Ile prądu zużywa domowe biuro? Postanowiłem to sprawdzić

Ile prądu zużywa domowe biuro? Postanowiłem to sprawdzić

Ile prądu zużywa domowe biuro? Postanowiłem to sprawdzić

Pracuję z domu już ponad 10 lat i nigdy nie zadałem sobie jednego pytania – ile mnie to kosztuje? Zdecydowałem się więc z pomocą jednego małego urządzenia zweryfikować, ile miesięcznie i rocznie wydaję na zasilenie mojego stanowiska pracy.

Moim pomocnikiem w tych obliczeniach był licznik energii elektrycznej MEW-01, który dostarczył mi wszystkich danych do obliczeń.

Ale po kolei.

Cóż takiego muszę zasilić w biurze?

Zaskakująco dużo rzeczy. Jest komputer, który działa przeważnie przez kilkanaście godzin dziennie. Są co najmniej dwa stanowiska do ładowania telefonów. Kilka stanowisk do ładowania zegarków. Oczyszczacz powietrza. Aparat, który wymaga regularnego ładowania. Router. Dysk sieciowy, chrupiący swoim dyskiem godzina po godzinie przez większość doby. Pojedyncze oświetlenie studyjne. Drukarka.

I pewnie jeszcze kilka innych rzeczy, które podpinam niemal nieświadomie do kontaktu każdego dnia co najmniej raz.

Domowe biuro może pochłaniać miesięcznie sporo energii, a co za tym idzie – generować wysokie koszty. Przekonajmy się jednak, czy to prawda.

Jak mierzyłem, czyli jak działa MEW-01.

Teoretycznie mógłbym uzbroić każde gniazdko w odpowiednią wtyczkę, która mierzyłaby zużycie energii. Biorąc jednak pod uwagę cenę takich wtyczek (ok. 300 zł), jest to rozwiązanie niespecjalnie opłacalne. Albo inaczej – koszmarnie nieopłacalne.

Do mojej rozdzielni elektrycznej trafił więc monitor energii elektrycznej MEW-01. Czyli zamiast 6-8 urządzeń mam 1, do tego wielokrotnie tańsze.

Jak to się montuje i konfiguruje?

I tutaj trzy wielkie plusy.

Po pierwsze – MEW-01 komunikuje się ze światem za pośrednictwem WiFi. Nie ma więc powodów, żeby martwić się o ograniczenia zasięgu i podobne kwestie. W zestawie mamy odpowiednio mocną antenę, natomiast jeśli mamy np. metalową rozdzielnię, możemy wyprowadzić antenę zewnętrzną (nie ma w zestawie).

Po drugie – MEW-01 nie wymaga żadnych mostków, serwerów i innych cudów. Podczas konfiguracji łączymy go z domową siecią WiFi i od tego czasu mamy do niego stały dostęp przez całą dobę. Niezależnie od tego, w jakim miejscu świata jesteśmy i jak daleko od domu wyjechaliśmy.

Po trzecie – instalacja MEW-01 w rozdzielni jest banalnie prosta. Na tyle prosta, że elektryk, który montował u mnie ten sprzęt przy okazji, nie wziął za to ani grosza. Monitor po prostu osadzamy na szynie TH35 (zajmuje miejsce dwóch jednofazowych modułów), a odpowiednie przewody podłączamy do właściwych faz. Potem pozostaje podłączenie znajdujących się w zestawie przekładników prądowych (100 A) i cały proces montażowy zakończony.

MEW-01 potrafi przy tym monitorować zużycie energii w trójfazowych instalacjach, ale jeśli ktoś ma tylko jedną – również może skorzystać z tego sprzętu.

Po wykonaniu tych wszystkich czynności można zamknąć rozdzielnię i sięgnąć po smartfona. Po raz kolejny – nie trzeba nic grzebać w instalacji, nie trzeba konfigurować i kupować żadnych bramek, nie trzeba montować żadnego smart domowego systemu. Wszystko jest gotowe do działania.

Zajrzyjmy do aplikacji

Konfiguracja monitora – podobnie jak jego instalacja – nie powinna zająć więcej niż kilka minut. Prawdopodobnie nawet zajmie nam mniej czasu, chyba że przy okazji zapoznamy się z tym, co aplikacja Supla umie dodatkowo. Ale to już materiał na inny tekst.

Skoro już z poziomu aplikacji monitorujemy zużycie energii, to dlaczego nie rozbudować naszego smart domu o kolejne podzespoły?

Tym, co nas interesuje, są informacje serwowane nam przez MEW-01. Możemy je przy tym przeglądać na kilka sposobów.

