Tegoroczny październik był kolejnym rekordowo gorącym miesiącem. Czy kogoś to jeszcze obchodzi?

Felieton/Ekologia 06.11.2019
Tegoroczny październik był kolejnym rekordowo gorącym miesiącem. Czy kogoś to jeszcze obchodzi?

Tegoroczny październik był kolejnym rekordowo gorącym miesiącem. Czy kogoś to jeszcze obchodzi?

Nie do wiary! Październik 2019 był najgorętszym październikiem od czasów, gdy prowadzimy pomiary temperatury. Z jednej strony jest to przerażające, z drugiej tak łatwe do przewidzenia, że najchętniej zakończyłbym tekst w tym miejscu.

Jak wynika z danych unijnego programu Copernicus, średnia temperatura w październiku była o 0,69 st. Celsjusza wyższa, niż uśrednione odczyty z 30 lat – od 1981 do 2010 r. Jeśli porównamy średnią temperaturę tegorocznego października z okresem sprzed ery przemysłowej, różnica robi się jeszcze wyższa i wynosi 1,2 st. C. Jeszcze 0,8 stopnia i dojdziemy do maksimum, które założyliśmy sobie w porozumieniu paryskim, ale o tym za chwilę.

Najgorętszy październik w historii poprzedzi najgorętszy listopad w historii. I może grudzień

Ten rok po prostu przynosi nam kolejne rekordy. Mieliśmy już rekordowo gorący czerwiec, rekordowo gorący lipiec i trochę mniej rekordowy wrzesień, który był tak samo gorący, jak rekordowo gorący wrzesień w 2016 r. Także wybaczcie ten brak przejęcia z powodu rekordowo gorącego października.

Zaryzykuję nawet akapit, w którym stwierdzam, że listopad też okaże się albo tak samo rekordowo gorący, albo prawie tak samo gorący, jak jakiś rekordowo gorący listopad, który odnotowaliśmy zapewne na przestrzeni ostatnich 10 lat. Co do grudnia, to wolę nie ryzykować prognozy, ponieważ ostatnio w mediach widzę alarmujące nagłówki o nadchodzącej zimie stulecia. Co prawda widuję je właściwie każdego roku, ale mniejsza o to. Koniec akapitu, wracamy do poważnych spraw.

Ziemia robi się coraz cieplejsza, a my nadal nic sobie z tego nie robimy

Naukowcy oczywiście ostrzegają, że dalszy wzrost temperatury w tym samym tempie doprowadzi w końcu do klęski żywiołowej na globalną skalę. Raporty przygotowywane przez agencje rządowe i wojsko właściwie potwierdzają ten scenariusz w 100 proc. Co do możliwych do zastosowania rozwiązań tego problemu, świat nauki też jest w zasadzie zgodny: ograniczyć emisję gazów cieplarnianych, czym prędzej zrezygnować z paliw kopalnych i ograniczyć wysokoemisyjną konsumpcję (na przykład ograniczyć spożycie mięsa i rzadziej wymieniać elektronikę na nowszą).

Taka wizja oczywiście nie pasuje ani konsumentom (w większości, są wyjątki), ani przemysłowi, który na naszym obecnym tempie konsumpcji opiera swoje długoterminowe prognozy zysków, ani politykom, którzy boją się podpaść zarówno konsumentom, jak i przemysłowi i udają, że problem nie jest jeszcze na tyle poważny, żeby regulować go w jakiś zdecydowany sposób.

Najlepszym przykładem takiego działania niech będzie chociażby oficjalne odejście Stanów Zjednoczonych od postanowień przyjętych w ramach porozumienia paryskiego. Jedna z najsilniejszych gospodarek na świecie nie będzie wprowadzała u siebie żadnych rozwiązań na większą skalę, bo (się) nie (opłaca) i już.

Nie mam nawet żadnego sensownego pomysłu na konkluzję. Robi się coraz cieplej. W 2020 r. zapewne znowu okaże się, że kolejny czerwiec/lipiec/sierpień/etc. pobił kolejny rekord i że zbliżyliśmy się jeszcze bardziej do magicznej granicy wzrostu temperatury o 2 st. C., przed którą ostrzega nas nieustannie świat nauki.

Dopóki za sprawą klimatu nie zaczną się masowe migracje ludzi i tak samo masowe zgony wywołane rekordowymi temperaturami w lecie, dopóty nadal skrzętnie będziemy robić co w naszej mocy, żeby ten problem ignorować.

Założę się zresztą, że ten scenariusz potwierdzi się w komentarzach pod tym tekstem, z których znowu dowiem się, że tak właściwie to nie ma żadnych twardych dowodów na to, że klimat się ociepla, a nawet jeśli to bynajmniej nie ze względu na działalność człowieka.

Dołącz do dyskusji