Recenzent płakał, jak odsyłał producentowi. Panasonic GZ2000 to absolutny król jakości obrazu

Recenzja/RTV 16.09.2019
Recenzent płakał, jak odsyłał producentowi. Panasonic GZ2000 to absolutny król jakości obrazu

Recenzent płakał, jak odsyłał producentowi. Panasonic GZ2000 to absolutny król jakości obrazu

To nie jest telewizor dla zwykłych ludzi. Jest trudny w obsłudze, ma brzydkie menu, a bez przystawki typu Apple TV nie ma co liczyć na mnogie usługi VoD. Wystarczy jednak włączyć jakiś film i każdemu krytykowi zamknie się buzia.

Jestem zdania, że nie ma czegoś takiego jak najlepszy produkt. Każdy z nas ma nieco inne potrzeby i gdybym obiektywnie miał ocenić Panasonica GZ2000 to wskazałbym wiele braków, które wręcz go absolutnie dyskwalifikują. Jego system smart TV jest, dyplomatycznie rzecz ujmując, oryginalny. Jego panel nie oferuje rozdzielczości 8K. Nie jest to też przesadnie jasny telewizor. Dostępność aplikacji VoD jest znikoma. Nie ma podświetlenia Philips Ambilight. Braków jest bardzo dużo.

Te braki oczywiście wykażę w niniejszej recenzji. No ale co do tych wyżej wspomnianych potrzeb… to ja co wieczór wręcz nie mogłem się doczekać, kiedy znów będę miał czas, by pobawić się na tym sprzęcie. Nie znam drugiego tak dobrego telewizora dla entuzjastów pięknego obrazu. Kiedy już przebrniemy przez wszystkie niedostatki dla zwykłych użytkowników i uruchomimy na tym sprzęcie film z Blu-ray UHD, Xboxa One X czy nawet skompresowanego Netflixa, to uśmiech sam gości na ustach. I to od ucha do ucha.

Panasonic wziął bowiem panele OLED od LG Display, jako jedyny z producentów wprowadził do nich autorskie zmiany już na poziomie sprzętowym, dorzucił do tego swoje algorytmy przetwarzania obrazu i stworzył produkt, który jest absolutnym królem w kwestii jakości obrazu. Jeżeli to jedyna istotna dla was cecha telewizora, to GZ2000 konkurencji w zasadzie nie ma.

Zacznijmy od podstaw. Co znajdziemy w pudełku z telewizorem Panasonic GZ2000?

Zanim przejdziemy do opisu wrażeń z użytkowania tego telewizora, dla porządku przypomnijmy o czym właściwie mowa. To telewizor OLED pracujący w rozdzielczości 4K przy odświeżaniu 120 Hz i z 10-bitowym kolorem. Matryca, choć wyprodukowana przez LG Display, to na zlecenie Panasonika ma kilka autorskich poprawek (o szczegółach tychże Panasonic nie chce rozmawiać). Za przetwarzanie obrazu odpowiada autorski procesor HCX PRO.

Telewizor obsługuje formaty HDR10, HLG, HDR10+ i Dolby Vision. Posiada też wbudowany dekoder dźwięku Dolby Atmos. Ponoć jest zgodny z Alexą i Asystentem Google, jednak w Polsce druga z usług nie jest dostępna – przynajmniej na razie.

Panasonic GZ2000 recenzja

Do telewizora dołączony jest elegancki, choć nieco staromodny pilot. Wygląda na zdjęciach tandetnie, jednak dobrze leży w dłoni, a jego obudowa wykonana jest ze szczotkowanego aluminium. Ciekawostka: ma podświetlane, na życzenie, klawisze.

Zacznijmy od jasnych stron. Nie bez powodu piszę „jasny” w kontekście telewizora OLED

Matryce OLED, w przeciwieństwie do matryc LCD, nie wymagają zewnętrznego doświetlania – każdy piksel, na który się składają, świeci własnym światłem. To oznacza, że matryce OLED są w zasadzie niezrównane w kwestii kontrastu i precyzji działania. Wyświetlenie białych kropek na czarnym tle (na przykład gwiazd) to zadanie w zasadzie niemożliwe dla matrycy LCD bez pewnych kompromisów, matryce OLED poradzą sobie z tym bez najmniejszego problemu. Ma to jednak swoją cenę.

