The Outer Worlds to gra dla fanów Fallouta i RPG-ów w starym stylu

Recenzja/Gry 22.10.2019
The Outer Worlds to gra dla fanów Fallouta i RPG-ów w starym stylu

The Outer Worlds to gra dla fanów Fallouta i RPG-ów w starym stylu

The Outer Worlds to najnowsza gra twórców świetnego Fallout: New Vegas. Czuć to na każdym kroku podczas rozgrywki i to wcale nie jest zła wiadomość.

Gry RPG. Gry RPG są zawsze takie same. No, a przynajmniej takie można mieć wrażenie, gdy robi je należące dziś do Microsoftu studio Obsidian Entertainment. Tworząc podwaliny pod The Outer Worlds, programiści i artyści musieli trzymać się zasady, że najlepsze piosenki to takie, które już znamy.

Deweloperzy od samego początku odcinali się jednak od porównań swojej nowej gry do stworzonego wcześniej przez nich wcześniej i uwielbianego przez fanów Fallout: New Vegas. Sam po spędzeniu w kolonii kilkudziesięciu godzin nie mam jednak już żadnych wątpliwości, skąd czerpali inspirację. I to wcale nie jest zarzut.

the outer worlds recenzja ps4 playstation 4 pro screenshot

The Outer Worlds to RPG w starym stylu.

Dodam od razu, że za stary styl uważam ten prezentowany przez trójwymiarowe Fallouty od Bethesdy lub gry z serii Mass Effect, a nie ten z antycznego już Baldur’s Gate’a. Clou jest tu zaś takie, że The Outer Worlds nie jest RPG-iem na miarę Wiedźmina 3 – zarówno jeśli chodzi mechanikę, jak i o oprawę graficzną.

Jest tu natomiast wszystko, czego fan klasycznych RPG-ów mógłby oczekiwać – od wyboru wyglądu, parametrów i perków postaci, przez ściany tekstu i konieczność podejmowania wyborów moralnych, na zarządzaniu ekwipunkiem, systemie frakcji oraz questach towarzyszy kończąc. Aż nie chce się wychodzić z piwnicy.

A to wszystko podlane jest charakterystycznym poczuciem humoru.

Już w kreatorze postaci widać, że The Outer Worlds ma do siebie bardzo dużo dystansu. Zaczyna się jednak niewinnie, czyli od wyboru parametrów opisujących ciało (siła, zręczność), umysł (inteligencja, percepcja) oraz urok (temperament, osobowość). Gracz dostaje kilka punktów, by podnieść je powyżej średniej.

the outer worlds recenzja ps4 playstation 4 pro screenshot

Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by część parametrów obniżyć, żeby jeszcze bardziej podnieść pozostałe. Sam się na to zdecydowałem, bo parametry określają początkowy poziom umiejętności, a ja zwykle w RPG-ach gram wygadanym hakerem/snajperem i przekładam siłę argumentu nad argument siły.

Skille do wyboru to zaś klasyka klasyki.

The Outer Worlds dzieli je na kilka kategorii, z których wybrane można na start nieco podnieść. W jednej takiej grupie znalazła się broń ręczna, a w innej palna i energetyczna. Kolejna to umiejętności związane z retoryką, a jeszcze inna – z wiedzą naukową taką jak inżynieria czy medycyna. I tak dalej.

Po wbiciu każdego kolejnego poziomu doświadczenia można podnosić z początku poziom wszystkich umiejętności z danej grupy naraz. Po przekroczeniu przez jeden ze skilli dla danej grupy bariery 50 punktów na 100, dodanie do niej kolejnych rozwija tylko te pozostałe. Ten opanowany już w połowie, trzeba rozwijać osobno.

the outer worlds recenzja ps4 playstation 4 pro screenshot

„Easy to learn, hard to master”.

To fajny system, który pozwala dość szybko rozwinąć większość umiejętności w połowie, ale nie pozwala za szybko uderzyć w sufit. W dodatku rozwijanie postaci na umiejętnościach się nie kończy. Do tego dochodzą rozmaite perki, takie jak np. szybsze bieganie lub większy udźwig, które zdobywa się co dwa poziomy.

Wisienką na torcie są profesje. Jedną z nich można wybrać już podczas tworzenia postaci i to tutaj właśnie pojawia się wspomniany humor. Chociaż to malutkie bonusy w postaci np. podbicia jednej z umiejętności o punkt lub 3 proc. odporności na dany rodzaj obrażeń, to podczas lektury śmiałem się w głos.

