Jeżeli Google nie opowiada bajek, to Stadia jest początkiem końca tradycyjnych gier wideo

News/Gry 10.10.2019
Jeżeli Google nie opowiada bajek, to Stadia jest początkiem końca tradycyjnych gier wideo

Jeżeli Google nie opowiada bajek, to Stadia jest początkiem końca tradycyjnych gier wideo

Gdyby nie fakt, że o tej technologii słyszałem już wiele lat temu, traktowałbym wypowiedź wiceprezesa Google’a jako przejaw absurdalnego wręcz optymizmu. Streaming ze Stadii ma bowiem być rzekomo bardziej responsywny od gier uruchamianych lokalnie.

Już niedługo Google i Microsoft dołączą do Nvidii i Sony, i zaoferują usługę strumieniowania gier. Pomysł przerzucenia przeliczeń związanych z przetwarzaniem gier nie jest nowy – uważa się jednak, że dopiero wejście obu tych gigantów na rynek poważnie go rozrusza. Obie firmy mają bowiem wysoce rozwinięte technologie chmurowe i ogromne doświadczenie w przełamywaniu kolejnych granic w ramach cloud computingu.

Streaming gier to ziemia obiecana dla rynku rozrywki elektronicznej. Wydawcom i usługodawcom zapewnia pełną kontrolę nad oferowanymi treściami, w tym uniemożliwiając piractwo. My w zamian otrzymujemy gry o wysokiej złożoności i grafice wysokiej jakości, którymi możemy się bawić nawet na tanim netbooku, telewizorze bez konsoli czy wręcz telefonie.

Jest jednak jeden problem. W przeciwieństwie do usług strumieniowanych typu Netflix czy Spotify, usługi strumieniujące gry mierzą się ze zjawiskiem input laga, a więc opóźnień w sterowaniu. Sygnał od naszego gamepada musi pokonać drogę nie tylko do naszego komputera i konsoli, ale i setki kilometrów do najbliższego centrum danych usługodawcy. A przecież w grach wideo te dziesiątki milisekund potrafią zdecydować pomiędzy zwycięstwem w wirtualnym meczu a porażką. To jeden z głównych powodów, dla którego usługi typu PlayStation Now czy GeForce Now pozostają w niszy.

Google Stadia już za rok lub dwa rzekomo ma oferować niższy input lag od… konsol do gier.

Tak przynajmniej twierdzi Marj Bakar z Google’a, w cytowanym przez PCGamesN wywiadzie dla magazynu Edge. Jeżeli instynktownie reagujecie niedowierzaniem i zażenowaniem na te słowa, to wasza reakcja jest prawidłowa. Stadia w tradycyjnym modelu przetwarzania danych nie ma najmniejszych szans na zapewnienie równej responsywności czy jakości obrazu i dźwięku (na skutek ich kompresji), co nowoczesne konsole i pecety.

Pan Bakar twierdzi jednak, że w przeciągu dwóch lat do Stadii ma trafić technologia predykcji zachowań gracza. W uproszczeniu i dość lakonicznie opisuje, że usługa „przewidzi to, jakie przyciski za chwilę wciśnie gracz”. Będzie więc wysyłać wyrenderowane klatki obrazu z wyprzedzeniem, eliminując niemal całkowicie input lag.

Brzmi jak bajdurzenie, ale ta technologia istnieje. Co więcej, nie tylko Google nad nią pracuje. Microsoft już w 2013 r. eksperymentował z nią, flirtując z pomysłem strumieniowanej usługi do gier. Prezentacja miała charakter niejawny i wewnętrzny, więc mamy niepełne informacje na jej temat. Wiemy jednak, że prezentowano grę Halo 4 strumieniowaną na telefon z Windows Phone’em. I że, podobnie jak dziś Stadia, technologia wówczas użyta korzystała z mechanizmu predykcyjnego. Nie wiemy, czy ta ostatecznie trafi do xClouda ani też nie wiemy, czy faktycznie działała.

Jeżeli Google faktycznie to wdroży i jeżeli to faktycznie będzie działać, to mam dobre lub złe – w zależności od waszego spojrzenia na sprawę – wieści. Usługi typu Stadia zwiastują początek końca gier wideo oferowanych w tradycyjnej formie. Transformacja ta trwać będzie prawdopodobnie jeszcze wiele lat – wszak nie wszędzie gracze mają dostęp do szybkiego łącza internetowego. To jednak tylko kwestia czasu. Wystarczy spojrzeć, jak już dziś wygląda rynek muzyki, filmów i seriali w kontekście ich sprzedaży i dostępności na nośnikach fizycznych.

Dołącz do dyskusji