Cudowne zaskoczenie 2019 r. Star Wars Jedi: Fallen Order to świetna przygoda jednego gracza – recenzja

Recenzja/Gry 15.11.2019
Cudowne zaskoczenie 2019 r. Star Wars Jedi: Fallen Order to świetna przygoda jednego gracza – recenzja

Cudowne zaskoczenie 2019 r. Star Wars Jedi: Fallen Order to świetna przygoda jednego gracza – recenzja

Po pierwszych zwiastunach z fragmentami rozgrywki media spisały Star Wars Jedi: Fallen Order na straty. Niesprawiedliwie. Respawn Entertainment po raz kolejny zaskakuje, tworząc najlepszą grę na licencji Gwiezdnych wojen od ponad dekady. Nie jest idealna, ale czaruje pomysłami, rozmachem i długością.

W 2005 r. zakończyła się złota era gier na licencji Gwiezdnych wojen. Po klimatycznym Republic Commando, świetnym Battlefroncie II oraz poprawnym drugim KOTOR-ze nadeszła kosmiczna smuta. Efekciarskie The Force Unleashed miało się nijak do serii Jedi Outcast, z kolei SW:TOR był tylko namiastką niezwykle rozbudowanego Galaxis. Następnie prawa do stacjonarnych gier na licencji Gwiezdnych wojen trafiły w ręce EA, z czego firma zrobiła taki sobie użytek. Chyba każdy z nas pamięta aferę z Battlefrontem oraz skrzynkami.

Star Wars Jedi: Fallen Order główny bohater

Star Wars Jedi: Fallen Order pierwsza planeta

EA się rehabilituje. Star Wars Jedi: Fallen Order to zero skrzynek i zero mikro-transakcji.

Dostajemy grę gotową od A do Z. Dla jednego gracza. Bez żadnych przepustek sezonowych. Coś takiego we współczesnej branży gier trafia się coraz rzadziej. Nie byłoby to jednak warte wspomnienia gdyby nie fakt, że Star Wars Jedi: Fallen Order jest po prostu cholernie dobre. Tytuł przebija The Force Unleashed o kilka długości, chociaż nie porównywałbym go do kultowej serii Jedi Outcast. To inna produkcja o odmiennej mechanice, do złudzenia przypominająca Dark Souls.

O tym, dlaczego Star Wars Jedi: Fallen Order jest tak szokująco podobne do Dark Souls poczynię osobny tekst na Spider’s Web. Tutaj wspomnę tylko, że w grze znajdują się „ogniska”, wyrażone w postaci miejsc do medytacji. Gdy z nich korzystamy, nasze zdrowie zostaje przywrócone, ale przeciwnicy odradzają się na mapie. Z kolei jeśli któryś z wrogów nas pokona, tracimy zebrane punkty doświadczenia. Możemy je odzyskać, o ile wrócimy zemścić się na naszym oprawcy.

Star Wars Jedi: Fallen Order statek kosmiczny

Star Wars Jedi: Fallen Order wioska

Chociaż brzmi to egzotycznie, mechanika Soulsów zdaje egzamin w Gwiezdnych wojnach.

Wszystko dzięki rozwojowi postaci, który jest naprawdę dobrze poprowadzony. Różnica między naszym Jedi na początku i na końcu rozgrywki jest monstrualna. Pod wpływem wielu przygód na kilku zróżnicowanych planetach nasz padawan przemienia się w prawdziwego rycerza Jedi. Wojownika, który potrafi się obronić nie tylko przed szturmowcami, ale również samymi Inkwizytorami Imperium. To właśnie ten odczuwalny progres sprawia, że chociaż przeciwnicy się odradzają, gra nie traci sensu podczas powtarzalnych walki. Wiemy, że każde cięcie mieczem świetlnym do czegoś prowadzi. Czyni nas mocniejszym.

Bardzo mi się spodobało, że twórcy z Respawn Entertainment niezwykle oszczędnie oddają w ręce graczy kolejne moce. Minęło dobre 8 – 10 godzin zabawy nim mój bohater nauczył się rzucać mieczem świetlnym. Przyciąganie, odpychanie – tak banalne zdawałoby się umiejętności Jedi poznajemy zadziwiająco późno. Dzięki temu czujemy się jak w starej trylogii, unikając taniego efekciarstwa. Jednak kiedy już zdobywamy nową umiejętność – biada wam szturmowcy, oj biada. Moc w Star Wars Jedi: Fallen Order jest przerażająco potężna.

