Test szczoteczek sonicznych… i nie tylko

Artykuł/Sprzęt 28.08.2019
Test szczoteczek sonicznych… i nie tylko

Test szczoteczek sonicznych… i nie tylko

Przyszedł czas na wybór nowej szczoteczki do zębów. Z tą starą nie zadziało się nic złego, jednak człowiek czasami potrzebuje zmian, odświeżenia, sprawienia sobie czegoś nowszego i lepszego. 

Zrobiłem solidny research, po którym okazało się, że jednymi z najbardziej popularnych modeli szczoteczek elektrycznych są szczoteczki soniczne. Postanowiłem więc sprawdzić kilka najpopularniejszych modeli. Tylko tak mogłem sobie odpowiedzieć na pytanie: jaką szczoteczkę wybrać?

Spis treści

1. Słowem wstępu
2. Krok pierwszy: wybór szczoteczek
3. Philips Sonicare Diamondclean
4. ORAL-B Pulsonic Slim Luxe 4200: test
5. Seysso Carbon Professional: test
6. ORAL-B GENIUS 10000N
7. Którą szczoteczkę sobie zostawiłem?

Słowem wstępu

Do mojego testu postanowiłem wybrać trzy szczoteczki soniczne wiodących producentów i… jedną szczoteczkę, którą nazwalibyśmy tradycyjną, czyli z okrągłą główką. Oczywiście nie jest to do końca standardowa szczoteczka, ale o tym później. Dlaczego właśnie tak? Technologii sonicznej nie znam, więc nie byłem pewny, czy to rozwiązanie będzie mi pasować, a dotychczas używałem szczoteczki, którą skrótowo nazwalibyśmy po prostu elektryczną.

Oczywiście wkrada się tu pewna nieścisłość, której jako rzetelny miłośnik technologii nie mogę nie doprecyzować, bowiem zarówno szczoteczka soniczna, jak i ta z okrągłą główką są szczoteczkami elektrycznymi. Mają silniczki ładowane energią elektryczną, więc wszystkie spełniają warunek „elektryczności”.

Z zaciekawieniem obserwowałem rewolucję zachodzącą na rynku, który z pozoru nie jest tak dynamicznym i atrakcyjnym z technologicznego punktu widzenia, czyli rynku szczoteczek do zębów. A jednak. Szczoteczki soniczne marketingowo rozprzestrzeniły się po horyzoncie często nadmienianych haseł i asocjacji.

Trochę przypominało mi to słynną akcję jednego z producentów popularnych obecnie zegarków, który dzięki sprawnym działaniom online’owym sprawił, że sprzedaż produktów wartych, co najwyżej 100 złotych za nieco ponad 500 zł, przyniosła właścicielowi marki ogromny sukces. Nieświadomi użytkownicy kupowali sobie wielkie, schludne cyferblaty, myśląc, że nabywają coś luksusowego. Pomyślałem: „Szczoteczka soniczna – sprawdzam”. Jaki był efekt? Zapraszam to testu.

Krok pierwszy: wybór szczoteczek

Postanowiłem wybrać flagowe produkty znanych producentów mniej więcej w tym samym przedziale cenowym, czyli od ok. 450 do 650 złotych (w zależności od miejsca, w którym kupujemy). Padło na:

  • Philips Sonicare Diamondclean
  • Oral-B Pulsonic Slim Luxe 4200
  • Seysso Carbon Professional
  • Oral-B Genius 10000N (tutaj szczoteczka z okrągłą główką).

Wszystkie nabyłem online. Tam ceny były znacznie bardziej atrakcyjne, niż stacjonarnie, a umówmy się, kwota za cztery wymienione wyżej szczoteczki w sumie nie była najniższą. Dlaczego właśnie te? Wziąłem pod uwagę: popularność producenta, popularność danego modelu, estetykę poszczególnych szczoteczek (w końcu jedna miała u mnie zostać na zawsze).