Panasonic GZ2000 recenzja

Telewizory OLED są zazwyczaj ciemniejsze od telewizorów LCD. Jest to pewien problem dla tych, którzy życzą sobie komfortowego oglądania telewizji w jasnym pomieszczeniu. Efekt HDR nie jest też na nich tak odczuwalny, jak u jaśniejszej konkurencji. A Panasonic GZ2000? Chyba już wiem gdzie Japończycy zdecydowali się skorygować Koreańczyków.

Do tej pory w tej kwestii brylowały telewizory OLED Philipsa, zapewniając wyższą jasność od typowych urządzeń z organicznymi matrycami. GZ2000 wynosi to na zupełnie nowy poziom. Z pewnością nie jest to jasność dająca się nawet zestawić z chociażby rewelacyjnymi pod tym względem QLED-ami, jednak oglądanie treści SDR i HDR nawet w jasnym pomieszczeniu jest czystą przyjemnością.

Kontrast był oczywisty. Jasność była niespodzianką. Ale to przecież tylko część parametrów obrazu

Paanasonic jednak i tu wykonał gruntowną robotę. Nie samodzielnie – firma bowiem, jak twierdzi, odezwała się do czołowych inżynierów w Hollywood, by wspólnie z nimi stroić matrycę, procesor i oprogramowanie – ale kogo to obchodzi, skoro liczy się efekt końcowy. Telewizor – bez profesjonalnej kalibracji u zewnętrznego specjalisty – może pracować w kilku trybach, które dodatkowo można drobiazgowo regulować. Prawdopodobnie jednak będziecie korzystać z trzech. Z opracowanego wspólnie z Hollywood trybu THX Cinema do filmów, z opracowanego wspólnie z Netflixem trybu dedykowanego usługom strumieniowanym i wreszcie z Trybu Gry do gier wideo.

Panasonic GZ2000 recenzja

Efekt jest piorunujący. Nawet trudne sceny, w których OLED-y miewają kłopoty (na przykład barwy ciemnoszare, bardzo bliskie czarnych) czy duże białe powierzchnie są wyświetlane w sposób absolutnie per-fe-kcy-jny. To poziom zaiste niespotykany u żadnego innego producenta. Pewnie, tu chodzi już tylko o drobne detale, którymi ekscytują się głównie entuzjaści. Jednak w kwestii nasycenia barw, naturalności, odwzorowania i wszelkich innych parametrów? Użyję tego zwrotu raz jeszcze: absolutna perfekcja.

Nie ma też żadnego problemu ze smużeniem, równomiernością ekranu czy kątami widzenia. Uruchomienie filmu w Dolby Vision HDR to bezwzględna uczta dla oka. Zaskakująco dobrze wygląda też Tryb Gry, mimo natury tego trybu, a więc ominięcia części mechanizmów przetwarzania obrazu. Input lag (opóźnienia sterowania kontrolerem) ma też wartość niewyczuwalną, choć tylko w tym trybie. Na próbę chciałem pograć w trybie THX Cinema – ów input lag wzrósł do wartości grubo ponad 100 ms, która jest niedopuszczalna. Nie spodziewałem się jednak innego wyniku i nie traktuję tego jako wadę.

Pomówmy o dźwięku

Panasonic GZ2000 recenzja

Jak zawsze w przypadku drogich telewizorów, moją stałą formułką jest: kup dodatkowe nagłośnienie. Nawet kolumny za kilkaset złotych dadzą dużo lepszy efekt niż wbudowane rozwiązanie. Tak piękny obraz zasługuje na uzupełnienie go doskonałym dźwiękiem. A nie, czekaj. Chwileczkę.

GZ2000 na pewno wiele zyska, gdy podłączycie go do kina domowego i tu nie ma się co czarować. 140-watowy system dźwiękowy (40 W x 2 + 20 W x 3) brzmi naprawdę dobrze! I tak rekomenduję dokupienie stosownego nagłośnienia, jednak Panasonic ze swoim systemem dźwiękowym Technicsa wykonał tu kawał dobrej roboty. Dźwięk jest pełny w górach i w dołach, efekt przestrzenny całkiem skutecznie budowany. Brawo!

