Czyli jednak się da. Garmin Venu – recenzja

Recenzja/Sprzęt 14.11.2019
Czyli jednak się da. Garmin Venu – recenzja

Czyli jednak się da. Garmin Venu – recenzja

Po raz pierwszy można napisać, że ekran w Garminie wygląda świetnie. I jednocześnie można zadać trudne pytanie – po co?

Nie jestem pewien, czy świat na to czekał. Ja jednak bez wątpienia czekałem – może nie dokładnie na ekran AMOLED w zegarkach Garmina, ale ten historyczny moment, kiedy wskazówka analogowego zegara na cyfrowej tarczy zegarka Garmina będzie faktycznie przypominać linię prostą, a nie schody prowadzące wprost do estetycznego piekła.

Tak, doczekałem się. Ten moment nadszedł. Garmin ma w końcu ładny ekran. Wskazówka w końcu jest wskazówką i nie trzeba się uciekać do cyfrowych tarcz (ok, wszystkie są od technicznej strony cyfrowe).

I od tego ekranu zacznę, bo to bez wątpienia najciekawsza część zegarka Garmin Venu.

Poza tym to w dużej mierze Vivoactive 4, którego recenzja ukaże się osobno. Ale do rzeczy.

Jeśli kupimy Garmina Venu, każdego dnia będziemy zerkać na rozsądnej wielkości, 1,2-calowy wyświetlacz o rozdzielczości 390 x 390 pikseli. Taki natłok pikseli sprawia, że jest to absolutnie najprzyjemniejszy ekran w zegarku Garmina, na który przyszło mi patrzeć. Wszystko jest ostre, ładne, krawędzie liter są gładkie (dopóki nie przybliżymy zegarka do oczu), a do tego dochodzi jeszcze cała specyfika AMOLED-a – idealna czerń, wysoki kontrast i bardzo przyjemne, żywe kolory.

Przerzucając się pomiędzy testowym Venu a moim prywatnym 945 momentami trudno było mi uwierzyć, że oglądam to samo – albo przynajmniej bardzo podobne – menu, przedstawiające te same parametry. Bezdyskusyjnie – rozdzielczość robi różnicę.

Robi ją też w pewnej mierze fakt, że Venu nie ma aż tak żenująco wielkich ramek dookoła ekranu. Niestety wciąż sporo brakuje mu chociażby do Apple Watcha, ale w porównaniu do poprzednich prób jest całkiem nieźle. Choć, żeby było naprawdę dobrze, przydałoby się, żeby ekran był choć odrobinę zagłębiony w obudowie. Tutaj jest wprost przeciwnie – jest wypchnięty, w związku z czym idę o zakład, że z czasem (choć chroni go Gorilla Glass 3) pojawią się na nim rysy. Nie mówiąc już o sytuacji, kiedy uderzymy zegarkiem np. o framugę drzwi czy przeszorujemy po chropowatej ścianie…

Odpowiem też od razu na kluczowe pytanie: nie, nie ma problemów z odczytaniem tego ekranu w pełnym słońcu.

Nie mamy już wprawdzie tropikalnego lata z naprawdę mocnym słońcem, ale kilka razy wyszło ono ostatnio zza chmur i nie mam żadnych powodów do narzekania.

Tak, to nie jest zawsze i wszędzie idealna czytelność jak przy klasycznych ekranach Garmina. Ale ostrość i szokująco wręcz jak na Garmina wysoka jasność (automatycznie regulowana) skutecznie niwelują ten problem. Nie ma tutaj jednak czarów – jeśli np. Apple Watch był dla was zbyt mało czytelny w słońcu, to Venu też będzie. Jeśli był w porządku – Venu spisze się tak samo dobrze.

I przy okazji odpowiedź na bonusowe pytanie: tak, ten ekran jest dotykowy. I nie – nie da się go obsłużyć jedynie przyciskami.

Wygląda, jakby był jakiś pomysł na to, że obsłużyć np. to menu przyciskami. Ale nie – nie da się.

Szczególnie nad tym ostatnim mocno ubolewam, tym bardziej w tę porę roku. Przykładowo teraz wychodzę pobiegać, mimo że pada i wieje, więc na pewno będę miał na sobie rękawiczki. Żeby zacząć trening na moim 945 wystarczy, że trzy razy wcisnę przycisk Start. W przypadku Venu muszę albo próbować naciskać ekran w rękawiczce (da się, ale żadna frajda), albo tę rękawiczkę zdjąć, co w ogóle mi się nie uśmiecha.

