Medyczne drony będą latać nad Warszawą. Ich zadaniem będzie transport krwi

News/Sprzęt 17.10.2019
Medyczne drony będą latać nad Warszawą. Ich zadaniem będzie transport krwi

Medyczne drony będą latać nad Warszawą. Ich zadaniem będzie transport krwi

Na początku listopada w Warszawie odbędzie się pierwszy testowy lot drona medycznego, który w przyszłości będzie dostarczał krew do potrzebujących jej szpitali. 

Medyczny dron, jak podaje Rzeczpospolita, będzie testowany na warszawskim niebie nazywa się Hermes i jest konstrukcją polskiej firmy Spartaqs. Ze względu na charakter swojej pracy, w której od maszyny wymagana będzie niezmierna precyzja podczas lotów, Hermes będzie w pełni autonomicznym statkiem powietrznym, sterowanym przez algorytmy sztucznej inteligencji.

Powietrzny transport krwi

W pierwszy lot testowy poleci na wysokości 150 metrów, z Regionalnego Centrum Krwiodawstwa na warszawskiej Saskiej Kępie do Instytutu Kardiologii w Aninie – dystans lotu wyniesie ok. 8 km. Twórcy drona są pewni swojej konstrukcji, która była już testowana na dwukrotnie dłuższych trasach.

Oprócz firmy Spartaqs, w projekt latających dronów medycznych nad Warszawą zaangażowane są również Urząd Lotnictwa Cywilnego i Polska Agencja Żeglugi Powietrznej. Obecność tych dwóch instytucji gwarantuje, że powietrzne transporty krwi odbywać się będą zgodnie ze wszystkimi procedurami dotyczącymi latania w polskiej przestrzeni powietrznej. Przy okazji ULC i PAŻP będą miały doskonały wgląd w to, jak takie usługi wyglądają w praktyce, co może przełożyć się na nowelizację niektórych przepisów dot. latania dronami nad polskimi miastami.

Na razie trwają jeszcze testy na poligonie Centralno-Europejskiego Demonstratora Dronów. Prawdopodobnie zanim dron wykona lot w Warszawie, przeprowadzimy próby w warunkach miejskich na Śląsku. Mamy już kilka wytypowanych miejsc – mówi Marcin Dziekański, kierownik projektu „Drony nad metropolią” w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (GZM).

Drony zagoszczą nie tylko nad Warszawą

Toruń na przykład pracuje nad projektem, w którym drony patrolować będą tamtejsze wysypiska śmieci w poszukiwaniu miejsc podwyższonego ryzyka, w których mogą wybuchnąć pożary. Do tego dochodzi też możliwość wczesnego wykrywania zaprószenia ognia na wysypiskach – to coś, z czym ostatnio mamy spory problem.

Oprócz wykorzystania dronów przez służby publiczne i ratownictwo medyczne, o opcji podniebnego transportu myślą również takie prywatne firmy, jak Poczta Polska, InPost, czy Amazon. Powietrzny transport przesyłek kurierskich to gałąź rynku, która dopiero powstaje i według badań przeprowadzonych przez Polski Instytut Ekonomiczny, do 2026 może osiągnąć ona wartość 300 mld zł. Niektórzy entuzjaści twierdzą, że kwota ta może być nawet trzykrotnie większa.

Pozycję polski w sektorze dronów możemy rozpatrywać na trzech poziomach. Pierwszy to producenci sprzętu, którzy mają świetną technologię, znacznie wyprzedzającą obowiązujące regulacje. W Polsce to dojrzewający sektor, ale brakuje rynków, na które mogliby dostarczyć swoje innowacyjne rozwiązania. Drugi poziom to warstwa prawna. Mamy zaawansowane przepisy dotyczące bezzałogowców, a Polska jako jeden z pierwszych krajów uregulowała kwestię tzw. BVLOS, czyli lotów poza zasięgiem wzroku operatora. Już dziś wiele innych krajów chce się wzorować na naszych rozwiązaniach. Trzeci poziom to odbiorcy, w tym samorząd terytorialny. Miasta i gminy są bardzo świadome zastosowań dronów, korzyści, ale i potencjalnych zagrożeń, jakie niesie ze sobą ta technologia – wyjaśnia Marcin Dziekański

Dołącz do dyskusji