Dawno nie wyszła tak pożyteczna książka. „Fakt, nie mit ” walczy z pseudonaukowymi bzdurami

Recenzja/Nauka 03.10.2019
Dawno nie wyszła tak pożyteczna książka. „Fakt, nie mit ” walczy z pseudonaukowymi bzdurami

Dawno nie wyszła tak pożyteczna książka. „Fakt, nie mit ” walczy z pseudonaukowymi bzdurami

Piotra i Aleksandry Stanisławskich nie trzeba nikomu przedstawiać. Ich Crazy Nauka to jeden z najpopularniejszych polskich popularnonaukowych blogów. Od lat walczą z pseudonaukowymi bzdurami i niezrozumieniem nauki – jest to misja bardzo mi bliska.

Tym bardziej ucieszyłem się na wieść, że Piotr i Aleksandra wydają książkę poświęconą tej samej tematyce, co ich blog. Dziś, gdy lekturą tego tomu mam już za sobą, cieszę się jeszcze bardziej. Takiej książki nasz rynek potrzebował, jednak moją radość psuje jedna refleksja. Ale o tym na koniec. Przyjrzyjmy się najpierw książce.

Tematy wybrane do „Fakt, nie mit”

Trudno o lepiej dobrany zestaw tematów, niż ten, który autorzy Crazy nauki wybrali do swojej książki. Po pierwszym rozdziale, wprowadzającym w temat racjonalnego myślenia, mitem naturalności i próbującym wyjaśnić, dlaczego pseudonauki są tak atrakcyjne, mamy przekrój najważniejszych bzdur, z jakimi spotykamy się na co dzień. Co wśród nich znajdziemy?

Homeopatię, szczepienia, ewolucję, globalne ocieplenie, chemtrailsy, żywność GMO oraz promieniowanie elektromagnetyczne (tutaj mikrofalówki, Wi-Fi oraz telefonia komórkowa).

Jest to zacny zestaw tematów, o których można dyskutować bez końca, bo zawsze znajdą się tacy, co wierzą w homeopatię i szkodliwość Wi-Fi czy 5G, a nie wierzą w fakt ewolucji.

Atrakcyjna forma podkreśla treść

Treść książki jest dobrze przygotowana – rozdziały są krótkie, przerywane ciekawostkami, a całość ilustrują zabawne komiksy, ośmieszające „magiczne” i nieracjonalne myślenie.

Dla tych, którzy chcą pogłębić wiedzę i zajrzeć do źródeł (a o źródłach Stanisławscy nie zapominali nigdy), podane są odnośniki i referencje do konkretnych badań. Zazwyczaj są to źródła naukowe: badania i publikacje z czasopism branżowych.

Na końcu każdego z tematycznych rozdziałów znajdziemy sekcję Pytania i wątpliwości. Tam przeczytamy coś w rodzaju odpowiedzi na często zadawane pytania. Dla przykładu, w sekcji o GMO jedno z pytań to:

Czy to prawda, że Monsanto masowo pozywa rolników za naruszanie ich praw własności?

Ponieważ zestaw tematów jest mi bliski, i argumenty np. w kwestii rzekomej szkodliwości telefonów komórkowych musiałem przytaczać niejednokrotnie, mogę ocenić, że argumenty wybrane przez autorów książki są dobrze dobrane, a niejednokrotne natrafialiśmy z autorami na te same badania do przytoczenia.

Wszystko super ale…

I tutaj dochodzimy do mojej największej bolączki związanej z tą, świetną przecież, książką. Istnieje w języku angielskim idiomatyczny zwrot preaching to the choir (dosłownie – mówienie kazania do ministrantów, czyli przekonywanie przekonanych). I to przysłowie chodziło mi po głowie w trakcie czytania książki Stanisławskich.

Mam niestety smutne przekonanie, że po książkę i tak sięgną zainteresowani nauką, i tacy, którzy nie są wyznawcami żadnego z mitów. Zrobią to jednak nie tylko aby utwierdzić się w swoich przekonaniach – ale i po to, aby pomogła im znaleźć odpowiednie argumenty w dyskusjach ze swoimi znajomymi i rodziną, którzy wierzą, że szczepionki masowo powodują autyzm, ewolucja to „tylko teoria”, a naturalne jest zawsze najlepsze.

I choćby dlatego uważam Fakt, nie mit za bardzo pożyteczną pozycję na naszym rynku księgarskim.

Książka Fakt, nie mit ukaże się 16 października nakładem wydawnictwa W.A.B.

Grafika główna pochodzi ze strony autorów książki: CrazyNauka

Dołącz do dyskusji

Advertisement