Zamiast awanturnika albo inżyniera można grać kasjerką niższego szczebla, albo woźnym.

Taką profesję należy jednak traktować z przymrużeniem oka, bo nie jest istotna w trakcie rozgrywki. Niezależnie od tego, czym wcześniej zajmowała się postać gracza, w kolonii będzie przede wszystkim gadać, a oprócz tego – strzelać. Nic więc dziwnego, że równie istotny jest ekwipunek podzielony na kilka kategorii.

the outer worlds recenzja ps4 playstation 4 pro screenshot

Gracz może korzystać naraz z czterech różnych broni. Z początku są to pałki, pistolety i strzelby, ale potem dochodzą do tego karabiny, a także broń ciężka i energetyczna. Są również pancerze, też klasyka klasyki: lekkie, średnie albo ciężkie. Gracz wybiera, czy woli lepszą ochronę, czy bonusy do umiejętności.

Nie zabrakło też leków.

Gracz może załadować Inhalator, który służy do leczenia się i poprawiania swoich parametrów w trakcie walki, różnymi specyfikami. Stimpaków, Jeta, Mentatów ani Nuka Coli nie uświadczymy, ale są inne wymyślne produkty żywnościowe i chemikalia, którymi można faszerować organizm swojej postaci.

Pozwala to przywracać zdrowie oraz specjalny rodzaj energii. Gracz może bowiem na życzenie zwalniać czas, co ułatwia celowanie. Jeśli opis sprawia wrażenie, że to taki odpowiednik trybu V.A.T.S. z Fallouta, to nie bez powodu. Założenia są tu bardzo podobne.

the outer worlds recenzja ps4 playstation 4 pro screenshot

W grze zaimplementowano też system craftingu.

Jest on jednak dość… prymitywny. Bronie i pancerze można rozkładać na czynniki pierwsze, a pozyskane z tego części używa się potem do naprawiania psującego się wyposażenia. Oprócz tego w wybranych miejscach można wykorzystać stoły warsztatowe do montowania modyfikacji. Te są jednorazowe.

W grze nie trzeba się też przesadnie martwić amunicją. Tej są trzy rodzaje: lekka, ciężka i energetyczna i pasują do wszystkich rodzajów broni – od pistoletów, przez karabiny, po granatniki. Szkoda tylko, że wyposażenie nie jest bardziej różnorodne.

Nie pomaga też menu oparte o kwadratowe pola.

Nie jest ono zbyt czytelne. Porównywanie parametrów wykorzystywanego ekwipunku z tym, który się właśnie zebrało, nie daje frajdy – to bardziej orka. W rezultacie dałem sobie spokój z chemikaliami i w inhalatorze mam tylko odpowiednik Stimpaka, tak samo jak nie zawracam sobie głowy modyfikacjami.

the outer worlds recenzja ps4 playstation 4 pro screenshot

Jeśli zaś chodzi o menu, to na tym moje uwagi się nie kończą. Z jakiegoś powodu wciśnięcie płytki dotykowej nie pokazuje od razu mapy. Z kolei zmiana zakładek, by się do niej dostać, nie jest intuicyjna – nadal notorycznie mylę L1/R1 z L2/R2. W dodatku kursor po mapie porusza się w ślamazarnym tempie.

Do tego na mapie nie są zaznaczone też wszystkie questy.

Wszystko to sprawia, że aż się odechciewa z niej korzystać. Nie jest to co prawda poziom Pip-Boya, ale i tak już po kilku godzinach łatwo się pogubić. Gracz porusza się za pomocą statku w obrębie systemu gwiezdnego, gdzie odwiedza planety, księżyce, asteroidy, frachtowce itp.

Często jedno zadanie wymaga odwiedzenia kilku różnych lokacji. Trzeba samemu pamiętać, by przy okazji załatwić inne sprawy – nie da się na mapie zaznaczyć kilku zadań naraz. Mimo wszystko da się z tym żyć. Gorzej, że kiepski interfejs to jednak nie jest jedyne zastrzeżenie, jakie mam to The Outer Worlds.

the outer worlds recenzja ps4 playstation 4 pro screenshot

Nie bez powodu skupiłem się najpierw na mechanice, a nie na fabule.