Star Wars Jedi: Fallen Order AT-ST

Star Wars Jedi: Fallen Order szturmowiec

Gra nie ma nam za złe, że jednym przyciskiem zrzucamy w przepaść całą grupę przeciwników. Pozwala graczowi zabić specjalnym cięciem wroga, z którym dawniej walczyliśmy niemal minutę. Wykorzystując Moc, elementy otoczenia i przewagę terenową siejemy prawdziwą pożogę. Dopiero bossowie są w stanie nieco nas przytemperować. Wątpię jednak, aby na średnim poziomie trudności ktokolwiek stanowił dla was realne zagrożenie. Fallen Order kopiuje wiele cech Dark Souls, ale jest znacznie bardziej łaskawe podczas walki.

Od razu jednak zaznaczam: to nie jest tytuł, w którym obłąkańcze machanie mieczem przyniesie dobre rezultaty. Szermierka jest oparta na parowaniach, kontrach i unikach. Poza paskami życia, wrogowie posiadają paski kondycji. Ich wyzerowanie sprawia, że przeciwnik traci gardę i mamy go jak na widelcu. Gra od samego początku krzyczy w naszym kierunku: – Myśl! Obserwuj! Wyciągaj wnioski! Szukanie luk w kombinacjach wroga podstawą przetrwania każdego podawana.

Jestem zdumiony jak umiejętnie twórcy wykorzystują świat Gwiezdnych wojen.

Akcja Star Wars Jedi: Fallen Order została osadzona między III i IV epizodem kosmicznej sagi. To czas umacniania Imperium, polowania na ostatnich Jedi oraz sprzątania po Wojnach Klonów. Nowy kanon Disneya nie jest przesadnie obfity w detale, jeśli chodzi o ten okres. Mimo tego ekipa z Respawn zrobiła co tylko mogła, aby stworzyć bogaty, zróżnicowany i ciekawy świat wypełniony barwnymi postaciami. Udało się. Muszę wam powiedzieć, że kapitan Modliszki – statku którym podróżuje bohater – to absolutne 10/10 w kwestii realizacji.

Swoistymi bohaterami gry są także planety, między którymi możemy swobodnie podróżować. Każda z nich posiada takie widoki, że nie sposób się napatrzeć. Oglądając przedpremierowe fragmenty rozgrywki internauci narzekali, że Fallen Order prezentuje się bardzo przeciętnie. I chociaż faktycznie modele Wookiech wołają o pomstę do nieba, tak same scenerie, efekty świetlne czy warunki pogodowe to pierwsza liga gier wideo. Finalny kod robi o wiele lepsze wrażenie niż ścinki z YouTube’a. Przynajmniej na PlayStation 4 Pro.

Najważniejsze jest jednak to, że Star Wars Jedi: Fallen Order ma w sobie ducha Gwiezdnych wojen. Co jest niesamowite o tyle, że początkowo ten projekt nie miał nic wspólnego z licencją Disneya. Producenci dopiero później dostali zielone światło na wykorzystanie popularnej marki. Mimo tego twórcy wykazali się wielkim zaangażowaniem, drobiazgowo pokazując popularne uniwersum. Jest tutaj wiele nawiązań do filmów kinowych, animacji oraz postaci z książek i komiksów. Wystarczy rozejrzeć się dookoła.

Struktura lokacji zasługuje na osobny akapit. Gra zmusza do częstych powrotów.

Lwia część Star Wars Jedi: Fallen Order to ponowne odwiedziny raz odkrytych miejsc. Tyle tylko, że z wachlarzem nowych mocy i umiejętności. Tzw. backtracking jest nagminny, a nawet kilkukrotnie wymuszany fabularnie. Zwiedzanie nowych obszarów na odblokowanych planetach jest jednak tak wciągające, że nie można tego uznać za wadę. Zwłaszcza, że do architektury lokacji zaimplementowano masę skrótów. Dzięki nim poruszanie się jest szybkie i wygodne, a powolna i czujna eksploracja tyczy się tylko nowych rejonów.