Philips Sonicare DiamondClean – test

Bardzo ładne, estetyczne pudełko zawierało:

  • szczoteczkę soniczną Philips Sonicare Diamondclean
  • dwie główki Diamonclean (jedna standardowa, druga nieco mniejsza)
  • eleganckie etui podróżne będące jednocześnie ładowarką
  • szklankę będącą jednocześnie… ładowarką indukcyjną
  • kabel USB do etui
  • instrukcja obsługi, gwarancja

Co pomyślałem na początku? Szczoteczka sprawiała wrażenie solidnie wykonanej, etui było nie tylko praktyczne, ale bardzo designerskie z przyjemnymi seledynowymi akcentami. Zaciekawiła mnie szklanka z indukcyjnym ładowaniem- wygląda elegancko i pełni podwójną rolę: będę mógł przechowywać szczoteczkę w estetyczny sposób, jednocześnie wiedząc, że w tym samym momencie się ładuje. Bardzo dobry pomysł, a estetycznie strzał w dziesiątkę, który kupił moją wyobraźnię.

Przystępuję do testu

Szczoteczki Philips Sonicare Diamondclean używałem przez dwa tygodnie. To było moje pierwsze doświadczenie ze szczoteczką soniczną, więc chciałem się dokładnie dowiedzieć, w jaki sposób powinienem nią dbać o uzębienie.

Przeczytałem więc, że szczotkując zęby powinienem wykonywać dodatkowe ruchy. Sprawdziłem więc. Nałożyłem swoją ulubioną pastę w kontrolnej ilości na główkę szczoteczki, przyłożyłem ją pod kątem 45 stopni do zębów i… włączyłem.

Dla porządku, Philips Sonicare Diamondclean posiada 5 trybów szczotkowania:

  • Clean do codziennego użytku
  • White służący do wybielania zębów przez usunięcie przebarwień
  • Polish do polerowania zębów
  • Gum Care, czyli mieszany tryb do czyszczenia i masażu okolic dziąseł
  • Sensitive dla wrażliwych zębów

Postanowiłem wybrać tryby: Clean, White oraz Gum Care. W ten sposób miałem wrażenie, że zadbam o jamę ustną kompleksowo. Wyczyszczę, wybielę i zajmę się stanem dziąseł. Włączyłem szczoteczkę i przyznam, że na początku trochę zaskoczył mnie rodzaj wykonywanych przez główkę ruchów. Sama główka była większa od tej, której dotychczas używałem i bardziej przypominała te, które znałem z manualnych wersji szczoteczek do zębów. Starałem się zapanować nad odpowiednią techniką, pamiętać o tym, jak czyści się szczoteczką soniczną poszczególne powierzchnie zębów i… dopilnować, żeby łazienka nie pokryła się cętkami z pasty do zębów.

Za drugim razem było już to dużo prostsze, w kolejnych dniach weszło mi w nawyk, więc mogłem przestać skupiać się na odpowiednim ułożeniu ręki i tym, by koniecznie wykonywać przy tym zalecany ruch – taki rodzaj ruchu wymiatającego. Tak, do tego można szybko przywyknąć. Jedyną trudnością, jaką napotkałem w całym procesie było takie ułożenie szczoteczki, by mieć pewność, że bez problemu dociera do tylnej powierzchni zębów. I to jednak jakoś się udawało. Oczywiście wybrałem standardowy rozmiar główki – ten wydawał się być dla mnie odpowiedni.

Trochę denerwowało mnie to, że po dwóch minutach szczotkowania Sonicare wyłącza się sam. Wiem, że to zalecany czas, ale po prostu lubię poświęcić swoim zębom nieco więcej czasu bez ponownego włączania urządzenia. Jak już wspomniałem, używałem Philipsa dwa tygodnie dwa razy dziennie. Po początkowym naładowaniu szczoteczki, po dwóch tygodniach nadal działała, nie tracąc mocy.

Krótkie podsumowanie

To było miłe doświadczenie. Szczoteczka nie zawiodła mnie. Czułem, że moje zęby są zadbane, może nawet odrobinę bielsze, choć wiadomo, że to bardzo indywidualny odbiór rezultatów. Przede wszystkim pracowała zadziwiająco cicho, co rzeczywiście uważam za plus, nie cechę, która mogłaby przesądzić o tym, czy zostanę z Sonicare, ale spory plus.

Philips Sonicare Diamondclean zrobiła na mnie naprawdę dobre wrażenie. Nie ukrywam, jestem estetą, więc spodobała mi się również wizualnie, szczególnie w połączeniu ze szklanką-ładowarką i etui-ładowarką. Wiedziałem jednak, że nie podejmę żadnej decyzji, dopóki nie wypróbuję kolejnych szczoteczek z testu i przyznam, że nie mogłem się tego doczekać.

