Felucia to nowa, dzika mapa, dla której warto odkurzyć Star Wars Battlefront II. Wiele zmieniło się w grze na lepsze

Artykuł/Gry 27.09.2019
Felucia to nowa, dzika mapa, dla której warto odkurzyć Star Wars Battlefront II. Wiele zmieniło się w grze na lepsze

Felucia to nowa, dzika mapa, dla której warto odkurzyć Star Wars Battlefront II. Wiele zmieniło się w grze na lepsze

Osoba, która uruchomi Star Wars Battlefront II po raz pierwszy od czasu kompromitującej premiery z listopada 2017 r. może być w niemałym szoku. Gra pięknie się rozwinęła, jest bardziej grywalna niż kiedykolwiek wcześniej, nowa zawartość wylewa się z ekranu, a znana z Wojen Klonów Felucia zachwyca swoją dzikością oraz niegościnnością.

Star Wars Battlefront II przeszedł wielką zmianę. Była to metamorfoza mozolna, powolna i bez większych fanfar, ale zdecydowanie udana. Na przestrzeni ostatnich miesięcy do gry trafiło wiele dobrego. Do konfliktu dołączyli arcyciekawi bohaterowie tacy jak Obi-Wan, Anakin Skywalker, hrabia Dooku czy generał Grievous. Po tysiącach apeli na polu bitwy pojawiły się także droideki; kołowe roboty bojowe Separatystów z potężnymi osłonami.

Namiastką jednoczesnych bitew w kosmosie i na powierzchni planety stała się Supremacja.

Supremacja to zupełnie nowy tryb wprowadzony po premierze, w którym dwie 20-osobowe armie najpierw ścierają się na lądzie, a potem zwycięska strona przypuszcza atak na wielki krążownik przeciwnika. Co świetne, wnętrza krążowników są kompletnie nowymi mapami, które można napotkać grając w tryby dla mniejszej liczby graczy, np. Bohaterowie i Złoczyńcy. Pomysłowy recykling.

Drastycznemu ulepszeniu uległ także system odradzania się. Jakiś czas temu gracze dostali możliwość respawnu na plecach sojusznika z 4-osobowej grupy, o ile ten nie jest akurat w trakcie walki. Teraz pomysł rozszerzono nie tylko o towarzyszy broni, ale również bazy. Jeśli jakaś baza znajduje się we władaniu twojej frakcji, bez problemu możesz się do niej przenieść. Świetna sprawa. Szkoda, że DICE nie pomyślało o tym rozwiązaniu na premierę. Jak gdyby nie robili sieciowych strzelanin od lat.

Teraz Star Wars Battlefront II otrzymał Felucię – tak samo niegościnną jak w komiksach.

Felucia to planeta doskonale znana fanom Wojen Klonów. Chociaż w filmowej trylogii pojawiła się tylko na moment, Republika oraz Separatyści stoczyli na niej wiele zaciętych bojów. Bitwy na Felucii były jednymi z najtrudniejszych, głównie ze względu na niegościnny charakter planety. Rozrosła, toksyczna flora stanowiła jednakowe zagrożenie dla klonów i droidów. Dzika roślinność spowalniała marsz, a także utrudniała zwiad i rozpoznanie. Jednak ze względu na cenny szlak handlowy przecinający Felucię żadna strona nie chciała poddać tego miejsca.

W Star Wars Battlefront II Felucia jest dokładnie tak samo niegościnna, jak w filmie, komiksach oraz animacji. Wystarczy strzelić do zarodnika grzyba, aby w powietrzu pojawiła się chmura toksycznego gazu. Taki żrący obłok można wykorzystać na swoją korzyść, na przykład przygotowując pułapkę na wrogich graczy. Eksplorując planetę znalazłem nawet sarlacca. Bestia jest zanurzona pod wodą, czyhając zaraz pod taflą stawu na nieuważnych żołnierzy.

Pod względem topograficznym Felucia to umiarkowanie płaska arena, z lekkimi górkami na które można wskoczyć. O wiele lepiej trzymać się jednak gęsto porośniętej ziemi, z której wyrasta masa naturalnych osłon terenowych. Dzięki bujnym, kolorowym liściom piechota jest trudna do zauważenia. Co za tym idzie, walka na średni dystans może przynieść bardzo wiele fragów. Znalazłem również kilka ciekawych gniazd snajperskich. Jestem jednak pewien, że strzelcy wyborowi nie mają na Felucii decydującego znaczenia.

Piechota, bohaterowie oraz lekkie, szybkie pojazdy do klucz do zwycięstwa na tej planecie. Wielkie czołgi momentalnie zamieniają się w płonące żelastwo, ponieważ mogą zostać zaatakowane z każdego zagajnika. Z kolei ciężki sprzęt trzymany na odległość staje się bardzo mało efektywny, ze względu na kiepską widoczność oraz zmienną topografię. To nie Geonosis, gdzie snajperzy i czołgi mieli wystawionych przeciwników jak na środku wielkiej patelni.

