Mamy już neutralne emoji. Teraz wystarczy wywalić wszystkie pozostałe i będzie dobrze

Felieton/Social media 30.10.2019
Mamy już neutralne emoji. Teraz wystarczy wywalić wszystkie pozostałe i będzie dobrze

Mamy już neutralne emoji. Teraz wystarczy wywalić wszystkie pozostałe i będzie dobrze

Dodanie ich to świetny pierwszy krok. Teraz proszę o usunięcie reszty. 

Aktualizacja iOS 13.2 przyniosła użytkownikom nie tylko obsługę nowych AirPodsów Pro i rozczarowującą funkcję Deep Fusion, ale też 70 nowych emoji. Pośród niewinnych skunksów, kokosowych drinków ze słomką (a fe, chyba plastikową) i samoistnie tańczących różowych baletek znalazły się także emoji, które wywołują więcej emocji. Emoji, o zgrozo, neutralne genderowowo.

Emoji iOS13.2 neutralne płciowo emoji
Nowe emoji w iOS13.2.

Firmy technologiczne próbują naprawić to, co same przed laty popsuły.

Między radośnie szczerzącą zęby wampirzycą i wyszczerzonym wampirem swoje kły dumnie prezentuje nowe emoji. Wygląda jak wypadkowa sąsiadów – ma średniej długości włosy i ubranie typu unisex. Trudno określić, czy jest krwiopijcą czy kriopijczynią, zostało specjalnie pozbawione kulturowych wskazówek mających podpowiadać jego płeć, wiadomo o nim tylko to, co kluczowe – że istota, którą reprezentuje, z chęcią dorwałaby się do naszej szyi i wyssała z niej krew. Reszta informacji w wypadku emoji jest zresztą po prostu zbędna.

Wiedział to Unicode, który w standardzie z 2010 r. specjalnie nie określał identyfikacji genderowej swoich małych obrazków. Dopiero firmy wprowadzające w życie te wytyczne kształtowały swoje emoji tak, żeby te pasowały do panującego w ich kulturze stereotypu – pielęgniarką wyglądała jak kobieta, a policjant jak mężczyzna.

Na początku uszło im to na sucho, ale niezadowolenie z powodu umacniania kulturowych ról płciowych narastało stopniowo i było coraz lepiej widoczne. Firmy technologiczne, które w większości chcą uchodzić za bardzo postępowe, przełamujące stereotypy i inkluzywne, zdecydowały się coś zmienić.

Niestety kierunek zmian sprawił, że same zapędziły się w kozi róg. Zaczęto dodawać nowe emoji, które w miałyby wypełnić istniejące luki. Wraz z popularyzacją myślenia o płci jako spektrum, okazało się, że tych luk jest więcej, niż się spodziewano. Znów zaczęto więc mnożyć byty i dodawać kolejne rozwiązania.

A zamiast tego trzeba się zająć odejmowaniem.

Biję się w pierś. Sama złapałam się na myśleniu o emoji jako o uniwersalnym języku współczesności. To jednak bzdura. Nie każdy, nawet najbardziej rozbudowany, zestaw znaków jest językiem. Emoji ma ograniczone możliwości przekazywania pojęć abstrakcyjnych, nie ma swojej gramatyki i brak mu foniczności.

Jednak myślenie się o nim w ten sposób jest na tyle kuszące, że próbujemy emoji traktować, jakby językiem było. To błąd. O ile język musi być narzędziem jednocześnie złożonym i precyzyjnym, żeby pozwolić nam się porozumieć, wyrazić emocje i opisać abstrakcyjne zjawiska, tak zestaw znaków tych obciążeń jest pozbawiony. Podczas gdy w wypadku języka bogactwo jest ogromną zaletą, w wypadku znaków walorem jest prostota i uniwersalność.

To dlatego ciągle czujemy potrzebę mnożenia bytów, konkretyzowania wszystkiego i zapewnienia pełnej reprezentacji. Może jednak, zamiast tego powinniśmy chwycić za brzytwę i byty podzielić?

Dołącz do dyskusji