#TECHTATA: Odstraszacz kleszczy dla dziecka, rodzica i dla psa. TickLess – recenzja

Recenzja/Technologie 30.10.2019
#TECHTATA: Odstraszacz kleszczy dla dziecka, rodzica i dla psa. TickLess – recenzja

#TECHTATA: Odstraszacz kleszczy dla dziecka, rodzica i dla psa. TickLess – recenzja

Jesień zaczęła się już na dobre, a to w moim przypadku oznacza, że jestem częściej w lesie niż podczas innych pór roku. Las zaś oznacza konieczność mierzenia się z kleszczami. Opowiem wam, jak sobie z tym radzę.

Uwaga: #TECHTATA to seria wpisów na Spider’s Web, w której dzielę się opiniami i przemyśleniami na temat sprzętów i gadżetów tech oraz aplikacji dla rodziców. Wszystkie sprzęty testuję wspólnie moim synem, Filipem (2 lata).

Mam wiele powodów, żeby nienawidzić kleszczy. Wyciąganie tych drani ze skóry nie należy do przyjemności. Przeszukiwanie całego psa po spacerze też nie jest niczym fajnym. I to właśnie z kleszczami i psem mam najgorsze doświadczenia.

Kilka lat temu straciłem sznaucerkę olbrzymkę właśnie przez komplikacje po ugryzieniu przez kleszcze. Pies gasł w oczach, różni weterynarze robili różne badania, ale nie udało się zdiagnozować choroby na czas. Gdy przyszły upragnione wyniki, które pozwoliły na dobranie odpowiedniego leczenia, było już za późno. Dwa dni później kopałem dół.

Może dlatego tak na poważnie podchodzę teraz do problemu kleszczy. Nie lekceważę ich. Wiem, jakie to dziadostwo i jak potrafi zniszczyć życie.

A teraz, gdy jestem już nie tylko posiadaczem kolejnego psa, ale również ojcem dwuletniego Filipa, muszę dbać o jeszcze więcej osób. Dlatego przetestowałem wiele sposobów na walkę i odstraszanie kleszczy. Jakiś czas temu znalazłem najlepszy dla mnie i dla mojej rodziny.

TickLess Human i TickLess Kid – recenzja

Urzędzenie TickLess jest małe i można je łatwo przymocować do odzieży, do plecaka lub zawiesić na smyczy na szyi. Jak podaje producent, TickLess działa na zasadzie emisji impulsów ultradźwiękowych o częstotliwości 40 kHz. Impulsy te są nieszkodliwe dla ludzi oraz zwierząt domowych, blokują one jednak narząd Hallera u kleszczy. Zablokowany w ten sposób kleszcz nie może skutecznie namierzać ofiary i nie potrafi skutecznie polować. Według producenta urządzenie jest skuteczne również przeciw pchłom.

Wiem, co teraz myślicie: no super, mam sobie zawiesić jakiś bzyczek i zakładać, że kleszcze w magiczny sposób nie będą chciały mnie zjeść. Wiem to, bo sam tak myślałem jeszcze jakieś dwa lata temu. Zmieniłem zdanie dopiero po obejrzeniu kilku filmów na YouTubie, na których widać działanie urządzenia – możemy zaobserwować, ze kleszcz przy włączonym urządzeniu zachowuje się niech inaczej niż bez TickLessa. Nie chce wejść na człowieka. Nie rozpoczyna ataku.

Zdecydowałem się zakupić wtedy pierwszego TickLessa. Korzystałem z niego głównie z myślą o dziecku. Montowałem go przy wózku lub gdzieś na własnym ubraniu, gdy zabierałem syna na spacer do parku lub lasu w nosidełku.

W tym sezonie zamówiłem jednak więcej urządzeń, aby przeprowadzić dodatkowe testy. Każdy z domowników chodził na spacery do lasu w własnym TickLessem. Rodzice korzystali z TickLessa Human (wersja z włącznikiem), a syn z TickLessa Kid (model bez włącznika). Efekt: zero kleszczy.

Zasiada działania obu urządzeń jest taka sama. TickLess Human ma jednak zasięg do 3 m, a TickLess Kid tylko do 1,5 m. Oba zasięgi są oczywiście wystarczające, aby ochronić jedną osobę. Do ochrony rodzica i idącego przy nim za rękę dziecka lub dziecka w wózku lub nosidełku polecam jednak wersję Human.

Model Kid mimo mniejszego zasięgu ma jednak pewną zaletę – to brak włącznika i wyłącznika. Urządzenie działa cały czas od momentu wyjęcia plomby, które je uruchamia. Od tego momentu TickLess Kid (oraz Baby) będzie działał przez rok bez przerwy. Nie ma zatem niebezpieczeństwa, że ubierzemy dziecku odstraszacz kleszczy, a dziecko bawiąc się zawieszonym na ubraniu sprzętem wyłączy go.

Wada tego rozwiązania jest taka, że co roku trzeba kupić nowe urządzenie za 90 zł.

Model Human (kosztuje 119 zł) ma baterię wystarczającą na około 3000 godzin pracy. Urządzenie włączamy i wyłączamy ręcznie. Jeśli zapomnimy go wyłączyć, to zrobi to samo po upływie 8 godzin.

Oba typy urządzeń zostały wyposażone w LED-y, które informują o działaniu. Model Human miga na zielono przy włączeniu i na czerwono przy wyłączeniu. Dodatkowo co 5 min zamiga na zielono, sygnalizując, że jest włączony. Model Kid nie ma włącznika, ale ma przycisk, którego wciśnięcie pozwala sprawdzić stan urządzenia – czterokrotne błyśnięcie diody oznacza, że bateria jest jeszcze naładowana i urządzenie pracuje poprawnie.

Korzystając z TickLessów trzeba pamiętać o tym, żeby nie zakrywać urządzeń. Strona z otworami powinna być odwrócona na zewnątrz. Nie można jej zakrywać, bo drastycznie skraca to wydajność i zasięg urządzenia.

Trzeba mieć też świadomość, że jakieś kleszcze mogą się na nas znaleźć. Może się przecież zdarzyć tak, że ocierając się o zarośla lub przechodząc przez trawy kleszcze zostaną strącone i spadną na nasze ubranie i będą po nas wędrować. Jednak z włączonym TickLessem nie powinny przejść do ataku. Będą sobie po nas spacerowały i to tyle. Wiedząc o takiej ewentualności należy po spacerze i przed wyłączeniem TickLessa dokładnie sprawdzić ubranie, aby nie zabrać kleszcza do domu, gdzie po wyłączeniu odstraszacza znowu zacznie on polować.

Moje testy TickLessów zakończyły się pełnym sukcesem. Zero kleszczy na dorosłych, zero kleszczy na dziecku i zero kleszczy na psie.

Dołącz do dyskusji