Pierwsze dobrze pomyślane słuchawki bezprzewodowe dla Switcha. SteelSeries Arctis 1 Wireless – recenzja

Recenzja/Gry 06.11.2019
Pierwsze dobrze pomyślane słuchawki bezprzewodowe dla Switcha. SteelSeries Arctis 1 Wireless – recenzja

Pierwsze dobrze pomyślane słuchawki bezprzewodowe dla Switcha. SteelSeries Arctis 1 Wireless – recenzja

Czy można podłączyć do konsoli Nintendo Switch bezprzewodowe słuchawki? Można, ale nie jest to łatwe oraz nie obejdzie się bez zewnętrznych przejściówek. SteelSeries to pierwsza firma, która rozwiązuje ten problem za pomocą jednego zestawu słuchawkowego: SteelSeries Arctis 1 Wireless.

Nintendo Switch wspiera technologię bluetooth, ale wyłącznie w zakresie kontrolerów bezprzewodowych. Dlatego słuchawek BT wciąż do konsoli nie podłączymy. Z urządzeniem współpracuje za to wąska część bezprzewodowych słuchawek działających w oparciu o adapter USB (USB-A). Problem polega na tym, że Switch wejścia USB nie posiada. W dole obudowy znajduje się jedynie gniazdo USB-C. Stąd konieczność kupna specjalnej przejściówki USB – USB-C, którą podpina się potem do handhelda.

 

Pasmo przenoszenia 20 – 20000 Hz
Impedancja 32 Ohm
Przetworniki 40 mm
Czułość 98 dBSPL
Pasmo przenoszenia mikrofonu 100 – 6500 Hz
Czułość mikrofonu -38 dBV/Pa
Czas pracy 20h
Zasięg bezprzewodowy 9 m
Cena 520 zł

Jak możecie przypuszczać, kombinacja przejściówka – adapter – słuchawki nie jest najwygodniejsza na świecie. Zwłaszcza gdy na Nintendo Switchu gramy głównie mobilnie, np. w podróży. Dodatkowe akcesoria to dodatkowe miejsce zajęte w plecaku albo etui. Aż dziw brał, że żaden producent nie podjął się wcześniej próby zrobienia z tym porządku. Na rynku pojawiło się co prawda kilka dziwnych eksperymentów – na przykład słuchawki Hori – ale żaden nie zdobył uznania graczy. To się teraz zmienia, dzięki Arctis 1 Wireless.

SteelSeries Arctis 1 Wireless to bezprzewodowe słuchawki dopasowane do Nintendo Switcha.

Kupując ten zestaw słuchawkowy znajdziemy w pudełku dedykowany adapter. Dongiel nie posiada końcówki USB-A, jak znamienita większość rozwiązań tego typu, ale USB-C. Oznacza to, że do grania w słuchawkach nie musimy posiadać dodatkowej przejściówki. Wszystko czego potrzebujemy od początku znajduje się w pudełku. Do tego system operacyjny Switcha idealnie się dogaduje ze SteelSeries Arctis 1 Wireless, informując powiadomieniami o przejściu na zestaw słuchawkowy USB.

Wykorzystanie adaptera USB-C ma jeszcze jedną przewagę nad bardziej prowizorycznymi rozwiązaniami. SteelSeries stawia na szybką, wytrzymałą i dosyć odporną na zakłócenia łączność bezprzewodową WiFI 2,4 GHz. Z kolei wiele bezprzewodowych dongli opiera się na łączności bluetooth, która zazwyczaj wystarcza, ale okazyjnie powoduje lagi oraz rozstrojenie dźwięku i obrazu. Przy Arctisach takiego problemu nie miałem ani razu. Wszystko działa jak w zegarku.

Co nie znaczy, że nie mogło być lepiej.

Boli mnie na przykład, że SteelSeries nie pomyślało o kieszonce na adapter USB-C wewnątrz obudowy nausznika. To coraz powszechniejszy standard w bezprzewodowych słuchawkach. Bez dedykowanej kieszeni dongiel można zgubić. Do tego dochodzi żmudny proces wyławiania, jeśli wrzucimy go swobodnie do większej komory torby albo plecaka. A przecież wystarczyłoby zabezpieczyć przestrzeń pod obudową jednego z nauszników (w drugim znajduje się akumulator).

