Mrówki wpadły do poradzieckiego bunkra atomowego i stworzyły dziwną kolonię

Artykuł/Nauka 05.11.2019
Mrówki wpadły do poradzieckiego bunkra atomowego i stworzyły dziwną kolonię

Mrówki wpadły do poradzieckiego bunkra atomowego i stworzyły dziwną kolonię

Zastawialiście się kiedyś, co robią mrówki, uwięzione wewnątrz opuszczonego poradzieckiego bunkra atomowego, pogrążonego w absolutnej ciemności i odciętego od świata? 

Cała ta historia zaczęła się w 2013 r., kiedy naukowcy odwiedzili opuszczoną radziecką bazę atomową w Templewie, w woj. lubuskim. Celem tej wizyty było przyjrzenie się populacji żyjących tam nietoperzy, jednak odnaleziony w jednym z podziemnych bunkrów mrówczy kopiec okazał się być o wiele bardziej interesujący. O sprawie czym prędzej poinformowano myrmekologów, czyli specjalistów od mrówek.

Podziemnym, atomowym kopcem szybko zainteresował się zespół Wojciecha Czechowskiego z Muzeum i Instytutu Zoologi Polskiej Akademii Nauk w Warszawie. Naukowcy zaczęli regularnie odwiedzać podziemną kolonię mrówek, zafascynowani ich zachowaniem.

Mrówki z podziemnego bunkra

mrowki-z-podziemnego-bunkra-atomowego-4
Fot. Wojciech Stephan; CC-BY 4.0

Żeby w pełni zrozumieć fascynację naukowców zacznijmy od opisu samej podziemnej kolonii. Jak ustalono, kopiec w podziemiach bunkra został zbudowany przez mrówki z pobliskiego naziemnego kopca. W trakcie swoich wędrówek, niektóre owady po prostu wpadały przez otwarty szyb wentylacyjny do podziemnej części i… z jakiegoś powodu decydowały, że tam zostaną.

Tak właśnie powstała jedna z najdziwniejszych kolonii tych owadów – kopiec pogrążony w absolutnej ciemności, bez królowej w środku. Brak królowej został zresztą potwierdzony przez zespół Czechowskiego w 2016 r., kiedy to naukowcy rozkopali częściowo budowlę mrówek, właśnie w poszukiwaniu królowej.

Co ciekawe, rozkopany przez naukowców kopiec, po kilku miesiącach został odbudowany przez mieszkające w nim mrówki-robotnice. Zdaniem naukowców, zachowanie to pokazuje jak dominującym czynnikiem w zachowaniu mrówek jest ich instynkt. Programowanie mrówek-robotnic jest tak silne, że nawet w absolutnej ciemności, bez królowej i bez większego powodu zbudowały sobie kopiec, o który dbają.

Widać więc, że mimo wybitnie niesprzyjających warunków mrówki starają się funkcjonować w miarę normalnie. Organizują się tak, jak im podpowiada instynkt – powiedział „Gazecie Lubuskiej” prof. Czechowski

Tędy wpadały mrówki z powierzchni. Fot. Wojciech Stephan; CC-BY 4.0

Największą zagadką było jednak to, dlaczego mrówki nie próbują wydostać się na powierzchnię. W końcu owady te nie mają żadnego problemu z chodzeniem po ścianach, czy sufitach. Jak dotąd naukowcom nie udało się znaleźć żadnej sensownej odpowiedzi na to pytanie. Za to, kiedy we wrześniu 2016 r. zbudowali 3-metrową rampę, prowadzącą na powierzchnię, owady zaczęły opuszczać swój podziemny kopiec.

W lutym 2017 r. w podziemiach bunkra w Templewie zostały już tylko pojedyncze osobniki. Jest to o tyle intrygujące, że przed postawieniem rampy ratunkowej, liczba mrówek w atomowej kolonii rosła – Czechowski ocenił w 2016 r., że w podziemnym kopcu żyło ok. 2 mln mrówek.

Co jadły mrówki uwięzione w podziemiach radzieckiego bunkra atomowego?

W betonowych podziemiach bardzo trudno zdobyć jakikolwiek pokarm. Kolonia jednak radziła sobie i bez tego. Co jadły owady? Odpowiedź na to pytanie jest trochę makabryczna: martwe mrówki. Naukowcy ustalili, że w warunkach panujących w podziemnym bunkrze, długość życia przedstawicieli gatunku mrówki ćmawej wynosiła około roku (normalnie dochodzi do 3 lat). U schyłku swojego życia, mrówki układały się przed podziemnym mrowiskiem, powiększając tym samym zapas jedzenia dla swoich żyjących pobratymców.

Kanibalizm wśród mrówek nie jest zresztą żadną anomalią. Ciała mrówek to cenne źródło protein, co wykorzystują mrówki w okresie wiosennym. Wtedy to dochodzi do najbardziej zaciekłych walk o terytoria poszczególnych kopców, a poległe na placu boju mrówki transportowane są z powrotem do mrowisk, jako cenne źródło pożywienia. W przypadku podziemnej kolonii nie dochodziło raczej do żadnych walk.

Szkoda tylko, że nadal nie wiemy, co skłoniło te owady do życia w kompletnej ciemności i bez kontaktu ze swoim rodzinnym kopcem, znajdującym się zaledwie kilkanaście metrów w górę, zanim do pomocy nie wkroczyli naukowcy.

Dołącz do dyskusji