Smart TV? Ojojoj…

Panasonic GZ2000 recenzja

Panasonic GZ2000 pracuje pod kontrolą systemu operacyjnego My Home Screen, który wywodzi się z Firefox OS. Nie powiem, polubiłem się z nim bardzo (znamy się z nim zresztą nie od dziś), ale po części dlatego, że nie licząc ekranu głównego większość menu, podmenu, podpodmenu, podpodpodpodpodmenu (sic!) przypomina bardziej konsolę konfiguracyjną jakiegoś desktopowego Linuxa. Możemy regulować co tylko nam się wymarzy, w spartańskiej oprawie i w tabelarycznym systemie. Układ ikon, parametry obrazu, tryby działania – telewizyjne nerdy będą zachwycone. Telewizor może strumieniować obraz do aplikacji mobilnej, zawiera w zasadzie wszystkie potrzebne użytkownikowi funkcje i jeszcze więcej.

Panasonic GZ2000 recenzja

Niestety nawet w momencie, gdy już przyzwyczaimy się do spartańskiej urody interfejsu (która mi subiektywnie bardzo podchodzi) to natrafimy na kolejny problem. Telewizory Panasonic nie należą do najpopularniejszych na rynku, a to oznacza, że twórcy aplikacji nie interesują się egzotycznym My Home Screen. Netflix? Jest. Prime Video? Jest. Ale te aplikacje znajdziemy w wersjach nawet na pralki i tostery. Zapomnijcie o TVN Player, HBO Go i większości innych. Bez przystawki z tvOS czy Android TV ani rusz. Szkoda, bo psuje to czar tego urządzenia, które pod każdym innym względem nie powinno mieć sobie absolutnie nic do zarzucenia.

Wniosek? Panasonic GZ2000 to telewizor bezkonkurencyjny, ale dla entuzjastów. I tylko dla nich

Ja jednak do takowych należę. Należę do tych świrów, którzy wzdychają do każdego wiernie odtworzonego szczegółu na ekranie. GZ2000 tu nie ma w zasadzie sobie równych… choć warto podkreślić, że nie jest on zgodny z treściami 8K i nie jest to najjaśniejszy telewizor na rynku (choć prawdopodobnie jest to najjaśniejszy OLED). Świetnie sobie radzi przy klasycznej telewizji, mediach strumieniowanych, filmach Blu-ray UHD i w grach wideo. Absolutna rewelacja, a przy okazji zawiera bardzo przyzwoity system dźwięku.

Telewizor obsługuje też niemal wszystkie nowoczesne standardy audio-wideo: Dolby Atmos, Dolby Vision, HDR10+ choć brakuje mu, co nieco dziwi, obsługi formatu DTS – na szczęście to format stosowany najczęściej w nośnikach optycznych, odtwarzacz Blu-ray poda i tak DTS bezpośrednio do kina domowego. Brakiem, nieco rzutującym na przyszłościowość tego telewizora, są też złącza HDMI, które jeszcze nie realizują w pełni wszystkich założeń wersji 2.1 (brak VRR dla gier, brak możliwości przetworzenia obrazu 4K przy 120 Hz).

Panasonic GZ2000 recenzja

Nie mogę ci polecić tego telewizora, jeżeli szukasz czegoś dobrego głównie do klasycznej telewizji i jeżeli chcesz mieć wygodny dostęp do popularnych usług VoD. Lepiej uwagę swoją skierować na modele premium ze stajni LG, Samsunga i Sony. GZ2000 chcesz (zapewniam: bardzo go chcesz) jeżeli chcesz mieć, tu użyję marketingowej formułki, niezrównanych doznań sensorycznych. W kwestii materiałów 4K UHD HDR i 1080p lepiej się chyba już nie da – choć pewnie ktoś i tak zrobi to lepiej.

Bardzo było mi szkoda go odsyłać po testach do producenta. I będę zazdrościł każdemu, kto go kupi. 55-calowa wersja GZ2000 kosztuje 15 tys. zł. 65-calowa: 20 tys. zł.

Dołącz do dyskusji