2 w 1, czyli najlepsza konfiguracja do backpackerskich podróży. Thule Landmark – recenzja

Recenzja/Podróże 08.10.2019
2 w 1, czyli najlepsza konfiguracja do backpackerskich podróży. Thule Landmark – recenzja

2 w 1, czyli najlepsza konfiguracja do backpackerskich podróży. Thule Landmark – recenzja

Thule Landmark to ciekawa propozycja dla niezależnych podróżników. Zawiera dwa plecaki z możliwością połączenia w jeden. Landmark dostosowany jest do potrzeb osób podróżujących samolotem, ale przyda się również z codziennej pracy.

W poszukiwaniu idealnego plecaka na podróż.

Każda wycieczka jest inna. Spędzając nawet cały miesiąc w ciepłym miejscu możemy spakować się w jeden 50-litrowy plecak. Co innego podróżując przez głęboką północ, kiedy nie tylko musimy się zatroszczyć o kilka warstw ubrań, ale również śpiwór.

Pan przemierzający szlak turystyczny Kungsleden (szw. „Szlak Królewski“) w Abisko.

Duży i odporny na opady plecak z wygodnym systemem nośnym to ideał w czasie marszu przez park narodowy. Co innego przy szybkim poruszaniu się z miasta do miasta, np. samolotem. Wówczas może się przydać plecak modularny, czyli dający możliwość podzielenia zasobów na bagaż rejestrowany i podręczny.

Sam używałem takiego podczas podróży po Indiach. Od komory głównej odpiąć można było mniejszy, miejski plecak, a także nerkę do zawieszenia na pasie biodrowym.

Jedyne zdjęcie plecaka, jakie znalazłem.

Niestety powyższy model średnio zdawał egzamin. Cześć główna nie była wielofunkcyjna, mniejszy plecak był bardzo niewygodny, a nerka zbyt duża do komfortowego poruszania się w warunkach miejskich.

Ciekawej alternatywie od Thule poświęciłem już artykuł przed dwoma laty. Nylonowy Guidepost oferował wówczas 65 l pojemności i dużą wygodę noszenia.

Górną klapę dało się zaś odpiąć i wykorzystać jako mniejszy plecak na wypad na miasto czy krótki trekking. Zmieniłbym w nim tylko szelki (na solidniejsze) i kolor (na mniej rzucający się w oczy).

Teraz w moje ręce trafiła nieco inna konstrukcja od Thule:

70-litrowy Landmark z odczepianym plecakiem podręcznym.

Większy plecak oferuje 50 l pojemności, mniejszy zaś 20. Łączą je cztery klipsy, pozwalające na zamontowanie mniejszego plecaka z tyłu. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby nosić go na klatce piersiowej. W ten sposób możemy mieć wartościowe rzeczy cały czas w zasięgu wzroku i dokumenty w zasięgu ręki w razie kontroli.

Połączenie obu plecaków  sprawdza się bardzo dobrze. Trzeba jednak pamiętać, aby do tego mniejszego nie wkładać ciężkich rzeczy, bo proporcjonalnie do odległości od pleców podnoszą one obciążenie naszych barków.

Mniejszy plecak dobrze sprawdzi się również jako plecak na laptopa do pracy.

Bez problemu zmieści się w nim laptop o przekątnej do 15 cali. Dobrze sprawdzają się również elastyczne, boczne kieszenie, np. na butelki z wodą.

W takich dodatkowych plecakach narzekać można zwykle na szelki, które wykonuje się ze słabego, wrzynającego się w ramiona materiału. Na szczęście nie tym razem. Nie miałem problemów nawet, kiedy wypchałem go po sam zamek.

W środku znajdziemy oddzielna przegródkę na laptopa i zamykaną kieszonkę z siateczki na gadżety. Plecak nie ma jednak sztywnego szkieletu i – jeśli chodzi o zewnętrzną ściankę – jest po prostu warstwą materiału.

Na wyróżnienie zasługuje system blokowania suwaków. Może uchronić przed potencjalną kradzieżą, bo będzie wymagał od złodzieja o wiele więcej pracy, niż tylko przesunięcie suwaka. Zamki można również zintegrować z dodatkową kłódką, która nie wchodzi jednak w skład zestawu.

Większy plecak również oferuje to zabezpieczenie. Bardzo wyróżnia go jednak duża komora z samej góry, która przechowywać może szczególnie cenne rzeczy, który nie powinny leżeć w ścisku, jak np. okulary przeciwsłoneczne. Z drugiej strony ta saszetka mocno wyróżnia się z projektu całego plecaka, co wręcz sugeruje potencjalnym rabusiom, w którym miejscu ukryliśmy kosztowności.

Siateczkowe kieszenie pozwalają utrzymać przedmioty na swoich miejscach również w głównej komorze, gdzie dodatkowo możemy skorzystać z pasów kompresyjnych. Tam znajdziemy też ukrytą, wąską kieszeń, do której możemy schować pieniądze czy dokumenty.

Sam design plecaka przypomina na nieco podłużną torbę: możemy ją przenosić za rączkę z boku i otwierać klapą od góry. Z boków znajdziemy jeszcze mniejsze zamki, które posłużyć mogą np. do wyjmowania butelki z wodą.

Landmark to ciekawe wykorzystanie przestrzeni wewnątrz plecaka i dobry system nośny.

Mamy dwa pasy: duży, biodrowy i mniejszy, piersiowy. Nie daje to tak dobrej stabilizacji jak we wcześniejszym modelu, Guidepost, ale daje radę. Brakuje może jedynie mniejszych kieszonek na pasie biodrowym, które umożliwiłyby szybki dostęp do rzeczy, które warto mieć pod ręką.

869 zł za zestaw podróżny.

Oba plecaki sprawiają wrażenie solidnie wykonanych. Przez kilka tygodni intensywnych testów nie miałem z nim najmniejszych problemów. Przetrwały w luku bagażowym, bagażniku samochodu czy na pace ciężarówki bez najmniejszego uszczerbku. Mogą być ciekawym wyborem dla niezależnych podróżników, np. po Azji, którzy docenią rozdzielenie produktów na dwie grupy: te, które mają być zawsze pod ręką i te, które można zostawić w hostelu.

Landmark jest niestety dość drogi. Sugerowana cena wynosi 869 zł. W zamian dostajemy jednak tak naprawdę dwa solidne plecaki.

W sprzedaży dostępna jest również wersja o 10 litrów mniejsza i 90 zł tańsza, a także sam większy plecak 9 (40 litrów) w cenie 689 zł.

Dołącz do dyskusji

Advertisement