DxO Mark zaczął testować audio w smartfonach. I robi to równie źle, jak testy aparatów

Artykuł/Technologie 10.10.2019
DxO Mark zaczął testować audio w smartfonach. I robi to równie źle, jak testy aparatów

DxO Mark zaczął testować audio w smartfonach. I robi to równie źle, jak testy aparatów

DxO Mark właśnie wprowadził nową kategorię testów – testy audio. Wystarczy szybki rzut oka, by przekonać się, że testy audio w ich wykonaniu będą równie guzik warte, co ich testy aparatów.

Stali czytelnicy mogą kojarzy DxO Mark dwojako, zależnie od tego, czy są fanami konkretnej marki, czy nie.

Jeśli darzysz nieskrywanym uwielbieniem smartfony Huawei i Honora, DxO to dla ciebie najsilniejszy punkt w kłótniach z kolegami wielbiącymi Samsungi. W końcu każdy wie, że według rankingu DxO Huawei P10 Lite sprzed kilku lat ma lepszy aparat od topowego Galaxy Note 10 (ok, przesadzam, ale mniej więcej tak to wygląda).

Jeśli smartfony Huawei są ci obojętne, DxO Mark kojarzysz co najwyżej jako karykaturę, która w ostatnich latach przyznawała najwyższe noty temu, kto niekoniecznie na to zasługuje, czasem zawyżając punktację tylko o jeden punkt, by produkt X wylądował wyżej w rankingu.

Nie dziwcie się więc proszę, że do testów audio w wykonaniu DxO podchodzę co najmniej z lekka sceptycznie. Zwłaszcza gdy już pierwsze testy sprawiają, że drapię się po głowie i zastanawiam, o co tu chodzi.

Jak DxO testuje audio?

Zainteresowanych szczegółami odsyłam do pełnego detali postu na ich stronie, który dokładnie przeprowadza przez procedurę pomiarów nagrywania i odtwarzania dźwięku.

Trzeba deiksowi oddać co deiksowe – procedury są szalenie profesjonalne, wykonywane w warunkach laboratoryjnych z użyciem sprzętu najwyżej klasy. Mierząc określone parametry, DxO ocenia m.in. jakość poszczególnych częstotliwości, rozpiętość sceny, zniekształcenia (artefakty, szum), etc.

DxO mark audio

Te wszystkie zalety rodzą jednak ten sam problem, jaki rodzi każdy inny syntetyczny benchmark – rzadko kiedy wyniki takich pomiarów mają jakiekolwiek znaczenie w prawdziwym użytkowaniu.

Póki co DxO przetestował tylko kilka smartfonów, w tym iPhone’a 11 Pro Max, iPhone’a XS Max, Huaweia Mate 20 X, Samsunga Galaxy Note 10+ i Sony Xperię 1.

Spróbujcie zgadnąć, który z nich zgarnął najwyższe noty. Nie jest to trudne, wystarczy wiedzieć, które smartfony regularnie zgarniają najwyższe noty w testach foto:

DxO mark audio

Kolejny absurd – iPhone 11 Pro Max uzyskał niższe noty od ubiegłorocznego iPhone’a XS Max, zaś Samsung Galaxy Note 10 uzyskał niższe noty w kategorii „nagrywanie” od iPhone’a 11 Pro Max.

I to jest moment, w którym zamknąłem kartę z DxO Mark for audio i podziękowałem za wiarygodność testów.

Sprawdziwszy każdy z wyżej wymienionych smartfonów zostaje mi tylko pokręcić głową. iPhone 11 Pro Max w każdym względzie brzmi i działa lepiej od iPhone’a XS Max. Jest głośniejszy (co potwierdza DxO), ma szerszą scenę stereo (DxO twierdzi inaczej) i wyraźnie lepszą dynamikę (czego DxO również nie potwierdza).

W zasadzie w każdym teście iPhone XS Max jest wskazywany jako ten lepszy, podczas gdy w codziennym użytkowaniu i testach „na ucho” jest dokładnie na odwrót. I nie wiem teraz, czy to z moim uchem jest coś nie tak, czy może procedura testowa DxO jest o kant tyłka rozbić. Ufam kondycji swoich uszu, więc obstaję przy drugim wyjaśnieniu.

Tym bardziej, że iPhone 11 Pro Max, a nawet iPhone XS Max otrzymały wyższe noty w kategorii nagrywanie od Galaxy Note’a 10. Przepraszam, ale o ile uwielbiam swoją prywatną 11-tkę i wiem, jaką jakość oferuje 11 Pro, tak nie zbliżają się nawet one do możliwości nagrywania Note’a 10. Note 10 lepiej radzi sobie z separacją szumu tła, znacznie lepiej „przybliża” dźwięk podczas nagrywania wideo, a także lepiej od iPhone’a spisuje się w tak podstawowym zadaniu jak rozmowy telefoniczne.

DxO uważa jednak inaczej i chyba rozumiem, dlaczego.

Otóż procedura testowa DxO w ogóle nie uwzględnia np. sposobu trzymania telefonu, oprócz jego orientacji. A przecież zarówno odtwarzanie jak i nagrywanie dźwięku może sprawować się różnie, zależnie od tego, czy głośnik znajduje się np. po lewej czy po prawej stronie portu do ładowania. Mikrofony mogą wykazywać różne właściwości zależnie od umiejscowienia.

W opiniach końcowych pojawiają się też wysoce subiektywne noty, jak choćby przy iPhonie 11 Pro Max, który „mógłby obsługiwać nagrywanie stereo w aplikacji do notatek głosowych”. Jakie to ma znaczenie dla wyniku syntetycznego benchmarku? I dlaczego Huawei Mate 20 X ma tak skąpą listę plusów i minusów w porównaniu do reszty stawki? Oczywiście w razie powstania takich pytań DxO zostawia sobie furtkę – jak czytamy w oficjalnej procedurze, mierzone są też kategorie „subiektywne”, ale naturalnie pomiary DxO są tak dokładne, że można je traktować z równą dozą pewności co pomiary syntetyczne. Oczywiście.

Ranking DxO dla audio jest ważny dla rynku. Ale na jego wyniki zawsze trzeba patrzeć z pewną dozą nieufności.

Osobiście nie uważam syntetycznych benchmarków czegokolwiek za wyznacznik jakości. Czy mowa o wydajności, jakości aparatu czy jakości dźwięku. Testy przeprowadzone w sterylnym otoczeniu mówią nam relatywnie niewiele o tym, jak dany sprzęt będzie się spisywał w codziennym życiu, gdzie nie ma idealnie przygotowanych pomieszczeń, a na każdym kroku czają się tysiące zmiennych.

Tym niemniej cieszę się, że taki ranking w ogóle powstał, bo w miarę jak cały świat przesuwa się w stronę konsumpcji treści do słuchania, parametry dźwiękowe smartfonów będą stawały się równie ważne, co ich aparaty czy ekrany.

Liczę na to jednak, że ranking DxO nie będzie jedynym i wkrótce dołączą do niego inne, nieco bardziej wiarygodne źródła.

*Grafika główna pochodzi z serwisu DxO Mark

Dołącz do dyskusji