Jestem po kilkunastu meczach na Felucii i muszę przyznać, że gra się tutaj świetnie. Mapa aż kipi od klimatu Wojen Klonów. Przyszli szturmowcy strzelają do droidów, podczas gdy w tle Anakin Skywalker walczy z generałem Grievousem. Lokacja ugina się od detali, a małe wioski i pola uprawne pięknie kontrastują z dziczą dookoła. DICE zadbało o drobiazgi, pozwalając nawet wejść do chatek tubylców. Arena kipi życiem, a na ekranie non stop przelatuje jakiś zwierz rozpraszający uwagę. Wizualny majstersztyk.

Do Star Wars Battlefront II zawitali także komandosi ze świetnego Republic Commando.

Klimatyczną strzelaninę Republic Commando lubię nazywać ostatnią udaną grą na licencji Gwiezdnych wojen. Wydany w 2006 r. FPS pokazywał uniwersum Star Wars w nieco mroczniejszych, poważniejszych barwach. Drużyna komandosów-klonów zapoznawała gracza z tą mniej widowiskową, bardziej krwawą stroną kosmicznej wojny. Teraz ci sami komando odwiedzają Star Wars Battlefront II, zamieniając się w jednostkę specjalną.

Świetne jest to, że klony komando kosztują zaledwie 1000 punktów. Dzięki tak niskiemu progowi nową jednostką może zagrać każdy. Nawet niedzielny gracz. Do tego w komando może wcielać się jednocześnie kilka osób, przez co dostęp do postaci elitarnej jest znacznie ułatwiony. Taki klon dzierży szybkostrzelny blaster, który może zamienić na wyrzutnię pocisków. Do tego komando korzysta z fali odpychającej, świetnej na wrogich herosów. Mamy więc do czynienia z jednostką wysoce uniwersalną. Dobrą na średni i krótki dystans, która jest skuteczna przeciwko pojazdom pancernym, piechocie oraz herosom.

Wisienką na torcie są nowe tryby: kooperacyjny i dla jednego gracza.

Długo oczekiwana Szybka Akcja pozwala samotnemu graczowi na rozgrywanie wielkich bitew dla 40 jednostek, wykorzystując AI. Gracz sam wybiera arenę, poziom trudności botów, prędkość zbierania punktów oraz oczywiście stronę konfliktu. Fani SW:BFII nareszcie dostali więc możliwość swobodnej zabawy we własnej piaskownicy, bez konieczności dołączania do rozgrywki online. Dlaczego musieli czekać tak długo? Cóż, DICE to DICE.

Drugi nowy tryb to Kooperacja. W nim czwórka graczy łączy siły, wspólnie rozgrywając odmianę wielkiej bitwy zorientowanej na wykonywanie celów. Nie myślcie jednak, że będzie bardzo łatwo. AI stawia silny opór, a wrogie boty potrafią zaskoczyć zaciekłością, zmiennością taktyk, mobilnością oraz zdolnością do zajmowania strategicznych pozycji. Kooperacja to ciekawa odmiana od standardowej Dominacji, wypełnionej weteranami Battlefronta. W tym trybie można się podszkolić, poznać umiejętności specjalne oraz skonfigurować klasy i herosów.

Gdyby Star Wars Battlefront II oferował na premierę to wszystko, co oferuje teraz…

Mówilibyśmy o kompletnie innej grze. Takiej, do której warto wracać i w której jest co robić. Niestety, DICE potrzebowało kilkunastu miesięcy, aby doprowadzić swoją sieciową strzelaninę do odpowiedniego stanu. A wciąż jest jeszcze wiele do zrobienia. W SW:BFII dalej brakuje tak podstawowej rzeczy jak wyszukiwarka serwerów czy licznik K/D. Nie obraziłbym się również na import map z pierwszej odsłony. Do tego w grze wciąż jest miejsce dla kilku postaci, co by wymienić Mace Windu, Kita Fisto, Głównego Inkwizytora, Mandaloriana albo Ashokę Tano.

Battlefront II jest najlepszym dowodem na to, że DICE produkuje swoje gry zbyt pospiesznie, zbyt szybko wypuszczając je na rynek. Drugim tego przykładem jest chociażby Battlefield V – świetny na poziomie surowej mechaniki, fatalny jeżeli chodzi o bogactwo zawartości oraz końcową jakość. Szkoda, bo obie wyżej wymienione gry mają gigantyczny potencjał. Niestety, wiele osób dających im szansę w okresie premierowym nigdy się o tym nie przekona.

Zrzuty ekranu zostały wykonane na PlayStation 4 Pro.

Dołącz do dyskusji