Różnice w cenie Apple TV+ w Polsce i Stanach Zjednoczonych nie są przypadkowe

Felieton/Technologie 12.09.2019
Różnice w cenie Apple TV+ w Polsce i Stanach Zjednoczonych nie są przypadkowe

Różnice w cenie Apple TV+ w Polsce i Stanach Zjednoczonych nie są przypadkowe

Rynek VOD i usług telewizji przekazywanej przez internet bardzo różni się w Stanach Zjednoczonych i Europie. Wśród amerykańskich dostawców usług wideo OTT królują tacy, którzy u nas są nieobecni.

Jak pisze serwis Multichannel News, Roku i Amazon Fire TV kontrolują 70 proc. całego rynku odtwarzaczy „przytelewizorowych” (tzw. set-top-box) w Stanach Zjednoczonych. Liderem rynku jest nieznana u nas platforma Roku, której oferta odtwarzaczy streamujących media jest obecna w każdym sklepie z elektroniką w Stanach. Na tę platformę powstają aplikacje do odtwarzania wszystkich wiodących usług streamingowych w tym kraju.

Roku w swojej ofercie ma zwykłe „pudełko” do TV, tzw. tv stick, czyli małe urządzenie będące odpowiednikiem np. Google Chromecasta, a nawet soundbar. Charakterystyczne urządzenia z fioletowymi akcentami znajdują się w wielu domach w Stanach Zjednoczonych.

Drugim graczem na tym rynku jest natomiast Amazon ze swoją rodziną urządzeń Fire TV. One również są oficjalnie niedostępne na polskim rynku, natomiast dzielnie walczą na amerykańskim i brytyjskim rynku. Globalnie Fire TV może poszczycić się aż 34 milionami użytkowników, a Roku 29 milionami. W świecie urządzeń wideo OTT te dwie platformy są istotne – każdy, kto chce dotrzeć ze swoją ofertą do użytkowników, musi napisać aplikacje właśnie na nie.

Chyba, że ktoś chce sprzedać własną platformę sprzętową.

I to właśnie robi Apple. Wyceniając subskrypcję swojej nowej usługi Apple TV+ na 4,99 dolarów, a nawet rozdając ją klientom za darmo, wie co robi.

Żeby wzbudzić zainteresowanie wśród amerykańskich cord-cutterów (ludzi, którzy rezygnują z tradycyjnej kablówki na rzecz oglądania telewizji i wideo na żądanie wyłącznie za pośrednictwem internetu), trzeba wykazać się wyjątkowo korzystną ofertą. Chodzi tu o sprzedaż własnej platformy sprzętowej do oglądania Apple TV+, czyli Apple TV, które nie radzi sobie na amerykańskim rynku tak dobrze, jak wyżej wspomniane platformy i mający podobny udział w rynku Chromecast od Google’a.

Chodzi o umieszczenie kolejnego elementu ekosystemu Apple’a tam, gdzie dotąd firma nie radziła sobie dobrze, czyli w salonie wyposażonym w telewizor. Nie ma znaczenia tutaj ewentualna dostępność usługi na inych platformach (w tym np. przez WWW) – na rozwiniętych rynkach liczy się wygoda korzystania, jaką zapewnia siedzenie na kanapie z pilotem w ręku.

Na dobrą sprawę wyjaśnia to nawet sprawę wyższej ceny usługi w Polsce.

W naszym kraju, nasyconym pod względem set-top-boksów od kablówek i z Android TV oraz SmartTV rożnych firm, istnieje mała szansa na podkręcenie sprzedaży przystawki z tak ubogą dla nas ofertą. Tylko najwięksi fani jabłuszka kupią Apple TV (mam na myśli urządzenie), w cenie w jakiej jest ono oferowane, nie mając możliwości zainstalowania wielu obecnych na naszym rynku aplikacji.

Oprócz tego zakup słabej oferty Apple TV+ nie jest w Polsce opłacalne, bo mamy dostęp do usług z większą biblioteką VOD i kilkudziesięciu kanałów TV po polsku.

Mam wrażenie, że Apple zrezygnował z wyścigu już na samym jego początku. No chyba, że jednak czymś nas mile zaskoczy w momencie listopadowej premiery usługi na naszym rynku. Oby tak było.

Dołącz do dyskusji

Advertisement