Na ekranie głównym aplikacji widzimy aktualny stan naszego licznika, razem z sumarycznym zużyciem energii elektrycznej:

Jeśli przesuniemy palcem w prawo, dostajemy dostęp do dużo bardziej szczegółowych informacji. Tutaj widzimy nie tylko sumaryczne zużycie od momentu montażu licznika, ale i zużycie w bieżącym miesiącu, koszt w danym miesiącu i za cały okres pomiarów, a także szczegółowe parametry dla każdej z faz.

Zużycie jest przy tym odświeżane w czasie rzeczywistym, więc więc jeśli ktoś chce sprawdzić, czy przypadkiem nie zostawił np. w domu włączonego piekarnika – spokojnie da się to zrobić.

Nas jednak najbardziej dla tego małego eksperymentu interesuje ikona po prawej stronie – ta z niewielkim wykresem. To właśnie tutaj możemy sprawdzić, jak wyglądało nasze historyczne zużycie prądu.

Nie ma przy tym większego znaczenia, czy chcemy przejrzeć to zużycie minuta po minucie, dzień po dniu czy rok do roku – wykres da się niemal dowolnie dostosować. Ba, opcji jest dużo, dużo więcej.

Do naszych potrzeb najlepiej dostosowany będzie wykres z ostatnich 30 dni, podzielony na dni:

Ewentualnie wykres kołowy z tzw. rankingiem dni tygodnia, czyli zużyciem sumarycznym od poniedziałku do piątku (przy czym te dane dotyczą całego okresu pomiarów):

Jak przy okazji widać, na wykresie rozróżnione jest zużycie energii elektrycznej dla poszczególnych faz. Jeśli ktoś ma więc instalację elektryczną rozplanowaną z głową (ja niestety nie mam), może jeszcze dokładniej monitorować, co w jego domu zużywa energię i np. co jest aktualnie włączone.

Dane można oczywiście nie tylko przeglądać w aplikacji, ale również wyeksportować do pliku CSV. Dodatkowo są udostępnione przez REST API, gdzie można wykorzystywać je w zewnętrznych aplikacjach.

Jak będziemy liczyć?

MEW-01 ma (za pośrednictwem strony internetowej) opcję ustalania ceny za energię elektryczną. Niestety jest tutaj jeden problem – nie uwzględnia wariantu dwutaryfowego, z którego korzystam, choć ta opcja ma się pojawić w przyszłości. Z drugiej strony – jestem beznadziejny w tym korzystaniu z urządzeń elektrycznych we wskazanych godzinach, więc przyjmiemy uśredniony koszt za 1 kWh na poziomie 50 gr.

Żeby policzyć, ile kosztuje zasilenie mojego domowego biura, weźmiemy po prostu dla mniej więcej trzech ostatnich tygodni średnią z dni tygodnia od poniedziałku do piątku, a także średnią z weekendów, kiedy nie pracuję, i wyliczymy z tego różnicę. Odrzucimy przy tym najwyższe wartości dla poszczególnych dni, bo przeważnie oznaczają one dzień prania i suszenia, co mogłoby znacząco zafałszować wyniki – i to w obie strony.

Reszta czynników jest raczej niezmienna przez cały tydzień. Pracując w domu nie czekam na weekend ze sprzątaniem, nie jadam na mieście, tylko gotuję w domu, i tak dalej. Mój tydzień pracy pod względem zużycia energii wygląda więc identycznie jak weekend – z pominięciem biura, które chcemy wyliczyć.

Żeby łatwo mnie było złapać na ewentualnym błędzie, oto dane:

Odpada więc tylko jeden dzień, czyli jedna niedziela, podczas której ktoś chyba się wściekł z używaniem pralki i suszarki. I tak, pewnie byłem to ja.

W sumie więc przez 14 dni roboczych zużyłem 166,08 kWh, co daje średnią na poziomie 11,86 kWh dziennie. Przez 5 dni weekendowych (wyłączona jedna niedziela) mój dom pochłonął natomiast 48,19 kWh, czyli 9,64 kWh.

Różnica? W zaokrągleniu 2,22 kWh na dzień, czyli nieco ponad 1,11 zł dziennie za prowadzenie firmy z domu. Nie kupiłbym za to nawet biletu na tramwaj w jedną stronę, gdybym miał dojeżdżać do biura. O kosztach wynajmu nie wspominam.

Nawet jeśli przemnożymy ten wynik przez wszystkie dni pracujące w roku (sprawdziłem – podobno jest ich w 2019 r. aż 251), to i tak końcowa kwota będzie śmieszna – na poziomie 279 zł.

Chyba więc dobrze zrobiłem, że przez 10 lat nie przejmowałem się tymi kosztami. Ale teraz przynajmniej mam świadomość, moja decyzja sprzed dekady była słuszna.

Zostaje mi więc tylko – z pomocą MEW-01 – prześledzić, na co mój dom zużywa pozostałe 10 kWh dziennie. Mam już kilku podejrzanych…

* Materiał powstał przy współpracy z marką Zamel.

Dołącz do dyskusji