Zaliczyłem One Night Stand. W grze wideo

Artykuł/Gry 08.11.2019
Zaliczyłem One Night Stand. W grze wideo

Zaliczyłem One Night Stand. W grze wideo

Podając za miejskim słownikiem slangu oraz mowy potocznej, one night stand to przygoda łóżkowa na jedną noc. Określenie jest powszechnie stosowane w Stanach Zjednoczonych, a ja właśnie przeżyłem je w… grze wideo. Wiecie, to wcale nic przyjemnego. Potem robi się z kolei naprawdę niezręcznie.

Gra o nietypowym tytule One Night Stand zwróciła moją uwagę podczas przeglądania oferty cyfrowego sklepu eShop na konsoli Nintendo Switch. Produkcja kusiła ręcznie tworzoną kreską oraz niską ceną, opiewającą na zaledwie 20 zł. W świecie stawek wyznaczanych przez Nintendo to prawie jak za darmo. Szybka płatność przy pomocy PayPal została sfinalizowana. Obietnica seksualnej przygody już pobierała się na kartę mircoSD mojej konsoli.

One Night Stand na Nintendo Switch

Obudziłem się z przerażającym kacem. Do tego w nieswoim łóżku. I nieswoim mieszkaniu.

Jednym z pierwszych widoków w One Night Stand są plecy. Kobiece plecy, które wyzierają spod kołdry spoczywającej na was obu. Nie wiesz gdzie jesteś. Nie wiesz kim jest dziewczyna śpiąca obok. Głowa pulsuje ci jak detektor Geigera, a za oknem już dawno wstało słońce. Głupia sytuacja. Teraz od ciebie i tylko od ciebie zależy jak ją rozegrasz.

One Night Stand jest grą skupioną na podejmowaniu wyborów, z aż 12 zakończeniami oraz sekretnym finiszem spinającym całą historię. Podejmując odpowiednie decyzje oraz wybierając odpowiednie opcje dialogowe zmierzamy w kierunku jednego z finałów. Gra zachęca do wielokrotnego jej uruchamiania oraz próbowania rozmaitych taktyk i zachowań wobec kobiety, która lada moment również się obudzi.

One Night Stand kobieta

Myślałem, że moja przygoda w One Night Stand zakończy się wielką miłością.

Tak jak w rozromansowanych grach cRPG od BioWare, postanowiłem zostać szlachetnym rycerzem na białym koniu. Byłem dobry. Miły. Potrafiłem słuchać i przejawiałem zainteresowanie. Gdybym był kapitanem Shepardem z Mass Effect, już mógłbym liczyć na ponowny seks z jakąś przedstawicielką pozaziemskiej rasy. No bo nie oszukujmy się – romanse w najpopularniejszych grach cRPG opierają się o banalne, czytelne schematy, które mają się nijak wobec prawdziwego życia.

W One Night Stand jest jednak inaczej. Kobieta dyplomatycznie, ale jednak dała mi do zrozumienia, że na mnie już czas. Na mnie. NA MNIE?! Głównego bohatera?! Wyobrażacie to sobie? Dla gracza z tysiącami godzin w przygodówkach i grach cRPG było to jak mokra, brudna ściera prosto w twarz. Właśnie ten moment sprawił, że nabrałem do twórców One Night Stand szacunku. Okej, jeszcze raz – rzuciłem do siebie, po czym rozpocząłem przygodę na nowo. Znowu pobudka. Znowu łóżko. Znowu kac morderca.

One Night Stand na Nintendo Switch

One Night Stand jest ciekawe, bo jest ludzkie. Dwie przeciętne osoby w niezręcznej sytuacji.

Jak to z niezręcznymi sytuacjami bywa, chcemy o nich możliwie szybko zapomnieć. Dlatego nic dziwnego, że gracz – niezależnie jak miły czy szarmancki – może czuć się niepożądanym osobnikiem na czyimś terenie. Gdybym napisał, że naszym zadaniem w One Night Stand jest zmiana podejścia kobiety, raczej minąłbym się z prawdą. Ta gra nie ma jednego, jasno określonego celu. Może być nim próba zyskania sympatii dziewczyny, ale wcale nie musi. Równie dobrze możemy okazać brak zainteresowania, dystans oraz chłodną postawę. Odblokujemy wtedy zupełnie inne zakończenie.

Gra zachęca do eksperymentowania. Zajrzeć do obcego portfela w poszukiwaniu ID kobiety, póki ta śpi? A może przejrzeć jej historię na laptopie? Wyjść na palcach, unikając jakiegokolwiek kontaktu? Czemu by nie poczuć się jak u siebie, rozejrzeć po pokoju i znaleźć kilka ciekawych rzeczy? Twórcy wykazują się nawet poczuciem humoru, pozwalając nawet zajrzeć po prywatnej garderoby kobiety, przywłaszczając sobie to i owo.

One Night Stand zakończenia

Gdzieś pod tą zabawą w Dzień Świra czai się banalny, życiowy morał. Rzecz o samotności, zagubionych duszach i ludzkich błędach. Oraz oczywiście o życiu, które wcale nie jest jak w amerykańskich filmach romantycznych. I chociaż One Night Stand nie jest grą długą czy rozbudowaną, stanowi ciekawe doświadczenie w którym pojawia się bardziej autentyczna postać niż w setkach produkcji AAA. Wszystko to przy zachowaniu minimalizmu oprawy oraz mechaniki.

Na zakończenie dodam, że One Night Stand skrywa drugie, mroczniejsze dno.

Oczywiście nie mam zamiaru wam niczego zdradzać. Napiszę tylko, że wcale nie jesteśmy tacy szlachetni i dżentelmeńscy, jak może się nam wydawać. Żeby jednak pogłębić ten wątek, trzeba najpierw odblokować wszystkie możliwe zakończenia przygody. Co jest procesem ciekawszym i przyjemniejszym niż może się zdawać czytając moje osobiste wrażenia.

Dołącz do dyskusji