Oczywistą negatywną konsekwencją wykorzystania adaptera jest brak możliwości postawienia Switcha na nóżce. Szkoda, bo uwielbiam grać z jej wykorzystaniem; ustawiam tablet Switcha na odchylanym stoliku w pociągu, a Joy-Conami sterują bezprzewodowo. To dla mnie najwygodniejsza forma rozgrywki w podróży. Teraz zawsze stoję przed niemiłym dylematem. Dobre audio czy preferowana pozycja podczas zabawy w terenie? Nie chciałbym rezygnować z żadnej opcji.

Same Arctisy przeszły lekkie odświeżenie. Ma to dobre i złe strony.

Po pierwsze, SteelSeries zrezygnowało z charakterystycznej opaski narciarskiej, będącej po części znakiem rozpoznawczym ich słuchawek. Zamiast elastycznej opaski mamy klasyczne, chociaż dosyć oszczędne i płytkie obicie wewnętrznej strony pałąka pianką. Do tego dochodzą wysuwane na około 3 cm boki z nausznikami, odsłaniające stalową szynę wewnątrz plastikowej obudowy. Właśnie dzięki tej szynie SteelSeries Arctis 1 Wireless wydaje się bardzo odporne na wygięcia oraz załamania. Niestety, odporna na pewno nie jest plastikowa obudowa nauszników. Ta przejawia tendencję do zbierania rys oraz smug.

Po drugie, nauszniki nie mają już dodatkowych poziomych zawiasów. Co za tym idzie, nacisk na uszy jest odczuwalnie silniejszy (porównuję z modelem Arctis 3 Bluetooth). Ma to swoje dobre i złe strony. Zaletą jest lepsze odizolowanie się od dźwięków otoczenia. Istotne zwłaszcza podczas rozgrywki w podróży oraz na świeżym powietrzu. Wadą jest z kolei docisk, który utrudnia korzystanie z headsetu podczas niezdrowo długich maratonów z grami.

Po trzecie, zmieniono mikrofon. Zamiast wysuwanej konstrukcji mamy teraz odłączany podajnik, który możemy, ale nie musimy nosić ze sobą. Sam mikrofon również został nieco ograniczony, cechując się zakresem zredukowanym z 100 – 10,000 Hz do 100 –6500 Hz. Jestem jednak przekonany, że 95 proc. graczy nawet nie zauważy różnicy. Po czwarte i ostatnie, odświeżono nieco przyciski wmontowane w obudowę nausznika. Rolka głośności jest bardziej precyzyjna a przycisk wyciszenia zamienił się na pewniejszy suwak.

Pod względem jakości dźwięku SteelSeries Arctis 1 Wireless to te same słuchawki co Arctis 7.

Seria headsetów od SteelSeries jest na rynku tyle czasu, że wielu graczy doskonale już wie jak brzmią. A brzmią nieźle. Do tego bez przesadnie podkręconego basu i z miejscem na średnie oraz wysokie tony. Oczywiście nie są to w żadnym stopniu słuchawki do odsłuchu ulubionej muzyki. Chociaż poszczególne pasma są odpowiednio odseparowane, dźwiękowi brakuje głębi i długości. Scena jest bardzo krótka, chociaż dosyć szeroka. Gry? Tak. Filmy i seriale? Tak. Muzyka? Tylko jeśli nie masz niczego innego pod ręką.

Tutaj dochodzimy do bardzo ciekawego problemu.

Niemal każda gra na Switchu grzmi gorzej niż na PS4 czy XONE. To nie wina recenzowanego zestawu słuchawkowego. Szkopuł tkwi w kompresji plików audio. Aby gry dla konsoli Nintendo zajmowały jak najmniej pamięci, twórcy oszczędzają właśnie na jakości dźwięku. Wiedźmin 3 na Switchu nie brzmi tak jak na PC. To samo tyczy się wielu innych multiplatformowych produkcji. Stąd SteelSeries Arctis 1 Wireless nie oferuje na platformie Nintendo takiej jakości, do jakiej zostałem przyzwyczajony. Oczywiście problem znika, gdy te same bezprzewodowe słuchawki podłączę do PS4 (przejściówka USB-A jest dołączona do zestawu).

