Wear OS to plankton. Google przegrywa wojnę o nasze nadgarstki

Artykuł/Technologie 16.08.2019
Wear OS to plankton. Google przegrywa wojnę o nasze nadgarstki

Wear OS to plankton. Google przegrywa wojnę o nasze nadgarstki

Zegarki, opaski, słuchawki – zdaniem analityków to właśnie one wyprą niebawem smartfony w kategorii „najbardziej gorący i dochodowy produkt technologiczny na rynku”. I tak jak w kwestii smartfonów Google wygrał, tak jeśli chodzi o urządzenia ubieralne, poniósł sromotną klęskę.

Zadziwiający jest ten powrót do życia smartwatchów i opasek fitness. Kilka lat temu ich sprzedaż zastopowała do tego stopnia, że nie spodziewaliśmy się odbicia od dna. A potem na rynku zaczęły ukazywać się kolejne generacje Apple Watcha i konkurencja zrozumiała, że na wearables nadal istnieje ogromny rynek – potrzeba było tylko wielkiego kija, który go szturchnie i rozrusza.

Nie osłabła też moda na bycie zdrowym (i oby nigdy nie osłabła), więc ustawicznie rosną zyski ze sprzedaży opasek i zegarków typowo sportowych. Widać to bardzo wyraźnie w raporcie opublikowanym przez Canalys, który wziął pod lupę rynek urządzeń ubieralnych w Ameryce Północnej.

Apple w smart-zegarkach rządzi i dzieli. Google? Praktycznie nie istnieje.

Raport dobrze odzwierciedla wzrastające udziały Apple Watcha w kwartalnych raportach finansowych Giganta z Cupertino. Apple Watch zawładnął aż 37,9 proc. rynku w drugim kwartale 2019 r. Tuż za nim jest Fitbit, którego opaski i zegarki stanowią blisko ćwierć sprzedażowej całości.

Trzecie miejsce natomiast okupuje Samsung i jakby tego było mało, notuje aż 121 proc. wzrost względem poprzedniego roku. Tuż poza podium znalazł się Garmin, produkujący sprzęty dla ludzi bardziej lubiących statystykę ćwiczeń od samych ćwiczeń aktywnych na poważnie, a na ostatnim miejscu spośród wyszczególnionych marek znajduje się grupa Fossil – producent, którego zegarki operują pod kontrolą systemu operacyjnego Wear OS od Google’a.

Grupa Fossil również odnotowała zauważalny wzrost na przestrzeni ostatniego roku, głównie za sprawą wielu premier wśród swoich marek. Wear OS jest także obecny w produktach mniej znanych marek, mieszczących się w zbiorczej kategorii „inne”, ale w sumarycznym ujęciu można uznać, że… to plankton.

Google przegrał wojnę o nasze nadgarstki. Wcale mnie to nie dziwi.

Zestawienie przygotowane przez Canalys dobitnie pokazuje, że udziały rynkowe poszczególnych producentów są wprost proporcjonalne do wysiłków, jakie wkładają w swoje produkty.

Apple Watch dominuje nie tylko dlatego, że jest zegarkiem od Apple’a. To obecnie najbardziej przemyślany, najbardziej kompletny i najbardziej wszechstronny spośród wszystkich inteligentnych zegarków na rynku. Fakt, że idealnie współgra z najpopularniejszym smartfonem w Ameryce Południowej, a Apple dodatkowo potrafi go dobrze sprzedać, jest tu tylko wisienką na torcie – to po prostu najlepszy produkt w swojej kategorii, a przy tym nie jest na tyle droższy od konkurencji, by odstraszać ceną.

Fitbit również zasłużenie trzyma swoją ćwiartkę amerykańskiego rynku – firma oferuje produkty idealnie wpisujące się w potrzeby współczesnego społeczeństwa: wystarczająco inteligentne, wystarczająco fitnessowe i wystarczająco niedrogie, by przekonać do siebie masy.

Samsung z każdą kolejną generacją swoich zegarków zbliża się do Apple Watcha, tworząc własny ekosystem, zaś każdy kolejny Gear jest lepszy od poprzedniego.

Garmin to Garmin. Jeśli ktoś potrzebuje takiego sprzętu, to nawet nie patrzy w stronę pozostałych graczy tego zestawienia.

Google zaś od lat kombinuje, współpracuje z różnymi producentami i jak dotąd na żadnym polu współpraca ta nie przyniosła wymiernych korzyści. Gdybym miał postawić diagnozę, byłaby bardzo prosta: Google za wolno się zmienia.

Dlaczego Wear OS się nie przyjmuje?

Wear OS, zwłaszcza w grupie Fossila, ma jedną potężną zaletą – jest obecny na bodajże najładniejszych smartwatchach na rynku i jest ich też największy wybór.

Problem polega na tym, że na przestrzeni ostatnich lat, nawet gdy Android Wear zmienił się w Wear OS, smartwatche z systemem Google’a ani o jotę się nie rozwinęły.

Korzystałem z wielu zegarków z Android Wear, od miesięcy noszę zegarki z Wear OS. Lubię ten system i jego możliwości, ale jego obsługa i jakość działania wołają o pomstę do nieba. Smartwatche z Wear OS działają wolno, ospale. Zawieszają się. Mają za słaby procesor i za mało RAM-u, by udźwignąć zasobożerny system. Oferują za mało możliwości „prosto z pudełka”, by przekonać casualowego nabywcę, a z kolei dodatkowych aplikacji jest za mało, by przekonać zaawansowanego użytkownika. Co gorsza, nadal pracują maksymalnie jeden dzień z dala od ładowarki, podczas gdy Fitbit, Garmin a nawet Samsung dawno już wydłużyli czasy pracy do bardziej akceptowalnych wartości.

Innymi słowy: system Google’a oraz pracujące pod jego kontrolą zegarki rozwijają się za wolno, by skusić konkurencję.

Google’owi nie udało się też zawalczyć o serca ani nerdów, ani casuali. Cały ciężar marketingu spadł na partnerów w stylu Fossila, a oni z kolei mają większe dotarcie w branży modowej niż w branży technologicznej. A w branży modowej smartwatche nadal postrzegane są raczej negatywnie, zwłaszcza gdy mówimy o produktach niedopracowanych na tle konkurencji.

Nie mogę powiedzieć, by było mi przykro.

Inteligentne zegarki i inne urządzenia ubieralne, którym nie tak dawno temu wieszczyliśmy rychły zgon, dziś są jedną z najbardziej istotnych kategorii w świecie nowych technologii i wciąż zyskują na znaczeniu.

Google zdominował już wiele segmentów naszego życia – niemal cały Internet, smartfony, nawigację, sieciowe wideo, teraz także sferę wyszukiwania i treści głosowych.

Dobrze, że chociaż w tym jednym segmencie istotnym dla przeciętnego użytkownika Google’owi nie udało się osiągnąć dominacji, chociaż patrząc na to, w jak wielu segmentach jest on hegemonem, to marna pociecha.

Dołącz do dyskusji