Korsarzu, nie płyń tędy. Corsair RGB K57 Wireless to bezprzewodowa klawiatura membranowa – recenzja

Recenzja/Gry 11.10.2019
Korsarzu, nie płyń tędy. Corsair RGB K57 Wireless to bezprzewodowa klawiatura membranowa – recenzja

Korsarzu, nie płyń tędy. Corsair RGB K57 Wireless to bezprzewodowa klawiatura membranowa – recenzja

Nie ma aktualnie lepszych klawiatur mechanicznych niż te od amerykańskiego Corsaira. Dlatego nie mogę zrozumieć dlaczego firma zaczęła implementację bezprzewodowej technologii SlipStream od znacznie mniej ciekawych klawiatur membranowych. Corsair RGB K57 Wireless nie posiada bowiem mechanicznych przełączników i straszy zapożyczoną konstrukcją.

W większości recenzji przeczytacie, że Corsair RGB K57 Wireless to dobra klawiatura. Tak jest w istocie. Jednak po producencie najlepszych klawiszy na rynku zawsze spodziewam się więcej. „Dobra” tutaj nie wystarcza. Zwłaszcza, że mówimy o modelu bliźniaczo podobnym do budżetowej K55 wydanej w 2016, będącej najtańszą klawiaturą w ofercie Corsaira.

rodzaj membranowa
łączność USB
WiFI 2,4 GHz (SlipStream)
Bluetooth
podświetlenie Punktowe (USB)
Sferowe (WiFi)
długość przewodu 1,8 m
czas działania 30 godzin (LED-y włączone)
170 godzin (LED-y wyłączone)
waga 959 g
cena 399 zł

Corsair RGB K57 Wireless to nic innego jak bezprzewodowa K55, tylko z nowym podświetleniem.

Pod względem ergonomii, ułożenia klawiszy i przyjemności z korzystania oba modele są w zasadzie identyczne. Za nowość uchodzą diody CAPELLIX – bardziej energooszczędne podświetlenie, które na średnim poziomie jasności pozwoli klawiaturze działać przez 35h. Solidny wynik, ale osobiście wolę wyłączać LED-y całkowicie, wracając do nich jedynie podczas wieczornych oraz nocnych maratonów. Bez włączonych diod klawiatura na jednym ładowaniu działa aż 170 godzin, co jest świetnym wynikiem.

W praktyce te 170 godzin sprawia, że klawiatury nie ładowałem od ponad miesiąca. Po prostu działa, towarzysząc mi podczas grania i przy lekkiej pracy biurowej. Człowiek szybko zapomina, że ma do czynienia ze sprzętem, który kiedyś może się rozładować. Świetny wynik. Niestety, mam pewne zarzuty co do samego SlipStreama. Połączenie WiFI 2,4 GHz mocno kolidowało z jedną bezprzewodową myszką Logitecha. Adaptery obu peryferiów ewidentnie się gryzły. Dziwne o tyle, że każdy z producentów zapewnia o „nowoczesnej technologii, która sama odnajduje najlepsze pasma”. Tia…

Jestem zwolennikiem przełączników mechanicznych, ale membrany Corsaira wypadają zadziwiająco znośnie.

Lata temu gumy i membrany miały być tanią odpowiedzią na klawiatury mechaniczne. Jednak z upływem czasu proces produkcyjny mechanicznych przełączników został znacznie zoptymalizowany. Gdy cena przestała być atutem, za walor membran zaczęto wskazywać cichszą pracę. To niepodważalny fakt. Problem polega na tym, że nawet jak na klawiaturę membranową, Corsair RGB K57 Wireless nie jest przesadnie cicha. Można wręcz sądzić, że w urządzeniu pozostawało mechaniczne DNA Korsarzy i nie daje się usunąć.

Trzeba pochwalić producenta, że skrócił moment aktywacji ze standardowych 4 mm do 2 mm. Z kolei dzięki grubym plastikowym kanałom nasadek oraz kanałom podstawy klawisze nie przechylają się na boki. Nie chyboczą. Nie wyginają się. Są bardzo stabilne i ochoczo wracają na swoje miejsce. Nawet jako zwolennik mechanicznych przełączników musiałem w tym miejscu pokiwać z uznaniem głową i przyznać: naprawdę nie jest źle.

Strzelaniny i gry akcji tak, MMORPG i MOBA już gorzej.

Rozgrywka na Corsair RGB K57 Wireless jest komfortowa, o ile gramy w FPS-y czy gry akcji. Tam wciskanie pojedynczych, wysokich, mocno profilowanych klawiszy dobrze idzie w parze w wydarzeniami na ekranie. Gorzej jest w przypadku gatunków MMO oraz MOBA. Częstym ograniczeniem membran jest bowiem liczba rejestrowanych jednocześnie klawiszy. W przypadku K57 RGB Wireless problemy zaczynają się przy więcej niż czterech wciśniętych nasadkach. W Mugena na jednej klawiaturze nie pograsz.

