Blizzard liczy zyski, a u graczy każda sztuka srebra jest na wagę złota – wrażenia z World of Warcraft: Classic

Recenzja/Gry 16.09.2019
Blizzard liczy zyski, a u graczy każda sztuka srebra jest na wagę złota – wrażenia z World of Warcraft: Classic

Blizzard liczy zyski, a u graczy każda sztuka srebra jest na wagę złota – wrażenia z World of Warcraft: Classic

Moja przygoda z World of Warcraft zaczęła się w 2007 r. – dość długo po premierze tej gry. Było to już po premierze pierwszego dodatku do WoW czyli The Burning Crusade, jednak jeszcze przez długi czas dla mnie istniał tylko „stary” świat Azeroth. Po prostu dodatku nie kupiłem od razu, grając w „Vanilli”.

Nie była to jednak gra w 100 proc. identyczna z tym, co pojawiło się w 2005 r. w Europie, a w 2004 r. w USA. Patch 2.0.1 wprowadzony przed oficjalną premierą The Burning Crusade, wprowadzał wiele istotnych zmian do gry. Można więc powiedzieć, że prawdziwego „waniliowego” grania wtedy nie zaznałem.

Udało się to dopiero po premierze World of Warcraft: Classic

Zapowiedziana na Blizzconie 2017 wersja gry była prawdopodobnie największym komercyjnym sukcesem od dawna. Blizzard nie podaje na razie konkretnych danych (podejrzewam że czeka z tym do kolejnej swojej konferencji), ale wiemy już że na Twitchu Classic zdobył dwa rekordy w ciągu pierwszego dnia od premiery:

  • Grę oglądało aż 1 165 793 widzów jednocześnie pięć minut po premierze.
  • W ciągu pierwszych 24 godzin od premiery ogółem widzów było 6,1 miliona.

Trudno oceniać Classic w jakiś inny sposób niż poprzez pryzmat własnych wspomnień w poprzednich wersji gry, w które dane mi było grać, oraz porównując ją do wersji współczesnej. Tego właśnie spróbowałem dokonać.

Dwa tygodnie przed oficjalnym startem Classica można było stworzyć postaci, aby zarezerwować sobie ich imiona – wciąż nie można było nimi grać. Wtedy zalogowałem się, i w przypływie nostalgii założyłem postać o tej samej nazwie, klasie i rasie, co wtedy w 2007 r. Był to krasnolud wojownik. Oto kilka jego wspomnień z Azeroth.

„Buffnij mnie żebym scastował spella dla lootu”

Uwaga: w tekście starałem się zminimalizować liczbę potocznych i słabo brzmiących po polsku pojęć związanych z grami MMO, a z WoW-a w szczególności. Używam jednak kilka z nich: retail – wersja gry posiadająca najnowsze dodatki i patche, wersja współczesna, caster – postać, która atakuje z odległości, za pomocą rzucanych zaklęć, w odróżnieniu od melee – postaci, która atakuje wręcz. Oraz buff – przyjazne zaklęcie rzucone na innego członka drużyny bądź inną postać w celu jej wzmocnienia, np. dodania ochrony przed obrażeniami.

Bieda aż piszczy

Po całym dniu znoju w zimowej krainie Dun Morogh, chciałbym ogrzać się i wypić grzane krasnoludzkie piwo. Niestety mam przy sobie zaledwie kilkanaście miedziaków, które muszę odłożyć na umiejętności kupowane u trenerów. Do których pewnie pójdę pieszo, bo szkoda mi silvera na gryfa.

Ekonomia w Classicu przypomina tę z początków gry. Brak zewnętrznego dopływu pieniędzy od „starszych stażem” postaci powoduje, że gra nie dorobiła się jeszcze znanej z retaila inflacji. Tu każda sztuka srebra jest na wagę… złota.

Dopiero po pewnym czasie zaczynamy korzystać z domów aukcyjnych, gdzie równie biedni gracze za parę sztuk srebra kupią od nas nadmiarowe materiały.

Tymczasem w retail…

We współczesnej wersji gry pieniądze spadają na gracza całymi workami. Nawet nagrody za misje skalują się odpowiednio, a na porządku dziennym jest sprzedawanie znalezionych materiałów za worki pełne złotych monet. Nic dziwnego, że ekonomię w retail dotknęła inflacja – wszystko tu kosztuje więcej niż powinno, ale też pieniądze w grze są bardzo łatwe do zdobycia.

