Niektórzy czują niepokój, gdy patrzą na te roboty. Boston Dynamics – historia prawdziwa

Artykuł/Sprzęt 26.09.2019
Niektórzy czują niepokój, gdy patrzą na te roboty. Boston Dynamics – historia prawdziwa

Niektórzy czują niepokój, gdy patrzą na te roboty. Boston Dynamics – historia prawdziwa

Mało która firma działa tak na wyobraźnię futurystów, co Boston Dynamics. Jej BigDog, gdy po raz pierwszy został zaprezentowany, budził zarówno podziw, jak i… grozę. Zdaliśmy sobie bowiem sprawę jak już niewiele nam brakuje do stworzenia robotów niczym z Terminatora.

Choć trudno w to uwierzyć – dla tych, co pamiętają historię Boston Dynamics od samego początku – to firma ta ma już 27 lat. Została założona w 1992 r., by sformalizować swoją działalność i się upodmiotowić. Funkcjonowała bowiem wcześniej jako projekt akademicki politechniki Massachusetts Institute of Technology (MIT).

Takie wydzielenie formalne było prawdopodobnie niezbędne do współpracy z pierwszym inwestorem Boston Dynamics. Wspomniany we wprowadzeniu do niniejszego artykułu BigDog był bowiem pierwszym zaprezentowanym przez nią produktem, który został ufundowany przez DARPA, a więc amerykańską Agencję Zaawansowanych Projektów Badawczych w Obszarze Obronności. Drugim z inwestorów była zajmująca się programową symulacją ludzkich zachowań firma DI-Guy.

DI-Guy nie było jednak przesadnie zainteresowane robotyką, choć jego pieniądze pozwoliły rozkręcić działalność Boston Dynamics. Wspólnie oba podmioty opracowały komputerowe symulacje pozwalające pilotom i obsłudze trenować starty samolotów z lotniskowców. Jednak to projekty pod patronatem DARPA zwróciły uwagę całego świata. I kolejnych inwestorów: w 2013 r. firmę przejął Google X, a w 2017 r. japoński SoftBank. Zresztą owoce współpracy z DI-Guy były tak bliskie sercu Boston Dynamics, że… zostały przekazane firmie VT MAK, tuż przed przejęciem przez Google’a.

Hej, BigDog! Aport!

DARPA była zainteresowana stworzeniem mechanicznego środka transportu, który pomagałby żołnierzom przenosić ładunek i zapasy w terenie, w którym pojazdy kołowe by sobie nie poradziły. Potrzebowała więc muła, którego nie trzeba będzie karmić czy dbać jak o żywą istotę. Boston Dynamics zdecydowało jednak kopiować naturę, zamiast opracowywać wymyślny system napędowy oparty na kołach czy gąsienicach. Właśnie z tą myślą zaprojektowano BigDoga, a więc pierwszego funkcjonującego i zaprezentowanego publicznie robota z Boston Dynamics.

BigDog naśladuje budowę muła wszędzie tam, gdzie ma to jakiś sens. Podobnie jak to zwierzę, porusza się na czterech nogach, które są wyposażone w system nerwowy: a więc system czujników, na który składają się, między innymi, czujnik ułożenia kończyn i złącz oraz czujnik zbliżeniowy. Odpowiednikiem zmysłu równowagi są żyroskop laserowy i system widzenia steroskopowego. Pojazd jest jednak nieco mniejszy od wspomnianego ssaka. Ma 0,91 m długości i 0,76 m wzrostu, ważąc przy tym 110 kg.

Na pokładzie BigDoga znajduje się w sumie około 50 czujników. Piesek (a raczej jego pokładowy komputer, czyli Pentium 4 i QNX OS) nie tylko więc ma wszystkie niezbędne informacje do zachowania równowagi, ale też wie na jakiej wysokości się znajduje, z jaką prędkością się porusza, jaki jest jego pęd i przyspieszenie. Komputer też w sposób ciągły monitoruje wszystkie istotne parametry pracy wbudowanych silników.

Konstrukcja przeszła najśmielsze oczekiwania. BigDog w swojej pierwszej wersji bez problemu maszeruje i truchta. Potrafi stanąć dęba lub usiąść, by ułatwić załadunek czy serwis. Jego maksymalna prędkość to 6,4 km/h dźwigając przy tym 150 kg ładunku po zboczu o nachyleniu 35 stopni.

BigDog z czasem doczekał się kilku usprawnień. Jego podwersja AlphaDog, wedle prezentacji Boston Dynamics, radzi sobie bez problemu również ze śliską nawierzchnią i potrafi sam się podnieść po przewróceniu na bok.

Jego przygotowana do warunków bojowych wersja – LS3 – była dodatkowo zabezpieczona przed czynnikami środowiskowymi, takimi jak pył, wilgoć czy ekstremalne temperatury. Pojawiła się też wersja wyposażona w dodatkowe, zrobotyzowane ramie. Może być ono wykorzystane do podnoszenia przedmiotów do 23 kg a nawet rzucania nimi bez utraty równowagi.

BigDog to sukces i niewypał. Piesek dzielnie znosił trudy doświadczalnego pola walki. Niestety okazał się za głośny.