ORAL-B Pulsconic Slim Luxe 4200 -test

Prosty design pudełka, przezroczyste okienko, przez które od razu widać szczoteczkę. A po rozpakowaniu otrzymujemy:

  • szczoteczkę soniczną Oral-B Pulsonic
  • etui turystyczne
  • dwie główki szczoteczki
  • ładowarkę
  • instrukcję obsługi, gwarancję

Na pierwszy rzut oka zaskakuje wielkość i waga szczoteczki. Jest zdecydowanie mniejsza i lżejsza niż Sonicare. Jeśli komuś na tym właśnie zależy, zdecydowanie należy uznać to za atut. Po doświadczeniu Philipsa trochę żałuję, że dołączone etui nie ma opcji ładowania. Byłby to duży atut całego zestawu. Całość jednak prezentuje się kompaktowo, estetycznie i bardzo nowocześnie.

Przystępuję do testu

Szczoteczki Oral-B Pulsonic Slim Luxe 4200 używałem również przez dwa tygodnie. Zgodnie z zaleceniami przez dwie minuty, dwa razy dziennie. Wiedziałem już, jak powinienem obchodzić się ze szczoteczką soniczną, więc nie musiałem od nowa przyzwyczajać się do tego specyficznego ruchu główki.

Miałem do wyboru trzy tryby pracy:

  • Clean, czyli do codziennej pielęgnacji zębów
  • Sensitive przeznaczony dla tych, którzy mają problemy z zębami lub dziąsłami oraz idealny do dbania o delikatniejsze okolice dziąseł
  • Polish, czyli tryb wybielania do naturalnego koloru przez pozbycie się przebarwień

Podczas testu korzystałem z wszystkich trzech: początkowo clean, następnie polish i na końcu sensitive. Dlaczego właśnie tak? Dokładnie z tych samych powodów, przez które wybrałem podobne trzy tryby w Sonicare. Nałożyłem pastę i przystąpiłem do szczotkowania. Ruch główki nie różnił się zbytnio od tego, którego doświadczałem przed poprzednie dwa tygodnie, jednak jedna różnica była wyraźnie zauważalna – Pulsonic jest nieco lżejszy, przez co wykonywanie dodatkowych ruchów i manipulowanie urządzeniem było odrobinę prostsze i bardziej poręczne.

Wbudowany timer nie powodował narzuconego wyłączenia urządzenia. Dziękuję. Dzięki temu nieraz mogłem nieco dokładniej zadbać o zęby bez konieczności ponownego uruchomienia szczoteczki lub po prostu chwilę dłużej cieszyć się trybem Sensitive, który raczył mnie przyjemnym ruchem, który można by śmiało nazwać „masażem”.

Po dwóch tygodniach bateria rzeczywiście się nie rozładowała. Również w tym przypadku sprawdziła się obietnica producenta. Napotkałem jednak na małą niewygodę podczas szczotkowania tylnej powierzchni zębów, więc zrozumiałem, że niedogodność wynika z kształtu główki i nie będzie można tego uniknąć przy kolejnej szczoteczce sonicznej.

Krótkie podsumowanie

Czy potrafiłbym jasno wskazać, którą z dotychczas sprawdzanych szczoteczek chciałbym zostać? Nie jestem pewien. Philips Sonicare zachwycił mnie swoimi rozwiązaniami, Pulsonic poręcznością. Po używaniu produktu Oral-B również odniosłem wrażenie, że moje zęby są czyste i nabrały innego, jaśniejszego odcienia. Również działała przyjemnie cicho. Wniosek? Zapewne jest to domena szczoteczek sonicznych w ogóle. Sprawdzimy przy kolejnym teście.

Seysso Carbon Professional

Muszę przyznać zupełnie szczerze, że widząc najmniejsze pudełko ze wszystkich, pomyślałem: „W końcu ktoś postanowił oszczędzić trochę miejsca, fajnie”. Samo opakowanie było mniejsze i miało ciekawą fakturę. Nie mogłem się doczekać, aż sprawdzę zawartość.