Skąd ten problem? Z tego, że Venu ma tylko dwa przyciski – Start/Skróty i – niech będzie – Powrót/Menu/Ręczne okrążenie. Nawet jeśli możemy Startem wywołać listę sportów, to nie możemy rozpocząć w ten sposób aktywności.

Szkoda, choć z drugiej strony – jeśli ktoś kupi Venu, to raczej wiedząc o ograniczonej liczbie przycisków. Na pocieszenie dostanie naprawdę przyjemnie działający wyświetlacz, jak najbardziej sensownie reagujący na dotyk.

PS. Nie, bezel nie jest obrotowy. Nie, boczna krawędź nie reaguje na dotyk. Dwa przyciski, dotykowy ekran – koniec.

Ok, jeszcze jednej odpowiedzi zabrakło – jest tryb Zawsze Włączony.

Do wyboru są dokładniej cztery opcje – Ciągle włączone, Długi, Średni i Krótki. Przy czym w każdym z tych trybów ekran będzie w pewnym stopniu przygasał, tj. w trybie Ciągle włączone po opuszczeniu ręki będzie wyświetlał tylko godzinę, natomiast w pozostałych – zgaśnie całkowicie. Wyjątkiem jest oczywiście tryb aktywności – do skonfigurowania osobno.

Trzeba przy tym dodać, że czujnik ruchu ręki jest naprawdę dobrze skalibrowany i ani razu nie musiałem sięgać do któregoś z przycisków, żeby podświetlić ekran po podniesieniu dłoni.

A na prawie deser – o dziwo ten ekran ani trochę nie zabija akumulatora.

Ok – niech będzie, że zabija, ale nijak nie sprowadza to Venu np. do poziomu Apple Watcha. Bez większych problemów – i to licząc codzienne aktywności w okolicach godziny oraz ekran w trybie Ciągle włączone – można liczyć na ok. 3 dni działania. Może czasem trochę więcej, czasem trochę mniej – i tak całkiem porządny wynik.

Jeśli natomiast chodzi o maksymalny wynik, to Garmin podaje, że jest to 5 dni – o 3 krócej od Vivoactive 4 i 2 dni krócej niż Vivoactive 4S. O dziwo tylko w tej konkurencji akumulatorowej Venu przegrywa z mniej pięknymi braćmi – w pozostałych powinien poradzić sobie porównywalnie dobrze.

Na jedno pytanie tylko nie potrafię znaleźć odpowiedzi.

Czy bardzo ładny ekran faktycznie coś zmienia. Tak, jest ładniej. Tak, jest przez to przyjemniej. Tak, człowiek dzięki temu lepiej się czuje, bo ludzie lubią patrzeć na ładne rzeczy.

Ale czy to w jakiś fundamentalny sposób zmienia to, jak korzysta się z zegarka Garmina? Cóż – ani trochę.

Jedynymi miejscami, gdzie faktycznie Venu błyszczy dzięki swojemu wyświetlaczowi, są animacje a) tarczy zegara (niezależni programiści mogą tworzyć swoje – też z animacjami) i b) ćwiczeń. Te pierwsze oczywiście nie mają znaczenia, ale te drugie robią wrażenie i zdecydowanie uprzyjemniają treningi np. w domu, kiedy nie mamy pomysłu, co ze sobą zrobić (treningów jest kilkadziesiąt – jest w czym wybierać, można też komponować własne). Tyle tylko, że… to samo potrafi Vivoactive 4. Brzydziej, mniej efektownie, ale potrafi dokładnie to samo – a pocąc się przy ćwiczeniach raczej trudno nam docenić wartości wizualne.

Ale żeby nie było, że narzekałem, dostałem, co chciałem, po czym zacząłem narzekać znowu, te trzy rzeczy napawają mnie optymizmem:

a) Garminowi udało się zrobić zegarek z ładnym ekranem, który jest w dużej mierze Garminem. Czyli jak ktoś chciał Garmina i trafi na Venu – nie rozczaruje się ewentualnym brakiem garminowatości.

b) W drugą stronę – jeśli ktoś chciał kupić zegarek sportowy, ale odrzucał go widok rozpikselizowanych, przeciętnie kontrastowych ekranów – tutaj AMOLED powinien przekonać go do końca.

c) Patrząc na punkt A, jest szansa, że Garmin kiedyś wprowadzi ekran AMOLED też do innych serii. I sam nie wiem, czy nie byłbym w stanie poświęcić kilku dni w trybie zegarka i np. 2 godzin w trybie GPS, żeby oglądać mapy na następcy GPS na AMOLED-zie…

Garmin Venu jednak map nie oferuje. Nie ma właściwie żadnej wyjątkowej, charakterystycznej tylko dla niego cechy, która podbijałaby radość z obecnego tutaj – bardzo ładnego swoją drogą – ekranu.