Największą słabością BigDoga okazał się jego napęd. Nie to by powodował problemy z pokonywaniem przeszkód czy noszeniem ładunku, ale jest tak po prostu za głośny. To spalinowy jednocylindrowy dwusuw o mocy 15 koni mechanicznych przy 9000 obr./min. BigDog, w tym jego wyciszona wersja LS3, byłby równie użyteczny, co niebezpieczny – zdradzając pozycję towarzyszącej mu piechoty czujnemu wrogowi.

Słysząc ten wyrok, Boston Dynamics opracował pospiesznie elektryczną wersję BigDoga o nazwie Spot. Projekt ten jednak również skończył w szufladzie, bowiem ten robot był w stanie udźwignąć raptem 18 kg załadunku. Ale doprowadził do uruchomienia zupełnie nowego.

Oto (niemal) bezgłośny Spot Mini

Spot Mini – choć dziś jego nazwę skrócono do, tak po prostu, Spot – nie jest już projektowany z myślą o zastosowaniach wojskowych. Będzie dostępny do kupienia dla każdej firmy, która znajdzie dla niego zastosowanie. To najlżejszy ze wszystkich robotów Boston Dynamics, waży raptem 25 kg. I korzysta z wielu mechanizmów opracowanych pierwotnie z myślą o BigDogu.

Spot Mini (od tej pory będę go określał według nowej nomenklatury Spotem – choć pamiętajmy, że istniał wcześniej inny, wyżej wspomniany Spot) potrafi sam znaleźć drogę do miejsca, które mu wskażemy. Omija przeszkody na swojej drodze i jest mistrzem w zachowywaniu równowagi.

Robot wyposażony jest w cztery sloty na dodatkowy sprzęt, który mógłby rozwinąć jego umiejętności. Na przykład czujniki atmosferyczne, pozwalające mu na wykrycie wycieku gazu, czy antenę dalekiego zasięgu. Na ewentualne potrzeby branży rozrywkowej Spota nauczono nawet… tańczyć.

A gdyby tak stworzyć robota wyścigowego? Tak powstał Cheetah

Cheetah został opracowany bardziej jako eksperyment, bez konkretnych planów na jego zastosowanie. Czteronożny robot jest w stanie galopować bez żadnego problemu z równowagą z prędkością 45 km/h. Problemem Geparda jest jednak jego zewnętrzny system zasilania, co czyni jego rekordową prędkość stricte teoretyczną.

Robo-ludzie. Czyli PETMAN i Atlas

To kolejne dwie godne odnotowania konstrukcje Boston Dynamics. PETMAN to ta bardziej nudna z obu. To dwunożny robot, opracowany z myślą do testowania kombinezonów ochronnych. Jego głównym atutem jest możliwość wiernego replikowania sposobu, w jaki poruszają się ludzie. Dużo ciekawszym z humanoidalnych robotów Boston Dynamics jest Atlas.

Atlas powstał na zlecenie DARPA, która poszukiwała robota przeznaczonego do zadań SAR (search and rescue). Ma niemal 1,8 m wzrostu i wygląda niczym robot z filmów science-fiction. Został zbudowany na bazie PETMAN-a i został wyposażony w cztery napędzane hydraulicznie kończyny. Atlas to niezły grubasek: waży 150 kg i jest wykonany głównie z aluminium i tytanu.

Robot obserwuje świat za pomocą dwóch zestawów czujników. Pierwszym jest laserowy dalmierz, drugim zaś kamera dwuobiektywowa. Robot bez problemu radzi sobie w trudnym terenie, może się wspinać na wzniesienia i wykorzystywać do tego – w razie potrzeby – wszystkie cztery kończyny. Atlas potrafi prowadzić samochód (na pustej drodze, ignorując przepisy), otwierać drzwi a nawet posługiwać się narzędziami. W unikaniu przeszkód pomaga mu system LIDAR.

Co dalej dla Boston Dynamics?

Produkty tejże firmy robią wrażenie na inżynierach z całego świata. Stały się też częścią popkultury, ich imitacje pojawiły się w licznych serialach czy filmach. A nawet sprowokowały dyskusje o bezpieczeństwie człowieka w kontekście tych maszyn i nerwowe wertowanie praw Asimova na temat etyki robotów. Kreatywność internautów też jest godna odnotowania – powyższy film to fejk, wytwór wyobraźni jednego z youtuberów.

Finansową przyszłość Boston Dynamics ma niezmiennie zapewnioną. Choć armia amerykańska wedle jawnej wiedzy jeszcze nie wdrożyła do działania ani jednego z robotów, tak bez wątpienia pilnie przygląda się dalszym pracom – i nadal je funduje. Atlas i Spot mają też znaleźć zastosowanie w prywatnym sektorze, Spota wręcz już teraz można wypożyczyć celem sprawdzenia jego przydatności.

Nikt więc o zdrowych zmysłach nie odetnie Boston Dynamics od źródeł pieniędzy. Ich wynalazki, choć nadal głównie w formie konceptów, prawdopodobnie znacząco wpłyną na przyszłość militarystyki i przemysłu. Mam jednak tylko nadzieję – jako mocno walnięty w głowę pod tym względem psiarz – że Spot nigdy nie zastąpi prawdziwego psiaka. Sony Aibo się nie udało. Spotowi również życzę kariery głównie przy ciężkiej fizycznej pracy.

Dołącz do dyskusji

Advertisement