Teoretycznie Corsair RGB K57 Wireless jest w stanie zarejestrować nawet 10 jednocześnie wciśniętych klawiszy. Jednak tylko pod warunkiem, że będą to nasadki z różnych bloków. Przykładowo kombinacja QWER + Shift, Ctrl, Alt jest rejestrowana, ale QWERTYUI już nie. Jak na dłoni widać w tym obszarze ułomność membran. Klawiatury mechaniczne coraz częściej pozwalają na kompletne NKRO, oferując jednocześnie zerowy ghosting. Dla części graczy to bardzo ważne. Wątpię jednak, aby ta grupa była w ogóle zainteresowana membranami.

Brakuje mi też aluminiowych elementów premium, ale urządzenie nadrabia funkcjonalnością.

Klawiatura została wykonana całkowicie z plastiku. Jej połyskujący fragment bardzo łatwo się kurzy. Co gorsze, jeszcze łatwiej zbiera rysy. I chociaż konstrukcja wydaje się dosyć solidna, zdecydowanie nie jest to twardość znana z droższych modeli Korsarzy. Strzałem prosto w serce jest również brak metalowej rolki regulacji głośności, którą po prostu uwielbiam u tego producenta. Boli także, że Corsair uparcie i z premedytacją dodaje do zestawu tę samą podkładkę pod nadgarstki. Ona jest fatalna. Niewygodna. Zalatuje tandetą.

Jestem za to bardzo zadowolony z dodania osobnego pionowego bloku klawiszy pod makra. Te najłatwiej nagrywać za pomocą dedykowanego oprogramowania iCUE. Aplikacja Korsarzy ma jeden z najlepszych systemów rejestrowania sekwencji na świecie. Cudownie to działa. Mój mroczny rycerz w Final Fantasy XIV jest zachwycony gotowymi taktykami ofensywnymi, defensywnymi oraz leczącymi. Podczas długich walk z bossami spisują się rewelacyjnie. Rewelacyjna jest także decyzja o implementacji modułu Bluetooth, dzięki któremu klawiaturę sparujemy z dodatkowym urządzeniem. Świetna sprawa gdy często korzystamy ze SmartTV.

Bardzo dyskusyjna jest kwestia ceny bezprzewodowej klawiatury Corsaira.

Jak wspomniałem wcześniej, Corsair RGB K57 Wireless to bezprzewodowa wersja modelu K55. Tyle tylko, że wzbogacona o moduł WiFi i Bluetooth, a także bardziej energooszczędne podświetlenie. Dzięki tym ulepszeniom K57 jest dwukrotnie droższa od K55, kosztując aktualnie 399 zł. To niewysoka cena jak na portfolio świetnych produktów Corsaira, ale znaczna jak na klawiaturę membranową. Powstaje pytanie, czy jest adekwatna do oferowanych możliwości.

Gdyby decyzja należała do mnie, dopłaciłbym 150 zł i sięgnął bo bezprzewodowego mechanika Corsair K63 Wireless. Albo kupił K63 w wersji przewodowej, oszczędzając kilkanaście złotych. Jestem wielkim zwolennikiem rozwiązań bezprzewodowych. Nie uważam jednak, aby WiFi 2,4 GHz w pełni tłumaczyło dosyć wysoką cenę, jaką amerykański producent narzucił na membranowy produkt. Zwłaszcza, że poczciwą K55 kupimy za 200 – 259 zł. Przy swojej aktualnej cenie Corsair K57 RGB Wireless odczuwalnie traci na atrakcyjności.

Największe zalety:

  • Bardzo dobry czas działania z wyłączonym podświetleniem
  • Dwa standardy połączenia bezprzewodowego
  • Punkt aktywacji membran na 2 mm
  • Świetna do FPS-ów i gier akcji
  • Klawisze G1 – G6 i system nagrywania makr
  • Pełne wsparcie dla macOS
  • Ogólna jakość wykonania i komfort użytkowania

Największe wady:

  • Wysoka cena jak na klawiaturę membranową
  • Średnia do MMORPG i MOBA
  • Stara buda pożyczona od K55
  • Okropna podkładka pod nadgarstki
  • Nie nadaje się do pisania długich referatów

Recenzowana klawiatura jest niewiele tańsza od dobrego bezprzewodowego mechanika. Trzeba mieć to na uwadze podejmując decyzje zakupowe.

Zdjęcia wykonane aparatem Canon EOS M50.

Dołącz do dyskusji