To teraz sprawdźmy, ile Garmina w Garminie Venu.

Od razu napiszę – bardzo, bardzo dużo.

Przede wszystkim Venu ma wszystkie codzienne pomiary, których moglibyśmy oczekiwać. Są kroki, są piętra (jest i barometr!), jest pomiar spalonych kalorii, jest całodobowy pomiar tętna. Do tego dochodzi jeszcze zaawansowany pomiar snu, pomiar stresu, Body Battery, a z nowości – śledzenie cyklu menstruacyjnego, monitorowanie oddechu (plus ćwiczenia oddechowe), nawodnienia i pulsoksymetr (ok, był wcześniej, ale to wciąż stosunkowo świeży dodatek do tańszych zegarków Garmina). Są też oczywiście przypomnienia o konieczności ruszenia się i tak dalej.

Mało tego, niektórych funkcji z Venu nie mam (jeszcze) w swoim prywatnym 945. Przykładowo przy każdym ćwiczeniu uwzględniana jest teraz szacunkowa utrata płynów (było wcześniej w Edge 530 i 830), a to z kolei uwzględniane jest w szacunkowym całodziennym zapotrzebowaniu na płyny. Mała rzecz, ale całkiem wartościowa. Podobnie w 945 nie ma (jeszcze) całodobowego monitorowania oddechu (z wyjątkiem pomiaru w trakcie aktywności z założonym pasem HRM-Run). Warto tylko pamiętać, że Venu mierzy oddech w ciągu dnia, snu, ćwiczeń oddechowych i jogi – nie w trakcie np. biegania. Muszę przy okazji przyznać się, że jeszcze nie do końca wiem, co z tymi danymi o oddechu zrobić.

Jeśli natomiast chodzi o dostępne dyscypliny sportowe, to jest ich przyzwoicie dużo – od kilku kategorii treningu na siłowni, przez jogę, aż po bieganie (w tym i na bieżni), jazdę na nartach i snowboardzie, jazdę rowerem czy pływanie na basenie (włącznie z pomiarem tętna). Ba, Venu jest zgodny np. z radarem Varia, światłami Varia, czujnikami kadencji (bieg/rower), a także oczywiście z zewnętrznymi czujnikami tętna. Nie obsłużymy natomiast czujników mocy podczas jazdy na rowerze.

W kwestii treningowej – do Venu wgramy własne treningi utworzone w Garmin Connect, plany treningowe z Garmin Connect i Garmin Coacha, natomiast nie wgramy kursów. Nawet takich po kresce. Nie i już, wypad. Nie znajdziemy tutaj też także profilu do pieszych wędrówek czy wędrówek po górach. Szkoda.

Nie ma też – co może być ważne dla biegaczy – dokładniejszej analizy naszych treningów w kontekście np. obciążenia. Nie skorzystamy też z funkcji dynamiki biegu – ani z wykorzystaniem RD Poda (choć Venu obsługuje akcesoria Bluetooth), ani pasa HRM-Run (zadziała, ale bez dodatkowych funkcji).

PS. Można do Venu podłączyć czujnik tempe.

A jak jest z dokładnością GPS?

Venu doczekał się dokładnie tego samego modułu GPS od Sony, który ma cała reszta nowej gamy Garmina. I jednocześnie… większość graczy na rynku. Kwestia tylko tego, kto jak przygotuje oprogramowanie. Jak poszło programistom pracującym nad Venu?

Nie będę może przesadnie przeciągał – jest po prostu nieźle, a może i nawet bardzo dobrze. Choć oczywiście zdarzają się i drobne wpadki.

Tutaj przykładowy bieg w komplecie z iPhone’em 7 i Forerunnerem 945:

Venu zarejestrował przy tym 10,08 km, iPhone – 10,08 km, natomiast 945 – 10,03 km. 50 m różnicy – pomijalna wartość. Jak jednak wyglądało to na zbliżeniu?

Na otwartej przestrzeni właściwie trudno dostrzec poważniejsze różnice. Venu ląduje wprawdzie minimalnie obok drogi, ale trudno mówić o przekłamaniu większym niż metro, może dwa.

Podobnie ma się sytuacja z zapisem trasy w niskiej zabudowie – jest po prostu w porządku, chociaż jest moment (najbardziej po lewej), kiedy Venu zaczyna minimalnie dryfować, aczkolwiek wątpię, żeby miało to faktyczny wpływ na dystans:

Co miłe, między urządzeniami jest absolutnie pełna zgodność odnośnie tego, w którym miejscu przekroczyłem jezdnię:

I żeby było zabawnie, przy drugim przekroczeniu jezdni iPhone i Venu miały rację, a 945 się pomylił. Chociaż szczęśliwie nie zdarzało mu się to więcej.