Wracać do raz poznanych miejsc z kolei warto, ponieważ Star Wars Jedi: Fallen Order ugina się od skarbów i sekretów. Nowe zapiski w dzienniku, kolejne części do miecza świetlnego, ciekawe stroje dla głównego bohatera, malowania droida czy nawet lakier dla Modliszki – wszystko to można zdobyć ze skrzyń, które często i gęsto rozsiano po mapie. Osoby uwielbiające wpychać nos w każdy zakamarek mapy będą zachwycone. Zwłaszcza, że zebranie skarbu wiąże się z dodatkową nagrodą w postaci garści punktów doświadczenia. Im jesteś uważniejszy, tym jesteś potężniejszy. Dobry deal.

Z architekturą lokacji wiąże się jeszcze jeden element – zagadki. Łamigłówek jest całkiem sporo, ale nie przeszkadzają. Do tego nie wydają się być nie ma miejscu. Wypadają naturalnie, a ich rozwiązywanie (oczywiście przy użyciu Mocy) jest satysfakcjonujące. Nad kilkoma opcjonalnymi zagadkami naprawdę łamałem sobie głowę, doceniając pomysłowość twórców oraz przeklinając własną głupotę.

Niestety, Star Wars Jedi: Fallen Order trawi wiele błędów i niedoróbek.

Zbyt wiele, aby grze mogło to ujść płazem. Silnik nie zawsze nadąża za doczytywaniem tekstur w wysokiej rozdzielczości. Przeciwnicy czasami gubią grunt pod nogami i zachowują się jak gdyby spadali w przepaść. NPC notorycznie zapominają o swoich animacjach. Gra potrafi odczuwalnie i boleśnie zwolnić na PS4 Pro. Zacięcia są znaczne, a do tego program kilka razy kompletnie mi się wysypał. Na konsoli. Niezbyt dobrze to świadczy o przedpremierowych testach jakości.

Osobnym problemem jest wersja językowa. Gracze są zdani na polskie dialogi. Sztywnego aktorstwa nie można zmienić w ustawieniach. Pomaga dopiero zmiana języka samej konsoli (PS4) w opcjach systemowych, a następnie restart gry wideo. Problematyczny jest także sugerowany układ przycisków. Nie mam pojęcia jakim cudem cios nie był od razu przypisany do R2, a blok do L2. Polecam taką zmianę. Od razu gra się przyjemniej.

Star Wars Jedi: Fallen Order to gra w starym stylu, której potrzebowałem.

Na rynku zdominowanym przez MOBA, sieciowe strzelaniny i battle royale tytuł taki jak Star Wars Jedi: Fallen Order lśni niczym diament. Co najlepsze, nie jest to tylko światło odbite marką Gwiezdnych wojen. To gra wydana w starym stylu, która broni się rozgrywką, rozwojem postaci, klimatem oraz przywiązaniem do detali. Brakowało mi takiej przygody dla jednego gracza. Brakowało jak diabli. Tym bardziej niesamowite, że to właśnie EA stoi za jej wydaniem.

Największe zalety:

  • Pierwsza naprawdę bardzo dobra gra w uniwersum SW od ponad dekady
  • Struktura lokacji, masa sekretów, tona skarbów i smaczków
  • Świetne wykorzystanie nowego kanonu Disneya
  • Walka oparta na parowaniu, unikach i kontrach
  • Kreatywne wykorzystanie Mocy bez efekciarstwa The Force Unleashed
  • Przygoda dla jednego gracza w starym, dobrym stylu
  • Dłuższa niż przypuszczałem – 20+ godzin gry

Największe wady:

  • Odczuwalne zacięcia i spadki płynności (PS4)
  • Masa pomniejszych niedoróbek spowodowanych brakiem należytych testów
  • Brak prostego sposobu na włączenie angielskiej wersji językowej
  • Mechanika inspirowana Dark Souls nie każdemu może się spodobać

Star Wars Jedi: Fallen Order to jedno z najbardziej pozytywnych zaskoczeń całego 2019 r. To także pierwsza naprawdę dobra, naprawdę warta polecenia gra w uniwersum Gwiezdnych wojen od ponad dekady.

Dołącz do dyskusji

Advertisement