Po otwarciu zobaczyłem:

  • czarną szczoteczkę soniczną Seysso Carbon Professional
  • dwie główki szczoteczki
  • stację ładującą z dedykowanym miejscem na wspomniane końcówki
  • etui podróżne pełniące jednocześnie rolę ładowarki
  • kabel
  • instrukcję i gwarancję

Będę szczery. Zachwyciła mnie elegancja szczoteczki Seysso i dołączonego etui. Tu nawet nie chodzi o czarny, nieco zmatowiony kolor, ale również o fakturę, którą ma szczoteczka i etui. Sztuczne tworzywa też mogą być szlachetne. Niezwykle przyjemna pod palcami sprawiała, że całość wygląda naprawdę wyjątkowo. Pod względem estetycznym: strzał w dziesiątkę. Szybko jednak narodziło się pytanie, jak urządzenie sprawdzi się w kontekście utrzymania w czystości. Wszak czerń plus pasta do zębów to dość dziwna mieszanka. Zobaczymy.

Przystępuję do testu

Bardzo chciałem, by test był możliwie jak najbardziej rzetelny, dlatego też przyjąłem dla Seysso takie same warunki: dwa tygodnie, dwa razy dziennie po dwie minuty. Tutaj również spotkałem trzy tryby szczotkowania, które były właściwie takie same jak w przypadku Pulsonic:

  • Clean do codziennej pielęgnacji (producent, co ciekawe, informuje od razu, że tryb ten nadaje się również dla osób z implantami lub aparatami ortodontycznymi)
  • Soft, czyli tryb delikatny dla osób z problemami zębów lub dziąseł (tutaj Seysso zaznacza, że odpowiedni również dla dzieci powyżej czwartego roku życia)
  • Whitening, czyli tryb wybielania poprzez usuwanie przebarwień

Tak, korzystałem z tych trzech trybów podczas każdego szczotkowania: clean, whitening i na końcu soft. Nałożyłem pastę i włączyłem urządzenie. Zalecenia dotyczące sposobu mycia zębów szczoteczkami sonicznymi są uniwersalne, więc i tym razem główka szczoteczki była skierowana w stronę moich zębów mniej więcej pod kątem 45 stopni (przecież nikt dokładnie nie będzie tego odmierzać).

Wbudowany timer po 30 sekundach dawał znać, że warto zmienić szczotkowaną partię zębów. Wydzieliłem więc cztery obszary, którym poświęcałem po pół minuty, pokornie słuchając wibracji oznajmujących, że czas na zmianę.

Wrażenia były podobne jak w przypadku Sonicare i Pulsonic. Po miesiącu przyzwyczaiłem się do ruchu główki, więc umywalka i lustro nie były nagminnie ochlapywane pastą i wodą. Po skończonym myciu dokładnie umyłem szczoteczkę, zdjąłem główkę, ją również umyłem i opłukałem pod strumieniem wody.

Odłożyłem urządzenie na bok, jednak po pewnym czasie zauważyłem, że jednak jakieś niewielkie strużki wody zmieszanej z osadem z pasty spływają po niej. Czy to znaczy, że niedokładnie ją wyczyściłem? Możliwe. Doszedłem jednak do wniosku, że dokładnie to samo musiało dziać się przy Philipsie i Oral-B, ale tamte szczoteczki były białe, więc nie rzuciło mi się to w oczy. Czy to jakiś problem? Oczywiście, że nie. Jedynie sygnał, że utrzymanie czarnej Seysso będzie nieco bardziej wymagające, a błędy bardziej widoczne.

Krótkie podsumowanie

Jedno jest pewne, jak dotychczas wizualna strona Seysso zachwyciła mnie najbardziej. Matowe, szlachetne wykończenie doskonale prezentowało się w mojej łazience. Jeśli zaś chodzi o działanie- myślę, że po poprzednich dwóch szczoteczkach sonicznych, długo żadna nie będzie mnie w stanie zaskoczyć. Czy działa? Oczywiście. Jak przy poprzednich urządzeniach, nie miałem żadnych zarzutów dotyczących efektów pielęgnacji moich zębów i dziąseł. Miałem wrażenie doczyszczonych i dobrze zadbanych, delikatnie bielszych zębów. Po dwóch tygodniach użytkowania urządzenie nie tylko nie rozładowało się, ale nawet nie dało mi znać, że moc baterii mogła spaść. Czy poleciłbym tę szczoteczkę? Oczywiście.