Tutaj jeszcze jeden, tym razem krótszy bieg i od razu widać, że coś jest nie tak:

Szczęśliwie zmieniły się kolorki i to iPhone wypadł paskudnie w kilku miejscach, podczas gdy Venu i 945 trzymały się dobrze. Ale przyjrzyjmy się bliżej. Na otwartej przestrzeni pełna zgodność:

Wejście i wyjście spod wiaduktu – punkt dla iPhone’a i Venu.

Wiadukt po raz drugi – punkt dla 945 i Venu:

Wiadukt po raz trzeci – wszyscy bez punktów…

Okolice wyższych bloków – punkt dla Venu. 945 był blisko, ale trochę oszalał, natomiast iPhone wymyślił sobie własną rzeczywistość:

Zresztą w niewielkim lasku też 945 i Venu spisały egzamin, natomiast telefon – już nie (mapa zamiast satelity dla czytelności):

Jak wyglądały końcowe dystanse na tym biegu (ok, w pewnym momencie został tylko 945, co widać po mapie, ale do pewnego momentu działały wszystkie)? 945 – 7,97 km, Venu – 8,05, iPhone – 7,85 km. Wierzyłbym Garminom.

Co oczywiście nie oznacza, że GPS w Venu jest idealny. Nie jest, chyba w żadnym urządzeniu nie jest. Ale nie powinien nikogo jakoś specjalnie rozczarować – nie widziałem też przesadnych narzekań na forum Garmina, a sam chip jest już o jakiegoś czasu na rynku.

A jak jest z dokładnością czujnika tętna?

Ale przetłumaczyć to już by można było…

Podobna sytuacja – ten czujnik (Elevate 3) znamy już z poprzednich zegarków Garmina. Ale nie zaszkodzi go sprawdzić.

Chociażby po to, żeby przypomnieć sobie, jak wiele zależy od właściwego założenia zegarka z takim czujnikiem. Tutaj na przykład chyba niespecjalnie mi się to udało:

Właściwie to pierwsze kilka minut tego biegu to pod względem zgodności tętna – kompletna sieczka. Venu pokazuje np. 156 BPM, podczas gdy optyczny czujnik OH1 Plus założony na ramię – 125, a 945 z HRM-Run na klatce piersiowej – 127.

Dopiero gdzieś po 3 minutach wszystkie czujniki zaczynają się w końcu ze sobą zgadzać, choć nie da się nie zaważyć dziwnych wyników Venu w okolicach 7 minut czy np. 9. Albo chaosu pod sam koniec.

ALE.

Trzeba Venu przyznać, że miał w tym przypadku dość trudne zadanie. Było zimno, padało, a do tego był wciśnięty gdzieś pomiędzy rękawiczkę a kurtkę i koszulę z długim rękawem. Zerknijmy teraz tutaj na jego działanie w ciut lepszych warunkach:

Niestety miał tutaj tylko jednego konkurenta (OH1 nie połączył się z telefonem, ale to moja wina), za to jaki był to konkurenta – HRM-Run. I zgodność jest – może z minimalnymi odchyleniami – niemal stuprocentowa. Nie są to może najpotężniejsze z interwałów w historii interwałów, ale też trudno nazwać to spokojnym biegiem:

Tak, dobrze widzicie, te różnice wynoszą w większości przypadków 1 BPM lub mniej.

Aczkolwiek – żeby nie było, że stwierdziłem tutaj gdzieś, że czujnik tętna w Venu jest nieomylny. Nie jest, za cholerę nie jest, a jego główną wadą – zwłaszcza o tej porze roku – jest to, że trzeba go cały czas w trakcie treningu pilnować, sprawdzając, czy jest właściwie zapięty.

Kto wie, może w lecie nie zwróciłbym na to aż takiej uwagi, ale jednak zimą potrafi się to dać we znaki. Na przykład tutaj, przy okazji innych interwałów, Venu też miejscami nie domagał, chociaż z większością segmentów poradził sobie świetnie:

 

A jako smart zegarek?

Średnio. To nie jest Apple Watch. Nie jest też Galaxy Watch. Nie liczmy więc na sklep pełen aplikacji innych niż związanych z treningami. To jednak dalej bardziej zegarek sportowy niż smart zegarek.