Nie pobawimy się w Rambo

Jakie było moje zdziwienie, gdy użyłem ataku szarżującego na grupie koboldów, a oni szybko spacyfikowali mnie i sprowadzili do parteru. Biegnąc poprzez krainę cieni z cmentarza, aby moja dusza ponownie połączyła się z ciałem, mogłem dokładnie przemyśleć swój błąd.

Classic nie przebacza. Nie pozwala na brawurę. Przed każdym atakiem musimy poznać otoczenie – czy w pobliżu nie ma przeciwników, których przyciągnie dźwięk walki. Czy mamy odpowiednio dużo zdrowia? W Classicu liczy się każdy eliksir, każdy buff z jedzenia, każde błogosławieństwo rzucone przez mijającego cię paladyna.

Zbyt wiele zaliczonych tras z cmentarza i musimy naprawiać zbroję i ekwipunek co… kosztuje.

Tymczasem w retail…

Każda nowa postać we współczesnej grze może wyposażyć się w tzw. heirlooms – czyli zbroje wykupione przez poprzednie postaci tego samego gracza dla młodszych stażem postaci. Są to zbroje na poziomie unikalnych, czyli niebieskich sprzętów, co zazwyczaj w ogóle eliminuje problem uzbrojenia w trakcie levelowania. Tym sposobem zniknęła dość duża część gry, która polegała na zarządzaniu ekwipunkiem i wyposażeniem.

Poziom przeciwników w krainach przeznaczonych do zbierania doświadczenia automatycznie się dostosowuje do naszego. Doświadczenie zdobywa się bardzo szybko, szczególnie że odpowiednie patche zmieniły krzywą zdobywania doświadczenia tak, aby „przelecieć„ szybko wszystkie dodatki oprócz ostatniego (w tej chwili Battle for Azeroth).

To nie gra dla samotników

Gdy próbowałem odzyskać skradzione krasnoludzkim górnikom z Loch Modan narzędzia, poddałem się po kilku próbach. Mimo że misja była na moim poziomie, nie udawało mi się to. Wtedy zauważyłem grupę przyjaznych oberwańców, zapraszających mnie do drużyny. Mam szczęście, razem nam się uda!

World of Warcraft od początku był pomyślany tak, aby większość zawartości można było na upartego przejść solo. Jednak trudność misji i fakt, że wrogie nam stwory zbierają się czasami w duże grupy, spowodowały, że nawet podczas codziennego grania w celu zdobycia poziomu trzeba się dogadać z innymi graczami. Zdobywające poziom postaci często nie są samowystarczalne – postaciom ofensywnym brakuje samoleczenia, casterom – rzucającym zaklęcia – brak dobrych osłon i zbroi. Dlatego bardzo popularne jest grupowanie się nawet z jedną lub dwiema spotkanymi w trakcie misji osoby, dzięki czemu łatwiej jest przeżyć i skończyć misję.

Tymczasem w retail…

W retail każdy może być samotnikiem – większość treści w dodatkach można skończyć samotnie, a jeśli chcemy odwiedzić lochy lub rajd – nie ma problemu, jest do tego odpowiednia opcja w interfejsie gry, znajdzie nam podobnych nam przypadkowych ludzi. Likwiduje to praktycznie do zera konieczność komunikacji z innymi graczami – rzecz, którą z radością powitałem z powrotem w Classicu.

Powoli, ale pewnie

O dziwo, wciągnąłem się w granie na Classicu bardziej niż się tego spodziewałem. Powolne zdobywanie doświadczenie, konieczność używania bandaży, czy jedzenia między walkami daje mi czas na wytchnienie, rozejrzenie się, czy porozmawianie z innymi graczami.

Classic kryje sporo niespodzianek. Dla przykładu, w grze, podobnie jak w retail, są święta – specjalne wydarzenia, które trwają w ograniczonym okresie ale oferują unikalne misje lub nagrody. We współczesnej wersji gry jest to ogłoszone i widać to w kalendarzu. W Classicu kalendarza nie ma, trzeba samemu doczytać, zauważyć, bądź usłyszeć od kolegów z gildii. Dodaje to tajemniczości i poczucia okrywania i eksploracji.

Odkąd zacząłem grać w Classic, nie zalogowałem się do współczesnej wersji gry – co z jednej strony oddaje mój ograniczony czas na granie, ale z drugiej, wiele mówi, że ten eksperyment się Blizzardowi udał. Być może za nim pójdą następne?

Dołącz do dyskusji