ORAL-B Genius 10000N -test

Słowo wyjaśnienia

Zdecydowałem się na dołączenie szczoteczki elektrycznej z okrągłą główką z kilku powodów:

  • przez lata przywykłem do właśnie takiej opcji
  • chciałem sprawdzić, czym Genius 10000N różni się od mojej starej szczoteczki i dlaczego komunikowana jest jako najlepsza szczoteczka elektryczna na rynku (przynajmniej według opinii i ocen na Ceneo)
  • postanowiłem przekonać się, czy po sześciu tygodniach używania szczoteczek sonicznych mimo wszystko zdecyduję się na tę bardziej tradycyjną opcję. Przy czym należy zaznaczyć, że poprzeczka była już ustawiona bardzo wysoko.

Co zawiera pudełko?

I tu, muszę przyznać, byłem bardzo zaskoczony. Pudełko było naprawdę duże jak na szczoteczkę do zębów. Największe ze wszystkich. Zastanawiałem się „Po co aż tak duże?”. Zawartość wyjaśniła wszystko:

  • szczoteczka elektryczna Oral-B Genius 10000N o bardzo kosmicznym wyglądzie
  • cztery główki szczoteczki: Crossaction, 3D White oraz dwie Sensi Ultrathin
  • etui podróżne z opcją ładowania szczoteczki
  • pojemnik na końcówki
  • uchwyt na smartfona
  • ładowarka
  • instrukcja obsługi i gwarancja

Na pierwszy rzut oka dość sporo, jak na szczoteczkę do zębów. Podobne wrażenie odniosłem przy Sonicare. Sama szczoteczka sprawa wrażenie masywnej i porządnie wykonanej. Nie muszę już wspominać, że naprawdę polubiłem opcję etui podróżnego, które jednocześnie jest ładowarką, więc naprawdę ucieszyłem się, że i w tym przypadku o tym pomyślano.

Miło, że dołączono pojemnik na końcówki, bo to znacznie ułatwia przechowywanie ich w higieniczny sposób i dostosowywanie ich do aktualnych potrzeb. Ewentualnie można w estetyczny i fajny sposób przetrzymywać końcówki szczoteczki całej rodziny. Uchwyt na smartfona okazał się bardzo łatwy w montażu, więc stwierdziłem, że w tym przypadku przetestuję opcję czyszczenia zębów z pomocą aplikacji. Przy Philips Sonicare również wpadłem na ten pomysł, jednak aplikacja poprosiła, bym połączył swoje Facebookowe konto, czego bardzo nie lubię robić.

Przystępuję do testu

Moja stara szczoteczka służyła mi ponad 5 lat. Końcówki, rzecz jasna, rotowałem w sugerowanych odstępach czasu. Postanowiłem ją zmienić nie dlatego, że się popsuła (działa dalej), ale dlatego, że każdy potrzebuje od czasu do czasu czegoś nowego.

Wprowadzenie nowego doświadczenia mycia zębów wydawało się być kuszącym pomysłem – w końcu robię to codziennie. Dlaczego więc nie doświadczyć czegoś innego? Porównałem wspomnianą szczoteczkę do Genius 10000N i tu przyszło kolejne zdziwienie- ilość trybów, które oferuje, ponieważ jest ich aż sześć:

  • Daily Clean do codziennej pielęgnacji (nie jest sygnalizowane żadną ikonką- wystarczy włączyć urządzenie)
  • Pro-Clean do nieco bardziej intensywnego szczotkowania
  • Sensitive przeznaczony dla wrażliwych zębów, dziąseł
  • 3D White, czyli tryb wybielający do usuwania przebarwień
  • GumCare, czyli masaż okolic dziąseł
  • Tongue-Clean do czyszczenia powierzchni języka

W swoim teście postanowiłem korzystać z czterech trybów: Daily Clean, 3D White i krótko GumCare oraz Tongue-Clean na końcu szczotkowania. Korzystam z tego typu szczoteczki od kilkunastu lat, jednak, aby uczciwie podejść do sprawy, zrobiłem mały research, by upewnić się, że moja technika szczotkowania zębów jest właściwa. Na szczęście była.

Nałożyłem więc pastę, przyłożyłem główkę szczoteczki do powierzchni zęba i włączyłem urządzenie. Miłą odmianą był fakt, że nie muszę dodatkowo wykonywać żadnych ruchów. Nie twierdzę, że są szczególnie uciążliwe, jednak samo przyłożenie główki i poczekanie około 2-3 sekund to zdecydowane ułatwienie.

Szybko okazało się, że w mojej recepcji ogromną przewagą Genius 10000N nad sonicznymi było to, w jak łatwy sposób mogłem dotrzeć do tylnych powierzchni zębów.

Okrągły kształt główki zdecydowanie to ułatwił. Nie musiałem się szczególnie gimnastykować – główka sama dostosowała się do tej niewygodnej na ogół powierzchni – ogromny plus! Wbudowany w urządzenie timer co 30 sekund informował mnie, że czas na zmianę strony zębów. Po dwóch minutach szczoteczka zawibrowała dłużej.

Wróćmy jednak do samego szczotkowania. Po włączeniu Geniusa odniosłem wrażenie, że po doświadczeniach ze szczoteczkami sonicznymi, na powrót mam w rękach coś, co intensywnie daje znać o swojej pracy. Jest nieco głośniejsza niż Sonicare, Pulsonic i Seysso, jednak nie przesadzałbym, nazywając ją głośną.

Wyraźniej jednak czuć jej ruchy, to „spotkanie z zębem” jest bardziej intensywne. Wykonuje potrójny ruch, w przeciwieństwie do wszystkich znanych mi szczoteczek oscylacyjno-rotacyjnych Oral-B dołożyło jej dodatkowo ruch pulsacyjny. Tak, w tym przypadku naprawdę czuję, że szczotkuję zęby, że zachodzi interakcja między urządzeniem i moimi zębami.

Jak efekty używania? Szczerze? Już od pierwszego razu nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że moje zęby są bardzo, ale to bardzo dokładnie wyszczotkowanie. Zupełnie jak po profesjonalnym czyszczeniu u dentysty. To uczucie czystości towarzyszyło mi za każdym razem po skorzystaniu ze szczoteczki.

Sama czynność mycia zębów okazała się być odrobinę prostsza niż przy szczoteczkach sonicznych. Wbudowany Smart Ring szybko uświadomił mi też, że niektóre partie zębów chciałem czyścić zbyt mocno, więc zaświecał się na czerwony kolor. Przydatna informacja. Jak wyglądało czyszczenie z pomocą aplikacji?

Osobiście nie jestem ogromnym fanem wykonywania codziennych czynności z aplikacją w tle. Mogę jednak powiedzieć, że szczoteczka połączyła się z aplikacją błyskawicznie, dołączony uchwyt pomógł utrzymać smartfon w odpowiedniej pozycji, a sama aplikacja…

Przydatna do nauki dobrych nawyków, zorientowania się, które partie zębów są niedoczyszczane. Zostawiam ją jednak dla miłośników tego rodzaju rozwiązań, codziennych wyzwań i całkowitego ułatwiania sobie codzienności. Sam, mimo mojego zamiłowania do technologii, raczej uważam, że powinna nam ona służyć, a nie uzależniać.

Krótkie podsumowanie

Po dwóch tygodniach użytkowania Genius 10000N zauważyłem, że mam znacznie bielsze zęby. Polubiłem też uczucie świeżości i dokładnego wyczyszczenia każdego zakamarka zębów. Przyzwyczaiłem się też do trybu masażu i uczucia, że naprawdę czuję, że szczotkuję zęby i… nieco rozleniwiłem pod kątem trzymania ręki i dłoni mniej więcej w tym samym miejscu.

Doświadczyłem tego, czego szukałem – nowych doznań podczas najbardziej banalnej czynności, jaką jest mycie zębów. Stało się przyjemnością i muszę powiedzieć, że z trudem powstrzymywałem się przed dłuższym myciem zębów- chciałem być rzetelny w tym teście. A jak bateria? Po dwóch tygodniach nadal działa bez zarzutów.

