problem z płynnością rozgrywki. Akcja podana w 20+ klatkach na sekundę po prostu męczyła. Granie w przenośne ACIII było okropnym doświadczeniem, którego nikomu nie polecam. Nic zatem dziwnego, że gdy usłyszałem o Assassin’s Creed: The Rebel Collection w wersji dla Switcha, byłem pełen sceptycyzmu.

Assassin’s Creed: Black Flag na Switchu

Assassin’s Creed: Black Flag na Switchu

The Rebel Collection to przystępny cenowo pakiet Black Flag + Rogue + Freedom Cry + Aveline.

Zestaw gier dla konsoli Nintendo kosztuje 169 zł. Sporo jak na odgrzane kotlety, ale wcale nie tak wiele biorąc pod uwagę ogrom zawartości omawianego pakietu. Jednak to nie cena jest największym atutem The Rebel Collection. Największą zaletą tego zestawu jest RADYKALNIE poprawiona optymalizacja. Nie mogłem uwierzyć jak płynnie, jak naturalnie działa Black Flag na ekranie mojego Switcha. Co prawda przycięcia zdarzają się również tutaj, są one tak sporadyczne, że nie przeszkadzają.

Nieszczęsny ACIII uruchomiony na Switchu cierpiał na permanentny brak wydolności. Oferując 20+ klatek na sekundę, produkt męczył odbiorcę i był po prostu niegrywalny. Black Flag trzyma swoje klatki o wiele lepiej, zachowując te minimalne 30 fps-ów koniecznych do komfortowej zabawy. Jasne, coś od czasu do czasu chrupnie. Czym innym jest jednak zacięcie, czym innym permanentny stan agonalny. Mobilny ACIII prosił żeby go dobić, podczas gdy mobilny Black Flag pręży muskuły.

Co ważne, Assassin’s Creed: Black Flag dla konsoli Nintendo jest portem jeden do jednego. Przynajmniej jeśli chodzi o zawartość. Z gry nie wycięto ani jednego elementu, który mógłby mieć negatywny wpływ na wydajność. Swobodne żeglowanie po morzu? Jest. Odwiedzanie każdej napotkanej wysepki? Obecne. Aglomeracje wypełnione postaciami i zadaniami pobocznymi? Na swoim miejscu. Jest tutaj nawet średnio udany moduł FPP przenoszący do teraźniejszości (chociaż akurat on wymaga poprawek stabilności).

Oczywiście płynne działanie musiało zostać okupione wieloma ofiarami na ołtarzu optymalizacji.

Najlepszym symbolem owych ofiar niech pędzie jedna z początkowych scen. Edward zakłada w niej strój asasyna, a następnie patrzy w dal, zasłaniając oczy przed silnym blaskiem wschodzącego słońca. Gdy grałem na PS4, przez korony drzew i palce bohatera przedzierało się zasobożerne światło wolumetryczne. Na Switchu tej technologii oświetlenia nie ma w ogóle, z kolei Edward zasłania się przed… no właśnie, przed czym? Trochę wpadka.

Przenośny Black Flag (a także Rogue i inne epizody) został wykastrowany z wielu zaawansowanych efektów graficznych. Rozdzielczość otoczenia została potężnie obniżona. Mam też wrażenie, że znikła część środowiskowych upiększaczy, jak na przykład malutkie kraby spacerujące po piaszczystej plaży. Ściany roślinności są bardziej płaskie, zasięg widzenia krótszy, a cienie mniej ostre i bardziej statyczne. Mimo tego pozwolę sobie zaznaczyć, że gra światłocieni w miastach i tak prezentuje się lepiej niż bym oczekiwał.

Największe kompromisy widać jednak podczas podróży piracką łajbą. Karaiby na Switchu są znacznie bardziej szare i zamglone niż te na PC czy PS4. Mniejszy zasięg widzenia w połączeniu z brakiem zaawansowanych efektów wody składa się na dosyć nijakie, nudne środowisko. Jak gdybyśmy byli w Matriksie, a nie na wycieczce po pięknych, egzotycznych wyspach. Kiedy jednak przybijemy do portu zaczyna być nieźle. Naprawdę nieźle.

Assassin’s Creed: Black Flag jak i Rebel Collection to argument za nadrobieniem zaległości.

Rogue czy Freedom Cry są przygodami, których część graczy nigdy nie poznała. Mamy więc dobrą wymówkę, aby to zmienić. Zwłaszcza, że tym razem dostajemy Assassin’s Creed które jest przenośne, a więc świetnie spisze się podczas jazdy pociągiem albo na nudnym wyjeździe rodzinnym. O dziwo Black Flag bardzo do tej mobilności pasuje. Podróżując pociągami dozowałem sobie przygodę, eksplorując dziewicze wyspy w odpowiednim tempie. Jedynie główny wątek fabularny zostawiłem sobie na granie w łóżku albo przed telewizorem w salonie.

Ubisoftowi udało się naprawić okropne pierwsze wrażenie. Debiut serii Assassin’s Creed na Switchu był fatalny. Na szczęcie producenci The Rebel Collection wyciągnęli słuszne wnioski, odpowiednio przesuwając suwaki między wydajnością oraz ustawieniami graficznymi. W przenośne Black Flag nie tylko można grać, co wręcz chce się grać. Dobrze mieć taki tytuł w plecaku. Bardzo pozytywne zaskoczenie.

Zrzuty ekranu zostały wykonane w grze Assassin’s Creed IV: Black Flag na konsoli Nintendo Switch

Dołącz do dyskusji