Tani iPhone to najlepszy iPhone. iPhone 11 – pierwsze wrażenia

Artykuł/Technologie 20.09.2019
Tani iPhone to najlepszy iPhone. iPhone 11 – pierwsze wrażenia

Tani iPhone to najlepszy iPhone. iPhone 11 – pierwsze wrażenia

Kosztuje najmniej ze wszystkich nowych iPhone’ów i nie ma „Pro” w nazwie, lecz to właśnie po niego sięgnie większość konsumentów. Sprawdźmy, czy iPhone 11 wart jest swojej ceny i ile w nim kompromisów.

Stało się. Kupiłem iPhone’a. Pomimo barbarzyńsko wysokiej ceny względem pojemności i faktu, że obiektywnie na rynku można za te pieniądze kupić o wiele lepszy telefon. Postawiłem na wersję 128 GB, gdyż w jej przypadku stosunek ceny do jakości jest przynajmniej znośny, choć nadal… telefon kosztujący prawie 4000 zł ma pamięci tyle, co smartfon za 1200 zł. To nie powinno tak wyglądać.

Zostawmy jednak kwestię tego, czy zakup iPhone’a jest finansowo opłacalny (bo przecież wiadomo, że nie jest). Pomówmy o tym, jakie wrażenie robi iPhone 11 przy pierwszym kontakcie.

Na papierze różnic między iPhone’em 11 a iPhone’em 11 Pro jest niewiele.

Podstawowa to rozmiar. Podobnie jak iPhone XR w ubiegłym roku, tak i teraz „tani” iPhone leży gabarytowo pomiędzy modelami Pro i w moim odczuciu ten rozmiar to jego największa zaleta. Nie jest ani za mały, ani za duży. Idealnie leży w dłoni i da się go obsługiwać jedną ręką, ale nie trzeba też mrużyć oczu i przybliżać ekranu do twarzy, by wygodnie obejrzeć wideo.

Skoro o ekranie mowa, to kolejna z wielkich różnic. Zamiast pięknego panelu OLED mamy tu piękny panel Liquid Retina LCD, o rozdzielczości 1792 x 828, która… cóż, wywołuje słuszne uśmieszki na twarzach fanów Androida.

Powiem jednak wprost – przesiadając się na iPhone’a 11 niemal bezpośrednio z Note’a 10 i naprawdę nie mogę powiedzieć o wyświetlaczu iPhone’a złego słowa. Czy będzie mi brakowało „prawdziwej czerni”, kontrastu i nasycenia OLED-a? Tak. Ale poza tym absolutnie nie ma czego żałować. Tak jak w modelu XR, tak i w jedenastce ekran jest śliczny, wiernie oddaje kolory, ma doskonałe kąty widzenia i fantastyczną jasność, sięgającą 625 nitów (nie chwilowo, a przez cały czas).

Braki LCD względem OLED-a najbardziej odczujemy po zmroku w iOS 13, który wprowadził systemowy tryb ciemny. Niestety nawet Apple nie da rady oszukać fizyki, więc dark mode na iPhonie 11 wygląda bardziej jak tryb szary, niż tryb ciemny. To jednak drobny minus moim zdaniem. O wiele większym są te grubaśne ramki dookoła ekranu. Niby szybko zaczyna je człowiek ignorować, ale optycznie sprawiają niestety, że nawet Honor za 1200 zł wygląda bardziej nowocześnie.

To powiedziawszy, od strony wizualnej iPhone 11 naprawdę może się podobać. Jak to zwykle bywa, iPhone wygląda na żywo o wiele lepiej niż na renderach. Nie, nie zamierzam bronić tej abominacji na pleckach, ale w rzeczywistości nie wypala ona oczu aż tak bardzo, jak wypala na grafikach promocyjnych. I prawdę mówiąc, wygląda o niebo lepiej od potrójnego garba w iPhone’ach 11 Pro.

Jedyną obiektywną wadą owego zgrubienia na pleckach, zarówno w iPhonie 11, jak i w modelach Pro, jest to, że nie da się tego telefonu położyć płasko na blacie. Po prostu się nie da. Aparaty wystają tak bardzo, że telefon nie leży płasko i buja się przy każdym dotknięciu. Choćby ze względu na tę cechę etui do tych telefonów jest niestety akcesorium obowiązkowym.

iPhone 11 uczuciem solidności bije na głowę każdy smartfon z Androidem*

*prócz nowych smartfonów LG.

Pamiętacie czasy, gdy śmialiśmy się z ważącej 185 g Nokii Lumii 920 i nazywaliśmy ją niszczycielem kieszeni? Dziś ten tytuł bezwzględnie przypada nowym iPhone’om, tyle że… z dużą masą idzie też duże uczucie solidności.

iPhone 11, podobnie jak iPhone 11 Pro i Pro Max, nie sprawia wrażenia zabawki, a naprawdę drogiego i doskonale wykonanego kawałka elektroniki. Ma aż 194 g masy, co czuć za każdym razem, gdy bierzemy smartfon do ręki, ale absolutnie nie jest to wada. Nie przepadam za urządzeniami sprawiającymi wrażenie filigranowych, nawet jeśli są dobrze wykonane. Tutaj naprawdę czuję, że trzymam w dłoni produkt premium.

Nowe Face ID zmiata poprzednie modele.

Oficjalnie nowe Face ID ma być o 30 proc. bardziej dokładne od sensora w poprzednich iPhone’ach. O tym przekonamy się jednak dopiero w nadchodzących tygodniach, zaś przy pierwszym kontakcie widać po prostu, że wszystko odbywa się szybciej i dokładniej. Najbardziej cieszy fakt, że w nowych iPhone’ach Face ID działa pod znacznie szerszym kątem, więc nie trzeba już ostentacyjnie unosić smartfona do twarzy, gdy chcemy zapłacić w sklepie, czy nachylać się nad leżącym na biurku telefonem, by znaleźć się w zasięgu skanera.

Gdy Face ID zadebiutowało w iPhonie X, byłem bardzo przeciw tej technologii. Była powolna i zdawała się kontrintuicyjna względem sprawdzonych czytników linii papilarnych. Apple jednak z każdą generacją smartfonów usprawniał Face ID i teraz, w modelach 11 i 11 Pro, odblokowywanie twarzą działa tak dobrze, że nie sposób zatęsknić za odciskami palca.

Może nie ma „Pro” w nazwie, ale śmiga iście profesjonalnie.

iPhone 11 od strony wydajności nie traci absolutnie nic względem droższych iPhone’ów. Napędza go autorski chip Apple’a – Bionic 13 – wspierany przez 4 GB RAM-u. A jak wiadomo, 4 GB RAM-u na iPhonie to co innego, niż 4 GB RAM-u na Androidzie. Tak jak w nowych smartfonach z Zielonym Robotem 4 GB są dziś niezbędnym minimum, tak w iPhonie dzięki znakomitej optymalizacji 4 GB RAM-u sprawiają, że iPhone 11 w końcu osiągnął płynność, jaką oczekiwalibyśmy po telefonie kosztującym ponad 3600 zł.

iPhone XR miał 3 GB RAM-u i niestety czasem brakowało mu pamięci. iPhone 11 przy 4 GB RAM-u zachowuje się tak, jak zachowywał się Galaxy Note 10 z 8 GB RAM-u. Dodajmy do tego niezwykłą płynność animacji w iOS 13 i dostajemy telefon, który rozkłada na łopatki większość konkurencji pod względem płynności działania, choć ma ekran odświeżany ze standardową częstotliwością 60 Hz.

Nikt nie będzie narzekał na aparat.

Aparaty w iPhonie 11 są re-we-la-cyj-ne. Kropka. Apple wzniósł się na poziom, który do tej pory osiągnął co najwyżej Huawei. Oczywiście przygotujemy jeszcze osobny tekst na temat aparatów w nowych iPhone’ach, ale trzymając się jedenastki – kupując tańszego iPhone’a nie jesteśmy zmuszani do żadnego kompromisu względem wersji „Pro”, prócz pozbycia się obiektywu telefoto.

Dwa 12-megapikselowe sensory z tyłu, połączone z szeroko- i ultraszerokokątnym obiektywem robią równie fantastyczne zdjęcia, co w droższych modelach.

Na krytyczną ocenę przyjdzie jeszcze czas, ale przy pierwszym kontakcie tym, co najbardziej „wyrywa z kapci”, jest nowy tryb Smart HDR. Apple wyprzedza w tej materii wszystkich, idealnie zachowując detale w cieniach i prześwietleniach nawet w najbardziej kontrastowej scenie. Niesamowita jest też ostrość obiektywów, które produkują o wiele ostrzejsze rezultat niż ubiegłoroczne iPhone’y XS.

W końcu nie można też narzekać na przedni aparat, który jak dotąd zawsze był najsłabszym elementem iPhone’ów. W iPhonie 11 mamy sensor o rozdzielczości 12 Mpix, produkujący fantastyczne rezultaty. Do tego zdjęcie możemy robić w dwóch trybach – w trybie standardowym aparat robi zdjęcie o efektywnej rozdzielczości 7 Mpix, zaś gdy obrócimy iPhone’a w poziomie (lub dotkniemy przełącznika), aparat obejmuje szerszą scenę, wykorzystując całą wielkość sensora.

Ciekawy jest fakt, że iPhone 11 za każdym razem robi zdjęcie z użyciem obydwu rozdzielczości i jeśli np. niechcący ucięliśmy głowę koledze robiąc z nim selfie, możemy ujęcie ponownie wykadrować, stosując informacje zapisane przez 12-megapikselowy sensor.

Przednim aparatem iPhone’a 11 w końcu możemy też nagrywać wideo w 4K, a nawet w slow-motion, które ma swoją oficjalną nazwę w języku Timkuka, ale sumienie zabrania mi jej wymówić.

Więcej o aparacie iPhone’a 11 przeczytacie w pełnej recenzji. Ale już na pierwszy rzut oka widać, że nowe iPhone’y mają najlepsze aparaty w historii iPhone’a i – prawdopodobnie – najlepsze aparaty spośród wszystkich smartfonów dostępnych obecnie na rynku.

Co chcecie wiedzieć?

Spędziłem z iPhone’em 11 dopiero kilka godzin i sam pytań mam więcej, niż odpowiedzi. Jeśli jest coś, co spędza wam sen z powiek i rozważacie zakup, dawajcie znać w komentarzach – odpowiemy na pytania w pełnej recenzji.

A teraz przepraszam, wracam chłonąć magię Apple’a.

Dołącz do dyskusji