The Outer Worlds to bez dwóch zdań gra dla fanów gier RPG, ale mam tu na myśli graczy, którym większą frajdę sprawia szykowanie buildów postaci i rozpisywanie tabelek niż sama rozgrywka. Mam wrażenie, że opowiadana historia jest całkowicie podporządkowana mechanice, a nie na odwrót.

Sam motyw przewodni może się jednak podobać. Gra osadzona jest w przyszłości, a ludzie opanowali technologię hibernacji oraz podróży międzygwiezdnych. Dotarli też do innych systemów. Gracz wciela się w kolonistę, ale jego kriogeniczny sen, który miał trwać dekadę, znacznie się wydłużył.

Postać gracza budzi dopiero po 70 latach niejaki Phineas Welles.

To szalony naukowiec, który oznajmia graczowi, że jego frachtowiec o nazwie Nadzieja – na jego pokładzie znalazła się druga grupa kolonistów – nigdy nie dotarł na miejsce. System gwiezdny wpadł zaś całkowicie we władanie kilku korporacji, których przedstawiciele pojawili się w nim wcześniej.

the outer worlds recenzja ps4 playstation 4 pro screenshot

Pod nadzorem Rady, wśród której znaleźli się szefowie kilku korporacji, rozwija zupełnie nową cywilizację z dala od Ziemi. Nie tylko sprawuje pieczę nad planetami i księżycami, ale w dodatku wszystkich mieszkańcy są de facto jej własnością. Całe społeczeństwo jest przejaskrawioną satyrą kapitalizmu.

Życie ludzi jest całkowicie podporządkowane pracy.

W dzieciństwie wszyscy przechodzą test kompetencji i kierowani są na takie stanowisko, w którym rzekomo sprawdzą się najlepiej. Pracują tam potem do – kolokwialnie mówiąc – usranej śmierci. System wyzyskuje ich do tego stopnia, że jeszcze za życia muszą opłacić swój pogrzeb.

Grabarz w pierwszym odwiedzonym przez gracza mieście zaś bardzo dba o to, by wszyscy się z tego obowiązku skrupulatnie wywiązali. W wyniku zarazy trup ściele się gęsto, a dostęp do lekarstw mają tylko najbardziej wydajni pracownicy – a więc tacy, którzy nie chorują.

the outer worlds recenzja ps4 playstation 4 pro screenshot

Z jednej strony kapitalizm, a z drugiej – komunizm.

Gra pokazuje nam, w co mógłby ewoluować nasz świat, gdyby korporacje zawładnęły wszystkim: ciężka praca nie wystarcza, by awansować na drabinie społecznej. Wygląda jednak na to, że chociaż mowa tu cały czas o pracy dla prywaciarzy, to społeczeństwo żyje de facto pod totalitarnym batem.

Jeśli zaś chodzi o otoczkę, to jest ona futurystyczna, ale ludzie żyją w nim trochę jak na Dzikim Zachodzie. Kolonia jest niczym taka wczesna Ameryka – poza murami miast pełnych robotów pojawiają się uzbrojeni bandyci nazywani Maruderami oraz dzikie bestie, a transport pomiędzy planetami jest utrudniony.

Gra bardzo szybko daje graczowi w posiadanie statek i robi z niego freelancera.

Dzięki temu można odwiedzać kolejne planety, księżyce i stacje kosmiczne. Nie ma tu klasycznego otwartego świata w postaci ogromnej mapy, ale pomiędzy kolejmymi hubami – na które składa się zwykle aglomeracja oraz teren pełen wrogów, którymi są np. banici, roboty albo fauna – można podróżować swobodnie.

the outer worlds recenzja ps4 playstation 4 pro screenshot

Gra stara się jednak gracza prowadzić po określonej ścieżce za pośrednictwem blokowania niektórych miejsc docelowych na początkowym etapie gry oraz zadań, które wymagają odwiedzania różnych miejsc w określonej kolejności. Nie czuć jednak, by był to wąski korytarz i jest spore wrażenie swobody.

Świat przedstawiony w The Outer Worlds jest natomiast pełen sprzeczności.

Nie ma co się nad nimi zbyt długo zastanawiać – aby się dobrze bawić, trzeba patrzeć na tę grę z mocnym przymrużeniem oka. Tak jak w serii Fallout pod płaszczykiem historii opowiadanej na serio przemycano co chwilę absurdalne motywy, będące często satyrą na nasz świat, tak tutaj ten absurd jest w centrum.

