Google dał ciała z Pixelem, Microsoft z nowymi Surface’ami. Przestańmy udawać, że tylko Apple robi sprzęt i oprogramowanie

Google dał ciała z Pixelem, Microsoft z nowymi Surface’ami. Przestańmy udawać, że tylko Apple robi sprzęt i oprogramowanie

Google dał ciała z Pixelem, Microsoft z nowymi Surface’ami. Przestańmy udawać, że tylko Apple robi sprzęt i oprogramowanie

Jak to jest, że w świecie nowych technologii szewcy bez butów chodzą? Komputery z linii Surface ustępują produktom partnerów Microsoftu, a tegoroczne smartfony Pixel to nieporozumienie. Jak widać, sukces Apple’a wynika z czegoś więcej niż z kontroli nad oprogramowaniem i sprzętem jednocześnie.

Microsoft pochwalił się niedawno całą gamą nowych urządzeń. Blask reflektorów skradły co prawda Surface X z procesorem ARM i następcą Windows RT oraz Surface Duo i Surface Neo, czyli urządzenia z dwoma ekranami oraz systemami Android oraz Windows, ale są one pieśnią przyszłości. Bliżej ziemi są kolejne generacje urządzeń z linii Surface Book, Surface Laptop i Surface Pro.

Niestety, jak donoszą moi redakcyjni koledzy, nowe komputery Microsoftu z linii Surface nie powodują opadu szczęki.

Surface Laptop 3 w 13,5-calowej wersji z procesorem Intela oraz w wariancie 15-calowym z układem firmy AMD oceniali Łukasz Kotkowski i Maciek Gajewski. Wygląda na to, że referencyjne komputery Microsoftu ustępują sprzętom partnerów – zarówno w kwestii specyfikacji, jak i… oprogramowania.

To frapujące, bo przecież powinno być zupełnie na odwrót! Jeśli zaś Microsoft sam nie sabotuje tego projektu, byle tylko nie zniechęcić firm płacących za licencje na Windows 10 do produkcji swoich sprzętów, to dostajemy obraz firmy odpowiedzialnej za hardware i software, która nie umie ze sobą tych puzzli zgrać.

Jeszcze gorzej jest z tegorocznymi smartfonami Google’a z rodziny Pixel.

Referencyjne smartfony z systemem Android 10 powinny być dla Google’a tym, czym Surface’y dla Microsoftu – creme de la creme oferty. Niestety firma z Mountain View, zamiast wyznaczać trendy, idzie tropem Apple’a, który sam drepcze szlakiem wydeptanym przez konkurencję. I potyka się o własne nogi.

W przeszłości Google naśmiewał się z braku minijacka w iPhone’ach, by potem go usunąć. Google przekonywał też, że znana telefonów Apple’a optyczna stabilizacja obrazu nie jest potrzebna… a potem się na to rozwiązanie zdecydował. To samo dotyczy więcej niż jednego obiektywu oraz wyspy z aparatem – najpierw podłużnej, a potem kwadratowej.

W dodatku Pixel 4 i Pixel 4 XL nadal są w tyle za iPhone’ami.

Tegoroczne smartfony Google’a dostały dodatkowy obiektyw w postaci telefoto, który… w iPhone’ach był dostępny od kilku generacji. Trafiły na 8. miejsce w rankingu DXO, bo nie mają natomiast obiektywu ultraszerokokątnego, który trafił do tegorocznych telefonów Apple’a. Dodajmy, że stało się to na długo po tym, jak dostały go smartfony z Androidem innych firm.

Pixel 4 i Pixel 4 XL nie nagrywają też wideo w 4K i 60 FPS, a tłumaczenie Google’a, dlaczego, jest co najmniej mętne. Do tego dochodzi kwestia bezpieczeństwa. Podobnie jak w iPhone’ach w 2017 r. i nowszych, w tegorocznych Pixelach nie ma czytnika linii papilarnych. Jedynym zabezpieczeniem biometrycznym jest skaner twarzy.

Działa on gorzej i jest mniej bezpieczny niż pierwsza generacja Face ID, a Google naprawi go „w ciągu kilku miesięcy”.

Składa się to na obraz firmy, która nie umie ożenić oprogramowania ze sprzętem. W dodatku zamiast skupić się na rzeczach naprawdę istotnych, takich jak bezpieczeństwo, trwoni czas na dodawanie obsługi takich dodatków jak wykrywanie ściskania telefonu oraz… radar. I to taki, z którego skorzystać będzie można tylko w wybranych krajach.

Ogromna ramka nad ekranem zamiast notcha oraz system wykrywania ściśnięcia telefonu wskazuje na to, że za te urządzenia odpowiedzialni są inżynierowie przejęci z HTC. A to firma, której udziały na rynku mobilnym skurczyły się drastycznie. Jest z nią źle do tego stopnia, że w 2019 r. wydaje nowy smartfon z systemem Android 9.0.

Na domiar złego okazuje się, że ekran w Pixelach odświeżany jest w 90 klatkach na sekundę tylko w wybranych sytuacjach.

Wyświetlacz miał być jedną z przewag telefonu Google’a nad tymi od Apple’a. Producent zdecydował się na panel odświeżany w 90 klatkach na sekundę. Okazuje się, że w takim trybie może on działać tylko w wybranych sytuacjach, czyli wtedy, gdy telefon świeci z jasnością poniżej 75 proc. Jeśli przekroczy tę wartość, odświeżanie spada do 60 Hz.

Możliwe, że chodzi o to, że ekran działający w 90 FPS przy wysokiej jasności pożera zbyt dużo prądu. Google najwyraźniej popełnił błąd, bo w telefonie kolejnej generacji zamontował (podobnie jak swego czasu Apple…) mniejszy akumulator. Co gorsza, nawet pomimo takich sztuczek, pierwsi recenzenci narzekają na czas pracy w modelu Pixel 4.

Wniosek jest taki, że najwyższy czas oddać Apple’owi co apple’owskie.

Przez lata fani Google’a i Microsoftu deprecjonowali kolejne sukcesy Apple’a tym, że firma Tima Cooka ma łatwiej od innych producentów smartfonów i notebooków, bo kontroluje zarówno software, jak i hardware. Hejterzy firmy z Cupertino powtarzali to jak mantrę, gdy z uporem maniaka bronili sprawiających problemy sprzętów z Androidem i Windowsem.

Okazuje się, że wyeliminowanie z równania partnerów… nie zmieniło w zasadzie zbyt wiele. Urządzenia z rodzin Surface i Pixel, chociaż powinny być dla Microsoftu i Google’a tym, czym dla Apple’a są komputery Mac i telefony iPhone, nie oferują tego samego poziomu zespolenia oprogramowania ze sprzętem jak w przypadku firmy Tima Cooka.

Apple na swoją przewagę pracował latami.

To przedsiębiorstwo Tima Cooka króluje, jeśli chodzi o optymalizację oprogramowania, wykorzystanie surowej mocy obliczeniowej i zużycie energii w świecie mobilnym. To ta firma wprowadziła na obie swoje platformy najbardziej dopracowany tryb ciemny i to właśnie Apple sprawił, że posiadanie kilku urządzeń z jednej parafii daje dodatkowe korzyści ze względu na ekosystem.

Można pokusić się o stwierdzenie, że w praktyce fakt, iż producent smartfonów bądź komputerów rozwija jednocześnie software i hardware, nie daje żadnej gwarancji jakości. Sprawdza się to jednie w przypadku Apple’a, a partnerzy Microsoftu i Google’a często osiągają lepsze efekty w postaci gotowych produktów niż sami twórcy systemów Windows i Android.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji