Przekonali mnie. Po latach z Androidami kupiłem iPhone’a 11

Felieton/Technologie 23.09.2019
Przekonali mnie. Po latach z Androidami kupiłem iPhone’a 11

Przekonali mnie. Po latach z Androidami kupiłem iPhone’a 11

Po pięciu latach korzystania prywatnie wyłącznie ze smartfonów z Androidem przyszedł czas na zmiany. Kupiłem iPhone’a 11 i miałem ku temu co najmniej pięć solidnych powodów.

Gwoli ścisłości: fakt, iż w mojej kieszeni spoczywa teraz smartfon z nadgryzionym jabłkiem na obudowie, nie oznacza, iż wzorem wielu kolegów z redakcji rozstałem się z Zielonym Robotem. Wprost przeciwnie – nadal używam Androida jako drugiego smartfona, do tego nadal będę testował najważniejsze nowości sprzętowe z systemem Google’a na pokładzie.

O iPhonie myślałem od lat. Już pół dekady temu, gdy przesiadałem się z wysłużonej i nieodżałowanej Lumii, długo rozważałem, czy pójść w kierunku Androida, czy też iOS-a. Wtedy jednak wybór był prosty – choć pracowałem na komputerze Mac, to ówczesny iPhone 5s był dla mnie po prostu za mały i trzymał na jednym ładowaniu zbyt krótko, żebym mógł z tym żyć.

Padło więc na Androida. W tym samym czasie dołączyłem też do Spider’s Web, więc po pierwszym Androidzie przyszła kolej na kolejne i kolejne, i kolejne – zarówno prywatne, jak i testowe.

Mniej więcej od premiery iPhone’a 7 zaczęło mnie kusić, by przesiąść się na sprzęt giganta z Cupertino, ale te telefony wydawały mi się zawsze tak bardzo… nudniejsze od Androidów, że szybko odpuszczałem tę myśl.

Przy premierze iPhone’a X nie mogłem już udawać, że mam jakiekolwiek argumenty prócz ceny. iPhone X był wspaniałym urządzeniem – ale abstrakcyjnie, absurdalnie wręcz drogim. Nie potrafiłem nawet dopuścić do siebie myśli o wydaniu takiej kwoty na telefon. A potem… rynek zrobił swoje i nagle topowe smartfony z Androidem zaczęły drożeć i argument wysokiej ceny przystał być tożsamy tylko z iPhone’em, a stał się po prostu uniwersalną normą dla większości smartfonów z najwyższej półki.

I w końcu w ubiegłym roku nadeszła premiera iPhone’a XR. Telefonu, który sam publicznie na łamach Spider’s Web skrytykowałem za wyświetlacz o – zdawałoby się – śmiesznej rozdzielczości. A potem iPhone XR trafił w moje ręce na dłużej i musiałem wszystko odszczekać, bo okazało się, że to kapitalny telefon, a dzięki specyficznemu ułożeniu pikseli relatywnie niska rozdzielczość ekranu LCD w ogóle nie stanowiła problemu. Postanowiłem jednak wstrzymać się z zakupem, bo wiedziałem, że na horyzoncie są nowe iPhone’y. Wtedy jeszcze podejrzewaliśmy, że w tym roku ujrzymy wszystkie urządzenia z ekranem OLED i USB-C, więc tym bardziej trzymałem kciuki.

Gdy przyszedł moment premiery i okazało się, że nie ma ani taniego iPhone’a z OLED-em, ani iPhone’a z USB-C, byłem dość rozczarowany. Przez moment rozważałem odłożenie pomysłu zakupu iPhone’a na następny rok i zakup Samsunga Galaxy Note 10 lub OnePlusa 7 Pro, które są obiektywnie o wiele lepszymi telefonami od iPhone’a 11, a już na pewno ich stosunek ceny do jakości jest znacznie wyższy niż w przypadku produktu Apple’a.

Finalnie jednak poddałem się – zamówiłem iPhone’a 11 128 GB w kolorze białym na dzień premiery. Oto pięć powodów, dlaczego.