W rezultacie gra przypomina bardziej serię skeczy kabaretowych niż klasyczny serial z elementami komediowymi. Z pewnością nie przypadnie do gustu wszystkim. Sam liczyłem na to, że pod względem klimatu nowej grze będzie bliżej do Fallouta, ale i tak nie raz zaśmiałem się w głos.

the outer worlds recenzja ps4 playstation 4 pro screenshot

Szkoda natomiast, że gra nie broni się, jeśli chodzi jakość grafiki.

Moje zrzuty ekranu wykonane zostały na konsoli PlayStation 4 Pro i nie powalają. Już przed premierą pojawiły się informacje, że Obsidian Entertainment, czyli studio wykupione przez Microsoft w toku prac nad The Outer Worlds, nie przygotowało wersji z myślą o tej mocniejszej konsoli Sony.

To niestety widać. Tekstury i modele postaci są mało szczegółowe, a środowisko jest statyczne. Tak, jakby gracz poruszał się pionkiem analogowej planszy. Oczywiście nie sprawia to, że gra jest niegrywalna, ale osoby, które szukają realistycznej oprawy graficznej, nie mają tu czego szukać.

Tak samo jak miłośnicy strzelanin.

The Outer Worlds to gra RPG, w której gracze przy okazji strzelają, a nie shooter z elementami erpega. Rozprawianie się z wrogami za pomocą broni palnej jest mało satysfakcjonujące. Podobnie jak większość innych aktywności. Mimo wszystko od The Outer Worlds nie umiałem się oderwać, bo… uwielbiam takie RPG-i.

the outer worlds recenzja ps4 playstation 4 pro screenshot

Jestem właśnie jednym z tych graczy, dla których siedzenie przy kalkulatorze, żeby obliczyć, czy nowy pancerz w połączeniu z innym karabinem dadzą lepszy bonus, to zabawa sama w sobie. Nieźle bawię się też przy wybieraniu konkretnych opcji dialogowych, by osiągnąć konkretne zakończenie w danym queście.

W dodatku, jeśli zaś pominąć niedostatki silnika, to stylistyka gry naprawdę może się podobać.

Sam wolę gry wyglądające realistycznie, ale… chyba jestem w mniejszości. Teraz na topie jest oprawa zahaczająca o umowność i bajkowość – wystarczy spojrzeć na to, jakimi sukcesami są np. Fortnite czy Overwatch. Pewnym wzorem dla Obsidian Entertainment mogły być zaś Apex Legends lub serie Rage i Borderlands.

Mimo to widać tutaj też ducha Fallouta. Światy i modele postaci są dużo bardziej pstrokate niż na nuklearnych pustkowiach, ale stylistyka np. komputerów i banerów korporacji przywodzi na myśl uniwersum z New Vegas. Coś dla siebie znajdą tutaj również miłośnicy serii Bioshock oraz Dishonored.

the outer worlds recenzja ps4 playstation 4 pro screenshot

The Outer Worlds – warto czy nie?

Miłośnikom serii Fallout, zwłaszcza New Vegas, których Fallout 76 rozczarował, tej gry nie trzeba polecać – i tak zagrają. Jestem przekonany, że będą się dobrze bawić – tak samo, jak entuzjaści gier w ogóle RPG. Jeśli chodzi o innych, to tutaj sprawa jest nieco bardziej skomplikowana i… zależy od platformy.

W przypadku posiadaczy pecetów i Xboksów nowa gra Obsidian Entertainment będzie dostępna w ramach usługi Game Pass. Jeśli ktoś już teraz opłaca abonament, to nic mu nie zaszkodzi sprawdzić jej w praktyce. Z kolei abonament na miesiąc w wysokości 40 zł (Game Pass dla konsoli Xbox), 19 zł (Game Pass PC) lub 55 zł (Game Pass Ultimate na obie platformy) z dostępem do m.in. The Outer Worlds na premierę to naprawdę niezła oferta.

W przypadku konsol Sony przed kupieniem gry w pełnej cenie na premierę zadałbym sobie natomiast kilka pytań o to, czy faktycznie tego gracz od gier wideo oczekuje. Bo to, że to przyjemna zabawa na kilkadziesiąt godzin, to fakt – ale nie każdemu przypadnie do gustu humor oraz stylistyka.

Dołącz do dyskusji