Scarlett bez VR. Szef Xboxa nadal uważa, że to przyszłość rozrywki – a nie teraźniejszość

Felieton/Gry 27.11.2019
Scarlett bez VR. Szef Xboxa nadal uważa, że to przyszłość rozrywki – a nie teraźniejszość

Scarlett bez VR. Szef Xboxa nadal uważa, że to przyszłość rozrywki – a nie teraźniejszość

PlayStation VR, Oculus i Vive pozostaną bez dodatkowej konkurencji. Microsoft skupia teraz całą swoją uwagę na swojej nowej konsoli oraz na usłudze xCloud. Wirtualna rzeczywistość nie dla fanów marki Xbox.

Phil Spencer, szef działu Xbox, już przed premierą konsoli Xbox One X twierdził, że była budowana – między innymi –  z myślą o wydajności potrzebnej do gier VR. Zaznaczał jednak, że do niczego się nie zobowiązuje. Dlaczego? Jak dodał po paru miesiącach, wirtualna rzeczywistość to nadal niedojrzała forma rozrywki. Spencer postrzega VR jako przyszłość gamingu – jednak na dziś, jego zdaniem, to zabawa tylko dla entuzjastów.

Niestety dla fanów tego rodzaju doświadczeń, następca Xbox One o tymczasowej nazwie Scarlett również nie zaoferuje graczom dostępu do VR. Spencer nadal nie zmienia zdania na temat dojrzałości technologii związanej z wirtualną rzeczywistością. Dodaje też w wywiadzie z Stevivorem, że Microsoft „stara się odpowiadać na potrzeby klientów, a nikt z nich o VR nie pyta”. Oczywiście w kontekście konsol Xbox, bo na rynku PC w niszy entuzjastów funkcjonują stosowne rozwiązania.

Nikt nie prosi o VR w konsolach Xbox? Może. Ale to oznacza, że Oculus, Vive i PSVR nadal będą pozyskiwać graczy.

Faktem jest, że wirtualna rzeczywistość to nadal niszowa sprawa. Można argumentować, że urządzenia do grania na PC są bardzo drogie, niełatwe w obsłudze i wymagają jeszcze droższego komputera. Nie zapominajmy jednak o bardzo przystępnym PlayStation VR, które działa bardzo dobrze. Fakt, gry pod względem szczegółowości wyglądają niczym z poprzedniej generacji konsol, ale… to działa.

Faktem jest również, że to na razie niszowa forma rozrywki. Według danych z marca br., PlayStation VR znalazło 4,2 mln nabywców. Innymi słowy niecałe pięć proc. posiadaczy PlayStation 4 zdecydowało się dokupić to akcesorium. To mała publika i niezbyt motywująca twórców gier do inwestowania w tę platformę.

Kto jest mądrzejszy: Sony czy Microsoft?

Dobre pytanie. Gdyby któreś z nas znało odpowiedź, byłoby już dawno zatrudnione i wysoko opłacone przez którąś z firm. Wydaje mi się jednak… że obie firmy postępują mądrze. Sony przez ostatnie lata wypracowało sobie pozycję zdecydowanego lidera na rynku konsol do gier – zarówno pod względem liczby sprzedanych urządzeń, jak i sympatii samych graczy. Od lidera oczekuje się wręcz przełamywania barier i innowacji. Sony może – a wręcz powinno – dalej eksplorować VR. Bo pozwala mu na to rynkowa pozycja.

Microsoft dotkliwie przegrywa finansowo i wizerunkowo bieżącą generację konsol, co na szczęście firmę bardzo zmotywowało. Jest ona całkowicie skupiona – idzie jej to doskonale! – na odzyskiwaniu fanów, zaczynając od podstaw. Przez budowanie świetnego sprzętu, finansowanie dobrych gier i uruchamianie zapewniających duże korzyści abonentom usług lojalnościowych. Zabawa VR-em to odwrócenie uwagi od ważniejszych rzeczy.

Takich jak Xbox Scarlett i xCloud. Nowa konsola i nowa usługa mają bardzo duże szanse stać się najlepszymi na rynku. Ma to szczególne znaczenie w przypadku xClouda, który ma dla Microsoftu znaczenie wręcz strategiczne. Jako otwarcie do tego przyznający się fan Xboxa – racjonalizowanie tej strategii przychodzi mi bardzo dobrze. Faktycznie, tak jak mówi Phil Spencer: nie tęsknię za VR-em, nie ma on dla mnie większego znaczenia.

To jednak jest opinia. Fakty pozostają faktami, a według nich nadal to Sony będzie oferował jako jedyny na rynku konsol doświadczenia VR. Microsoft po raz drugi oddaje tę rywalizację walkowerem.

Dołącz do dyskusji

Advertisement