Astronomowie szykują się na wizytę z zagranicy. Zbliża się do nas obiekt spoza Układu Słonecznego

Artykuł/Nauka 13.09.2019
Astronomowie szykują się na wizytę z zagranicy. Zbliża się do nas obiekt spoza Układu Słonecznego

Astronomowie szykują się na wizytę z zagranicy. Zbliża się do nas obiekt spoza Układu Słonecznego

Astronomom udało się dostrzec kolejny obiekt, który prawdopodobnie nie pochodzi z naszego Układu Słonecznego. Tym razem, wszyscy planują być o wiele lepiej przygotowani, niż w przypadku odkrycia Oumuamuy.

Obiekty międzygwiezdne dość rzadko odwiedzają nasze sąsiedztwo. A właściwie to: rzadko udaje nam się je zauważyć. Jednym z takich obiektów o potwierdzonym pochodzeniu międzygwiezdnym była planetoida Oumuamua, zauważona przez astronomów w październiku 2017 r. Miała ona na tyle osobliwy kształt, że bardzo szybko pojawiły się doniesienia, że jest to statek obcych, co oczywiście okazało się totalną bzdurą.

C/2019 Q4 (Borisov) ma trochę mniej chwytliwą nazwę

W przypadku C/2019 Q4 (Borisov) nikt na razie nie wpadł na taki pomysł. Kolejną różnicą między tymi dwoma obiektami jest to, że Oumuamua została zauważona w chwili, gdy mijała już Słońce i opuszczała nasz Układ Słoneczny. Obiekt C/2019 Q4 (Borisov) dopiero się do nas zbliża.

Po raz pierwszy został zaobserwowany 30 sierpnia przez astronoma-amatora, Gennady’ego Borisova, który czym prędzej o swoim odkryciu poinformował astronomów z Krymskiego Obserwatorium Astrofizycznego. Początkowo uznano go za pospolita kometę, nadając mu nazwę gb00234. Jednak po bliższym przyjrzeniu się jego orbicie, astronomowie odkryli, że C/2019 Q4 (Borisov) pochodzi spoza Układu Słonecznego i, co najlepsze, w grudniu będzie przelatywał dość blisko Ziemi. To oczywiście znacznie ułatwi jego bliższe badanie. Ze wstępnych danych, którymi dysponują astronomowie wynika, że C/2019 Q4 (Borisov) przeleci między orbitami Jowisza i Marsa.

Dzięki odkryciu naszego nowego gościa z tak dużym wyprzedzeniem, astronomowie za punkt honoru stawiają sobie jak najlepsze przygotowanie do jego obserwacji. Olivier Hainaut z European Southern Observatory oznajmił, że wszystkie inne projekty prowadzone w ESO zostaną zawieszone na rzecz obserwacji C/2019 Q4.

Czym właściwie jest C/2019 Q4 (Borisov)?

Aktualnie nikt nie jest w stanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Powód jest bardzo prosty: nasz sprzęt do obserwacji kosmosu ma swoje ograniczenia, przez co w obrazach teleskopów widać go jako rozmytą plamę. Ta niedoskonałość utrudnia też określenie jego dokładnej pozycji – na razie szacuje się jednak, że znajduje się on ok. 3,5 jednostki astronomicznej (czyli odległości między Ziemią i Słońcem) od Słońca.

Na słabej jakości obrazach widać też, że C/2019 Q4 (Borisov) ciągnie za sobą mały warkocz pyłów, co jest bardzo charakterystyczną cechą komet. Fakt ten ułatwi na pewno analizę składu chemicznego naszego zagranicznego gościa – badanie składu chemicznego pyłu ciągnącego się za kometami przez spektrometry, w które wyposażona jest spora ilość teleskopów mamy opanowane całkiem nieźle.

Skąd przyleciał?

Tego też nie wiadomo. Astronomowie nie są nawet do końca pewni, czy Borisov rzeczywiście pochodzi spoza naszego Układu Słonecznego. Hainaut co prawda stwierdził, że przyporządkowanie jego orbity do obiektu pochodzącego z Układu Słonecznego byłoby niezwykle trudne i mało realne. Do podobnych wniosków doszli również astronomowie z Międzynarodowej Unii Astronomicznej Minor Planet Center.

Otrzymujemy coraz więcej danych na temat obserwowanego obiektu, które wskazują na to, że jest on obiektem międzygwiezdnym. Żeby jednak wykluczyć wszystkie inne możliwości, potrzebujemy jeszcze kilka dni lub tygodni. Na razie jednak wygląda na to, że coś co narodziło się wokół innej gwiazdy zmierza w naszym kierunku – zaznaczył Hainaut.

Odkrycie to jest niezwykle ekscytujące z punktu widzenia astronomii. Być może dokładniejsza analiza C/2019 Q4 ujawni kilka informacji na temat układu gwiezdnego, w którym powstał. Być może też poznamy kilka ciekawostek na temat miejsc, które odwiedził po drodze.

Najwygodniej byłoby oczywiście wysłać na jego powierzchnię jakąś małą sondę, która mogłaby dokonać kilka odwiertów i przeanalizować go z bliska. Do grudnia zostało jednak niewiele czasu, a biorąc pod uwagę tempo realizacji większości projektów naukowych, obstawiałbym raczej, że skończy się na stacjonarnych obserwacjach z bliska. Chociaż oczywiście mam nadzieję, że się mylę.

Dołącz do dyskusji