Czytamy etykiety: jogurt typu islandzkiego, czyli jak Piątnica handluje strachem

Artykuł/Nauka 07.10.2019
Czytamy etykiety: jogurt typu islandzkiego, czyli jak Piątnica handluje strachem

Czytamy etykiety: jogurt typu islandzkiego, czyli jak Piątnica handluje strachem

Bardzo dobry jogurt pitny „typu islandzkiego” firmy Piątnica posiada na opakowaniu informację, o następującej treści.

Sprawdź również:

Pod logiem z wesołą roślinką i napisem „Bez GMO”, czytamy:

Z mleka od krów karmionych paszami bez genetycznie zmodyfikowanych organizmów.

Co to oznacza, co nam to daje jako konsumentom i czy tego typu określenie tak naprawdę ma rację bytu? Rozłóżmy ten napis na poszczególne elementy.

GMO – co to właściwie jest?

Organizmy, które opisywane są jako Genetically Modified Organisms, czyli w skrócie GMO, to organizmy (w praktyce prawie zawsze rośliny), które zostały skrzyżowane z innymi w bezpieczny sposób. W odróżnieniu od „naturalnego” krzyżowania, w którym nie wiemy, jakie będą długofalowe skutki, modyfikacja ze znajomością genetyki ma przewidywalny wynik. Dzięki modyfikacjom tego typu między innymi uratowano miliony ludzkich istnień od głodu.

Najczęstsze zastosowania GMO to produkcja roślin uprawnych odpornych na pasożyty i choroby.

Pasza bez GMO

W rzeczywistości jest to bardzo trudne do ocenienia przez producenta mleka. Co prawda w Unii Europejskiej jest obowiązek oznaczania paszy i żywności, jeśli jakikolwiek ze składników paszy lub pożywienia zawiera więcej niż 0,9 proc. produktu GMO – jak widać można mieć nawet i większość tego typu składników w produkcie, byle zachować taki stosunek procentowy.

Jogurt bez GMO - co to oznacza?

Czy ma to jakiś wpływ na to, czy zwierzęta lub ich produkty (jajka, mleko) są zdrowsze? Żadnego. Geny (nawet zmodyfikowane) z pożywienia, nie przenikają do organizmu zjadającego. Tak było np. w grze Spore, ale nie w rzeczywistości. Jedząc dużo łososia nie boimy się, że wyrosną nam skrzela. Traktowane są jako białka i są po prostu trawione. Nie ma znaczenia czy są GMO, czy nie GMO. Na wartościowość paszy wpływa bardzo dużo innych czynników – ale ten akurat nie.

Mówienie więc, że krowa, która dała mleko, z którego zrobiliśmy jogurt, nie jadła paszy z GMO, to pustosłowie. Nie oznacza to nic i nie mówi nic o wartościowości tej paszy, a co za tym idzie, wartości zawartych w mleku.

Nie handlujmy strachem

Stygmatyzowanie GMO przyczynia się do tego, że jedzenie jest mniej bezpieczne, mniej wartościowe i droższe. Ale już się stało – takie regulacje przyjęła Unia Europejska – produkt zawierający więcej niż 0,9 proc. pojedynczego składnika z GMO musi być oznaczony. Nie ma natomiast obowiązku oznaczania produktów bez GMO – robi się to tylko po to, aby nadać zwykłemu produktowi dodatkowych wartości. Kupujący może czuć, że kupił coś specjalnego, doskonale przygotowanego pod jego potrzeby. Sprzedawanie produktów, w których czegoś nie ma (np. glutenu) i takich, w których tego nigdy nie było (pozostałości GMO, glutenu), jest słabe, Piątnico!

Ale jogurt był smaczny.

Sprawdź również:

Dołącz do dyskusji