1. Nieprzewidywalność Androida.

To chyba najważniejszy ze wszystkich powodów. Przez ostatnie lata przetestowałem większość istotnych nowych urządzeń na rynku i na absolutnie każdym z nich Android zachowywał się inaczej. Raz system przywracał się w pełni z chmury, raz nie. Raz aplikacje działały bez zarzutu, raz nie. Raz funkcja X działała, raz nie. W jednym telefonie była funkcja Y, w drugim nie. I tak dalej, i tak dalej.

Oczywiście ten problem jest większości konsumentów totalnie obcy; normalni ludzie nie zmieniają telefonów na tyle często, by do tego stopnia zwracać uwagę na rozbieżności działania systemu operacyjnego na smartfonach różnych producentów. A nawet jeśli, to mają dość czasu, by do zmian przywyknąć.

Ja, testując smartfony z Androidem, nie mam tego luksusu. A takie zmiany urządzeń co 2-3 tygodnie, gdy każde z nich działa inaczej, rodzi całkiem uzasadnioną frustrację. W końcu przyszedł moment, w którym postanowiłem, że nie chcę przeżywać podobnej frustracji na swoim prywatnym telefonie.

Pomijając okazjonalne wpadki, które każdemu się zdarzają, iPhone naprawdę „po prostu działa”.

2. Dostępność i jakość aplikacji.

Nie da się z tym faktem polemizować – aplikacje na iOS są lepsze. Zaprojektowane z większą dbałością o detale, regularniej aktualizowane, czasem nawet różnią się funkcjami. Na iOS łatwiej też znaleźć niesamowite programy, o których użytkownicy Androida mogą tylko pomarzyć, zwłaszcza w sferze aplikacji fotograficznych (polecam aplikację Focos – dla niej jednej warto mieć iPhone’a).

Dochodzi też kwestia tego, iż w ostatnim czasie moje potrzeby znacząco się zmieniły i korzystam z usług oraz produktów, których aplikacje towarzyszące na Androida albo są tragicznie złe, w porównaniu z tymi z iOS-a, albo po prostu ich nie ma.

Mamy 2019 r., a posiadacze Androidów nadal są traktowani jak klienci drugiej kategorii. W dodatku wciąż statystycznie androidziarze są mniej skłonni płacić za aplikacje, co w konsekwencji sprawia, że wielu developerów nie widzi na Zielonym Robocie rynku dla swoich programów.

3. Dostęp do nowych usług Apple’a

O ile nie zamierzam porzucać Spotify na rzecz Apple Music, gdyż korzystam także z Androida i Windowsa, tak bardzo chcę skorzystać z nowych usług Apple’a – Apple Arcade i Apple TV+.

Dopiero zaczynam bawić się Arcade’em na moim iPhonie, więc jeszcze nie wiem, czy opłacę abonament od razu, ale nie mam wątpliwości, że zarówno jeśli chodzi o gry, jak i o filmy czy seriale, w platformach Apple’a wkrótce zaczną się pojawiać perełki, których nie zobaczymy nigdzie indziej. Jako osoba fascynująca się popkulturą nie chcę być odcięty od tych nowości.

I już pomijam fakt, że w przypadku gier – tak jak w przypadku aplikacji – produkcje wychodzące na iPhone’a są bardziej dopracowane, jest ich więcej i niemal zawsze pojawiają się na sprzętach Apple’a jako pierwsze (vide: Fortnite).

4. Aparat

Zanim zgrillujecie mnie w komentarzach dolewając do ognia Huaweiami P30 Pro i Note’ami 10, dodam, o co konkretnie chodzi.

Kupując iPhone’a 11 nie wiedziałem jeszcze, czy jego aparat jest lepszy w zdjęciach od Huawei P30 Pro, Note’a 10 czy innego Pixela 3. W testach, które przeprowadziliśmy wewnątrz redakcji, okazało się, że jest, ale pomijając zdjęcia, od razu wiedziałem, że iPhone zawsze będzie lepszym wyborem do nagrywania wideo.

Żaden smartfon z Androidem nie nagrywa wideo tak, jak robi to iPhone. Wideo ze smartfonów Apple’a od zawsze ma wyższą jakość, lepiej radzi sobie z automatycznym nastawianiem ekspozycji, autofocusem i stabilizacją. A teraz, gdy można ponadto nagrywać wideo 4K z przedniego aparatu i wygląda ono kapitalnie, kupno iPhone’a z zamiarem nagrywania wideo to, z angielska mówiąc, no-brainer.

5. Sprzęt, do którego nie będę miał uwag

Należę do tej dziwnej grupy ludzi, którym grubsze ramki i notch w iPhonie nie przeszkadzają. Irytują mnie natomiast ultra-cienkie ramki niektórych smartfonów z Androidem, przez które łatwo o przypadkowe dotknięcia, a jeszcze bardziej to, że każdy telefon zupełnie inaczej zarządza przestrzenią na górnym pasku, czy ma tam wcięcie, czy go nie ma.

Takich kwiatków po stronie Androida zawsze znajdzie się kilka. Nie znalazłem jeszcze telefonu, do którego nie byłbym w stanie przyczepić się od strony jakości wykonania, projektu lub irytujących drobiazgów.

I nie inaczej jest z iPhone’em, ale doświadczenie z iPhone’em XR nauczyło mnie, że choć kilka rzeczy mi się nie podoba (wystający aparat, w iPhonie 11 obrzydliwie wręcz wystający), tak cała reszta idealnie wpisuje się w moje potrzeby.

Ekran? Nawet przy niskiej rozdzielczości jest lepszy od większości ekranów w telefonach z Androidem. Głośniki grają niesamowicie, jak na smartfon. Akumulator? W XR był kapitalny, w iPhonie 11 wygląda na to, że będzie tak samo, albo i bardziej kapitalny. Jakość wykonania? Wzorowa. Podobnie jak rozmieszczenie przycisków, rozmiar i ogólne odczucia z obcowania ze smartfonem.

W iPhonie 11 doszło do tego jeszcze usprawnione Face ID, które jest zauważalnie szybsze i dokładniejsze od poprzedniej generacji. W efekcie od 3 dni korzystam z telefonu, który – jak do tej pory – jeszcze ani odrobinkę mnie nie zirytował od strony czysto fizycznej. Nie mogę temu urządzeniu nic zarzucić w codziennym użytkowaniu.

A tego brakowało mi najbardziej w świecie Androida – spokoju i braku irytacji. Tutaj w końcu czuję, że mam szansę osiągnąć sprzętowe zen (jakkolwiek fanbojsko to brzmi).

Czy iPhone 11 jest najlepszym telefonem na rynku? Ależ skąd!

Jest jednak najlepszym telefonem dla mnie. Lepszym byłby prawdopodobnie tylko iPhone 11 Pro Max, ale nie pogięło mnie jeszcze na tyle, by wydać grubo ponad 6000 zł za telefon, choćby nie wiem jaki był dobry.

Czy za cenę iPhone’a 11 można kupić lepsze urządzenie? Obiektywnie – tak. Pod względem możliwości zarówno wspomniany Note 10, jak i OnePlus, jak i Huawei biją na głowę iPhone’a.

Czy iPhone 11 ma dobry stosunek ceny do jakości? W świecie iPhone’a tak, ale poza nim – absolutnie nie. Smartfony kosztujące połowę tego, co nowy iPhone, potrafią 90 proc. tego, co potrafi nowy iPhone. Nie ma mowy o dobrym stosunku ceny do jakości.

I nawet nie zaczynajmy tematu bazowej pamięci na dane w iPhone’ach i ładowarki 5W w iPhonie 11, bo krew się gotuje na samą myśl. Nie, jeśli chodzi o opłacalność zakupu, iPhone – absolutnie każdy iPhone – to fatalny wybór.

Ale chyba… w końcu dojrzałem do tego, by przestać patrzeć na zakupy technologicznie wyłącznie przez pryzmat opłacalności, stosunku jakości do ceny i suchej specyfikacji.

Kupiłem iPhone’a po 5 latach z Androidem. Po 5 latach odmawiania sobie iPhone’a. I wiecie co? Choć nie kupiłem najlepszego telefonu, jaki można kupić za te pieniądze – nie żałuję.

Przynajmniej na razie.

Dołącz do dyskusji