Mimo tego Arctis 1 sprawi, że odkryjecie dźwięki o których nie mieliście wcześniej pojęcia.

SteelSeries Arctis 1 Wireless eksponuje te dźwięki, które kompletnie umykają podczas gry na głośniczkach. Bawiąc się z Luigi’s Mansion 3 odkryjecie zestaw zupełnie nowych efektów dźwiękowych. Kapanie wody. Kroki na drewnianej posadzce gdzieś w oddali. Delikatne skrzypienie zawiasów. To smaczki, których w życiu byście nie odczuli grając na głośnikach tabletu. Z kolei te dźwięki, które znacie doskonale, nabierają dodatkowej głębi, stają się dłuższe i szersze. Różnicę poczujecie już nawet po systemowych dźwiękach Switcha. Gwarantuję to wam.

Grając na Arctisach 1 bronie w przenośnym Overwatchu brzmią lepiej niż kiedykolwiek. Do tego gracz zyskuje namiastkę sceny kierunkowej. Bez problemu usłyszymy, czy wróg w Fortnite nadciąga z lewej lub prawej strony. Nintendo Switch nie jest typową platformą do sieciowych zmagań, ale jeśli już w nich uczestniczycie, słuchawki mogą dawać realną przewagę nad przeciwnikami. Tyczy się to zwłaszcza takich gier jak Splatoon 2, Overwatch, Paladins, Fortnite czy Realm Royale.

SteelSeries Arctis 1 Wireless – świetne do Switcha, ale mogły być lepsze.

Arctis 1 Wireless to zestaw bardzo wszechstronny. Bezprzewodowo podłączymy go nie tylko do Nintendo Switcha, ale również nowych smartfonów z Androidem (USB-C), PlayStation 4 (przejściówka dla adaptera) oraz laptopów i komputerów. Ciekawa jest zwłaszcza współpraca z nowymi MacBookami, zdominowanymi przez porty USB-C. Z kolei po kablu słuchawki wykorzystamy razem ze starszymi smartfonami oraz nieco niechcianym Xboksem One.

Z drugiej strony w cenie 520 zł klient ma już prawo oczekiwać cyfrowej sceny przestrzennej DTS albo dodatkowego wsparcia dla łączności bluetooth. Do tego Arctis 1 podpada mi brakiem kieszonki dla adaptera, oszczędnym obiciem pałąka i dosyć silnym naciskiem. Słuchawki na pewno nie są więc idealne. To nie ma jednak znaczenia. SteelSeries Arctis 1 Wireless są bowiem najlepszym zestawem dla Switcha, jaki działa out of the box. Jako wielki fan tej konsoli nie rozstają się z tym modelem i korzystam z niego regularnie.

Największe zalety:

  • W końcu zestaw słuchawkowy dla Switcha, który działa bez konieczności kupna przejściówek
  • Dobra jakość dźwięku bez okrutnie podkręconego basu
  • Lepsze przyciski funkcyjne na obudowie
  • Adapter USB – USB-C dołączony do zestawu
  • Bardzo stabilne połączenie bezprzewodowe (2,4 GHz)
  • Działa m.in. ze Switchem, MacBookiem, PS4, XONE i smartfonami Android

Największe wady:

  • Brak kieszeni na adapter USB-C w obudowie nausznika
  • Dosyć mocny docisk uszu ma plusy i minusy
  • Nie nadaje się do niezdrowo długich maratonów z grami
  • Wysoka cena: 520 zł
  • Ładowanie gniazdem micro-USB zamiast USB-C
  • Brak poziomych zawiasów nauszników

SteelSeries pozostawia konkurencji tworzącej akcesoria dla Switcha nieco pola do popisu, ale na ten moment Arctis 1 jest bezkonkurencyjny.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji