Islandia właśnie pochowała swój pierwszy lodowiec. Oby ten pogrzeb dał nam do myślenia

Artykuł/Ekologia 19.08.2019
Islandia właśnie pochowała swój pierwszy lodowiec. Oby ten pogrzeb dał nam do myślenia

Islandia właśnie pochowała swój pierwszy lodowiec. Oby ten pogrzeb dał nam do myślenia

Śpieszmy się kochać lodowce, tak szybko zaczęły topnieć. Martwiąc się o przyszłość naszej planety, władze Islandii zorganizowały symboliczny pogrzeb lodowcowi Okjokull, który roztopił się jako pierwszy.

Jeszcze niedawno ta nieprzeszkadzająca nikomu bryła lodu zajmowała powierzchnię 15 kilometrów kwadratowych. Niestety z powodu rosnącej temperatury na naszej planecie, po Okjökullu nie zostało już prawie nic.

smierc-lodowca-islandia-okjokull-1
Źródło: Associated Press / Felipe Dana

Pogrzeb lodowca na Islandii

Nie, Islandczycy nie oszaleli. Całe to wydarzenie trzeba potraktować jako ekologiczny happening, którego celem jest zwrócenie uwagi całego świata na nasz postępujący problem z ociepleniem klimatycznym. Dlatego też, na wzgórzu wulkanu Ok, w miejscu, gdzie jeszcze do niedawna można było podziwiać rzeźbę Okjokulla zebrali się przedstawiciele władz Islandii (w tym premier Katrin Jakobsdottir i minister środowiska Gudmundur Ingi Gudbrandsson), aby upamiętnić jego symboliczne odejście.

Od wizyty polityków o wiele ważniejszym symbolem, stworzonym z myślą o przyszłych pokoleniach jest sama tablica upamiętniająca miejsce wyparowania Okjokulla:

Jej treść jest następująca:

Okjokull to pierwszy lodowiec Islandii, który stracił swój status. W ciągu następnych 200 lat inne nasze lodowce czeka najprawdopodobniej taki sam los. Ten pomnik ma potwierdzić, że wiedzieliśmy, co się dzieje i widzieliśmy, co musimy zrobić. Tylko ty wiesz, czy to zrobiliśmy.

Sierpień 2019, 415 ppm CO2

Autor sentencji, islandzki pisarz Andri Snaer Magnason ma nadzieję, że przyszłe pokolenia, za kilkadziesiąt lat zamiast przeklinać naszą bezczynność, będą wdzięczne, że wspólnym wysiłkiem udało nam się zahamować ocieplanie się ziemskiej atmosfery. Trzymam kciuki za ten scenariusz.

Lodowce topnieją w rekordowym tempie. Nie tylko na Islandii

O wiele większą, tykającą bombą zegarową jest Antarktyka. Według naukowców cała pokrywa lodowa tamtego obszaru topi się prawie sześć razy szybciej niż 40 lat temu. W latach 80. traciła ok. 40 mld ton lodu rocznie. Obecnie wartość ta wynosi 252 mld ton rocznie i… przez obserwowane obecnie zmiany klimatyczne wciąż przyspiesza. Aktualnie proces ten badany jest na podstawie obserwacji lodowca Thwaites.

Po osiągnięciu punktu krytycznego, Thwaites może stracić cały lód w ciągu 150 lat. To spowodowałoby podniesienie się poziomu morza o około pół metra – mówi Helene Seroussi, autorka badań i naukowiec z NASA.

Dlaczego tak się dzieje? Antarktyda jest otoczona pokrywami lodowymi i pływającymi półkami lodowymi, które tworzą fizyczną barierę między oceanem a śródlądowym lodem na kontynencie. Te pływające arkusze zachowują się jak tama, która zapobiega przedostawaniu się lodu kontynentalnego do oceanu, gdzie stopiłby się powodując wzrost globalnego poziomu morza.

Wraz ze wzrostem temperatury oceanu cieplejsza woda u podstawy tych pokryw lodowych prowadzi do ich topnienia od spodu. Topnienie to powoduje z kolei powstawanie ubytków w lodowcach. Tak właśnie powstała jama w Thwaites, odkryta przez naukowców z NASA. Gdyby cały lodowiec Thwaites stopił się, zgodnie z najnowszymi badaniami spowodowałoby to wzrost poziomu morza na świecie o ok. 0,5 metra.

To mógłby być początek reakcji łańcuchowej

Sprawa robi się jeszcze bardziej problematyczna, bo Thwaites zapobiega również przedostawaniu się sąsiednich lodowców do oceanu. Niektórzy inni naukowcy sądzą, że gdyby stopił się on w całości, mógłby również zdestabilizować otaczające go lodowce. Oznaczałoby to kolejny wzrost poziomu wody w oceanach i prawdopodobnie zapoczątkowałoby nową emigrację klimatyczną na ogromną skalę.

Scenariusz ten został zresztą przeanalizowany przez dra E. Hauera z Uniwersytetu Georgii. Jego zdaniem podnoszenie się poziomu oceanów sprawi, że w obrębie samych Stanów Zjednoczonych swoje miejsce zamieszkania będzie musiało zmienić 13 mln osób. Tak duża migracja nie rozłoży się oczywiście równomiernie.

Z badań Hauera wynika, że na przykład takie Austin, które zamieszkuje obecnie 2,1 mln ludzi, „wzbogaci się” o dodatkowe 800 tys osób, a ok. 2/3 mieszkańców Luizjany będzie musiało przenieść się na wyżej położone tereny w obrębie tego samego stanu. Albo uciekać do Teksasu, Mississippi lub Georgii.

Wzrost poziomu mórz byłby równie problematyczny w naszym kraju. Jeden metr w górę oznaczałby, że Bałtyk pochłonąłby praktycznie całe Żuławy, sporą część Elbląga i Gdańska, a pod twierdzą Krzyżaków w Malborku mielibyśmy nową plażę. Z dostępem do morza oczywiście. Jak na razie nie robimy też nic, co mogłoby powstrzymać topnienie lodowców na Antarktydzie, więc scenariusz przedstawiony powyżej jest jak najbardziej realny, tyle że odległy w czasie.

PS Tutaj jest mapka, którą można się pobawić i sprawdzić, co się stanie, jeśli poziom wód w morzach i oceanach podniesie się o metr lub kilka metrów.

Dołącz do dyskusji