Z drugiej strony – nawet mają w pamięci mojego Apple Watcha, niewiele mi brakowało, może poza Apple HomeKit. Powiadomienia? Nie porywają, ale są (ok, i tak je zawsze wyłączam). Płatności? Są, korzystam regularnie. Muzyka? Tak, przy czym na Venu zmieści się do 500 utworów i jak najbardziej można korzystać ze Spotify. Wygląda jednocześnie dużo lepiej niż np. na moim 945, ale obsłudze dalej daleko do tego, co oferuje m.in. Apple Watch.

Wiele więcej napisać się nie da, bo Venu nie wprowadza jakichś przełomowych rozwiązań, nie zmienia znacząco menu w zegarkach Garmina ani nic takiego. Ma to swoje plusy i minusy. Z jednej strony dla kogoś, kto miał już Garmina, nawigacja po Venu będzie banalnie prosta. Z drugiej – aż momentami boli, jak bardzo prymitywne są elementy interfejsu. Przy czym nie chodzi o to, że są minimalistyczne, bo takie nie są. Są po prostu przeniesione niemal żywcem z zegarków z gorszymi ekranami, z ewentualnym dodaniem jakiegoś kolorowego placka. A czasem nawet i nie to.

Zdecydowanie też mogliby w Garminie popracować nad animacjami. Tak, czepiam się, ale w momencie, kiedy widzę ładny statyczny obraz, to chcę, żeby był też taki, kiedy nim poruszę. A niestety czasem występuje niezbyt przyjemny efekt np. galaretowatego menu.

Oczywiście, jak na nowy zegarek Garmina przystało, w oprogramowaniu jest kilka błędów i niedociągnięć, a także kiepskich tłumaczeń albo w ogóle braku tłumaczeń, ale żaden nie rzucił się na mnie w taki wyraźny sposób, żeby pamięć o nim dotarła do momentu zestawiania recenzji.

PS. Gdyby ktoś pytał, to Venu ma WiFi do synchronizacji – głównie muzyki. Co robi standardowo jak na Garmina wolno.

To jaki jest Garmin Venu?

I tutaj mam trochę problem. Głównie z tym, że oferta Garmina staje się tak duża, że zaczynam się w niej powoli gubić, a całość zaczyna przypominać skomplikowany labirynt.

Ok, między Vivoactive 4 i Venu różnica jest dość prosta – symboliczne różnice w akumulatorze i ładniejszy ekran w Venu. Za VA4 zapłacimy około 1449 zł, natomiast za Venu – 1549 zł za wersję szaro-srebrną albo 1679 zł za każdą inną. Jeśli ja miałbym wybierać – dopłaciłbym do ładnego ekranu.

To była ta łatwa część.

Natomiast jeśli chodzi o tę trudną, to w okolicach ceny 1200-1800 zł (ok, duży przedział, ale tylko 100-200 zł w każdą stronę między VA4 i Venu), mamy wciąż w sprzedaży:

  • Fenixa 5
  • Forerunnera 935
  • Forerunnera 735XT
  • Forerunnera 645 Music
  • Forerunnera 645 nie-Music
  • Forerunnera 245 Music
  • Forerunnera 245 nie-Music
  • Instincta Tactical Edition

Oczywiście Garmin nie przygotował swojej oferty na ślepo. I tak np. Fenix 5 nie ma ani płatności, ani muzyki, a np. dla mnie to są absolutnie dodatki obowiązkowe. Z drugiej strony – to cholerny Fenix, nawet jeśli stary, to jednak m.in. dużo bardziej multisportowy niż Venu.

Podobnie świetny 245 ma muzykę, ale z kolei nie ma płatności. Natomiast w zamian za to da nam dokładniejszą analizę naszych treningów.

645 z kolei ma płatności i ma muzykę, a do tego obsługuje np. segmenty, ale jest też starszym zegarkiem niż 245 i pewnie niektórych nowości już nie dostanie (np. pomiaru tętna pod wodą – póki co mają go 245 i 945, 645 nie).

735XT wprawdzie kupimy w tej cenie z dwoma pasami do pomiaru tętna, ale… to naprawdę stary, wydany w 2016 r. zegarek. Instinct natomiast jest produktem bardzo, bardzo specyficznym, i jakkolwiek bardzo go polubiłem podczas testów, tak raczej nie wybrałbym go z tego zestawienia.

Co bym wybrał? Gdybym był ograniczony absolutnie do tej listy, pewnie padłoby na 245 ze względu na kilka dodatkowych funkcji biegowych. Z drugiej strony – Venu trudno zarzucić brak czegokolwiek, nawet jeśli biegamy sporo, a jednocześnie ekran, płatności i muzyka robią dobrą robotę.

Trudny wybór, oj, bardzo trudny wybór.

Dołącz do dyskusji