Podsumowanie testu

To bardzo trudna część. Dlaczego? Bo żadna szczoteczka mnie nie zawiodła i jestem przekonany, że każda znajdzie swojego odbiorcę, który będzie nią szczerze zachwycony. Wszystkie spełniły swoje zadania, wszystkie miały w sobie coś, czego nie posiadały inne. Dlatego właśnie podkreślam, że niżej zamieszczone oceny są wyłącznie moim subiektywnym odbiorem każdego urządzenia.

Działanie szczoteczki (efekty, odczucia po szczotkowaniu):

  • Philips Sonicare Diamondclean: 4,5/5
  • Oral-B Pulsonic Slim Luxe 4200: 4,5/5
  • Seysso Carbon Professional: 4,5/5
  • Oral-B Genius 10000N: 5/5

Design (szczoteczka + dołączone elementy zestawu):

  • Philips Sonicare Diamondclean: 5/5 (ach, ta ładująca szlanka!)
  • Oral-B Pulsonic Slim Luxe 4200: 4,5/5
  • Seysso Carbon Professional: 5/5 (ach, ta czerń!)
  • Oral-B Genius 10000N: 5/5 (ach, ten kosmiczny wygląd!)

Tryby pracy szczoteczki (ilość, zróżnicowanie):

  • Philips Sonicare Diamondclean: 4,5/5
  • Oral-B Pulsonic Slim Luxe 4200: 4/5
  • Seysso Carbon Professional: 4/5
  • Oral-B Genius 10000N: 5/5

Kultura pracy pod względem głośności (dla mnie nie jest to istotny element, ale może dla kogoś tak):

  • Philips Sonicare Diamondclean: 5/5
  • Oral-B Pulsonic Slim Luxe 4200: 5/5
  • Seysso Carbon Professional: 5/5
  • Oral-B Genius 10000N: 4/5

Dodatkowe opcje (aplikacja, dołączone gadżety, dodatkowe funkcje):

  • Philips Sonicare Diamondclean: 5/5
  • Oral-B Pulsonic Slim Luxe 4200: 4/5
  • Seysso Carbon Professional: 4,5/5
  • Oral-B Genius 10000N: 5/5

Ergonomia (dla mnie to bardzo ważne- czy łatwo dociera się szczoteczką do wszystkich powierzchni, jakie ruchy muszę lub jakich nie muszę wykonywać):

  • Philips Sonicare Diamondclean: 4/5
  • Oral-B Pulsonic Slim Luxe 4200: 4/5
  • Seysso Carbon Professional: 4/5
  • Oral-B Genius 10000N: 5/5

Praca na akumulatorze (dwa tygodnie pracy: dwa razy dziennie po dwie minuty):

  • Philips Sonicare Diamondclean: 5/5
  • Oral-B Pulsonic Slim Luxe 4200: 5/5
  • Seysso Carbon Professional: 5/5
  • Oral-B Genius 10000N: 5/5

Którą szczoteczkę sobie zostawiłem

Zostałem z Oral-B Genius 10000N. Czy to oznacza, że pozostałe były gorsze? Ależ skąd! Zrozumiałem jednak, że nie jestem odbiorcą szczoteczek sonicznych, że przy ich użyciu jednak czegoś mi brakowało.

Czego? Ujmę to tak – konkretu. Bo przecież nieważne jest, co stoi w naszej łazience. Ważne jest jak mamy zadbane zęby. Choć oczywiście czerń Seysso stanowi miły element, a szklanka Philipsa (dopóki jest czysta) zachwyca. Przy Genius jednak wiem, że szczotkuję zęby, znacznie intensywniej odczuwam skutki, jednak zaznaczam – to również w dużym stopniu moje subiektywne odczucie i może po części przyzwyczajenie do szczoteczki z okrągłą główką.

Co myślę o pozostałych szczoteczkach? W Sonicare zakocha się ktoś, kto lubi nowinki technologiczne i będzie cieszyć się, że designerską szczoteczkę ładuje poprzez włożenie jej do szklanki. Cichy i lekki Pulsonic zostanie z miłośnikami eleganckiego minimalizmu. Seysso może okazać się dobrym wyborem dla wielbicieli oryginalnych wykończeń, może również dla nowoczesnych mężczyzn, którzy chcą spróbować przygody ze szczoteczkę soniczną (przyznam, że ten czarny, matowy kolor robi naprawdę dobre wrażenie).

Zdjęcia wykonane smartfonem LG V40o

Dołącz do dyskusji