Pytanie na otwarcie tygodnia: kiedy ostatnio porysowałeś telefon?

Felieton/Technologie 12.08.2019
Pytanie na otwarcie tygodnia: kiedy ostatnio porysowałeś telefon?

Pytanie na otwarcie tygodnia: kiedy ostatnio porysowałeś telefon?

Podczas gdy producenci smartfonów wydają miliony, by ich produkty były ładniejsze, szybsze, lepsze, nikt nie rozwiązał rzeczywistego problemu, z którym borykamy się na co dzień – rys.

Problem rysujących się ekranów znany jest nam od zarania smartfonowych dziejów. Rysy na szkle są w zasadzie nie do uniknięcia, tym bardziej, że godzimy się pod ich postacią na kompromis – rysa zamiast pęknięcia – który zapewniają nam kolejne generacje szkieł Gorilla Glass.

Odkąd jednak producenci uznali, że plastik jest passe, a potem że aluminium też jest passe i jedynym godnym uwagi materiałem obudowy smartfona jest szkło, problem rys stał się jeszcze bardziej widoczny.

Porysowane smartfony to plaga.

Obchodzę się z użytkowanymi telefonami bardzo ostrożnie. Nigdy nie wsadzam ich do kieszeni z kluczami, nie kładę na brudnych powierzchniach, zwracam baczną uwagę, by nie znajdowały się w otoczeniu mogącym im zaszkodzić.

A jednak rysy zawsze znajdują sposób na to, by się pojawić. Tak wyglądają trzy smartfony, których używałem przez dłuższy czas na przestrzeni ostatnich dwóch lat:

Dwuletni LG V30 – noszony przez 90 proc. czasu w etui:

Sony Xperia XZ3 – przypadek nie do wyjaśnienia, naprawdę nie noszę w kieszeni papieru ściernego:

LG G8s – używam od dwóch tygodni, chucham i dmucham – już ma dwie rysy na ekranie

Problem rys występuje niezależnie od półki cenowej. Porysować może się tani Xiaomi, porysować może się kosztujący 5 tys. zł. iPhone X:

Na pewno znajdą się komentatorzy, którzy zwrócą uwagę, że „przecież wystarczy założyć etui i nakleić szkło hartowane!” – i oczywiście będą mieli rację. Tylko że nie po to kupuje się pięknie zaprojektowany telefon, żeby potem chować go w gumie za 50 zł (czy nawet skórze za 200 zł) i naklejać na niego dodatkową szybkę.

Producentom zresztą też nie zależy na tym, żebyśmy chowali nasze elektroniczne cacka w futerały. W końcu nie po to wykładają setki milionów na opracowanie designu i kolorystyki, a potem kolejne setki na reklamowanie tego designu i kolorystyki, by potem zachęcać do chowania ich tanich akcesoriach. Gdyby tak było, setki milionów szły by na projektowanie etui, nie smartfonów.

Kiedy jednak nosimy nasze telefony „gołe”, bez żadnej osłony, wystawiamy je na działanie czynników, którym nie sposób podołać.

Zabłąkane ziarenko piasku w kieszeni. Odrobina brudu na tacce w konsoli środkowej auta. Zła przegródka w plecaku – wystarczy drobiazg, by idealną stylistykę drogiego kawałka elektroniki zaburzyła paskudna rysa, z którą potem można albo żyć, albo zakryć ją kupując etui, którego przecież od początku nie chcieliśmy zakładać.

Problem porysowanej obudowy został już dawno rozwiązany…

…tyle że w pogoni za aktualnymi trendami producenci postanowili odrzucić sprawdzone rozwiązania. Pisałem jakiś czas temu o tym, że potrzebujemy więcej telefonów z plastiku. Od tygodnia testuję Pixela 3a XL (recenzja niebawem) i podtrzymuję tę opinię: potrzebujemy więcej telefonów wykonanych z plastiku, bo naprawdę nie trzeba się z nimi tak cackać, jak z modelami wykonanymi niemal w całości ze szkła.

Nie pamiętam, bym kiedykolwiek miał problemy ze smartfonem, którego obudowa była wykonana z poliwęglanu. Weźmy takie Lumie – oczywiście obudowa w nich się rysowała, ale nigdy na tyle głęboko ani na tyle zauważalnie, by przykuwać wzrok. Zresztą, jeśli poliwęglan był cały barwiony, a nie tylko pomalowany farbą z wierzchu, rys po prostu nie było widać.

Nigdy nie porysowałem też plastikowego Nexusa 5, ani Nexusa 5X po nim. Poliwęglanowe obudowy po prostu nie znały tego problemu, zwłaszcza te z matowym wykończeniem.

Jeszcze innym rozwiązaniem było stosowanie bardziej odważnych materiałów wykończeniowych na pleckach. Ktoś pamięta skórzaną klapkę Lumii 950 XL? Albo skóropodobny wzór na pleckach Samsunga Galaxy Note 4? One również nie miały problemu z porysowanymi obudowami.

Ba, nawet smartfony wykonane w całości z aluminium nie miały aż takiego problemu z rysami, a w każdym razie porysować było je nieporównywalnie trudniej od tego, z czym mamy do czynienia teraz.

Dopiero od kilku lat, wraz z nastaniem hegemonii szkła jako głównego materiału wykończeniowego w smartfonach, problem rys kompletnie wymknął się spod kontroli. Nie da się nad tym zapanować. Nie chcesz rys? Kup etui. Nie chcesz etui? Żyj z rysami.

Producenci nie kwapią się, by ów problem rozwiązać.

Przynajmniej takie mam wrażenie, patrząc na to, w jakich kierunkach niektóre firmy skupiają swoje budżety na rozwój.

Samsung właśnie zaprezentował 108-megapikselowy sensor przeznaczony do smartfonowych aparatów. Czy ktokolwiek na przestrzeni ostatnich pięciu lat pomyślał, że ma za mało megapikseli w smartfonie? Nie sądzę. Z porysowanym Samsungiem chodzi pewnie większość posiadaczy smartfona firmy.

Czy ktokolwiek pomyślał „chciałbym, żeby mój smartfon wibrował w rytm muzyki!”? Nie sądzę. A na zdjęciu powyżej sami możecie zobaczyć, jak po roku użytkowania wygląda wibrująca Xperia XZ3.

Czy ktokolwiek chciał używać rysika w telefonie jak magicznej różdżki, lub wykonywać żywcem wyjęte z Taekwondo gesty nad ekranem, by nawigować po interfejsie smartfona? Nie sądzę. Ale kosztujący od 4149 zł Samsung Galaxy Note 10 i od 3299 zł LG G8s z pewnością prędko nabawią się siatki rysek, szpecących ich piękny design.

Pomijając wspomnianego już Pixela 3a, z żadnej strony nie płynie ku nam sygnał, by coś w tej materii miało się w najbliższym czasie zmienić. Żaden z liczących się producentów nie rozważa nawet użycia czegokolwiek innego niż szkła do wykończenia obudowy w telefonie, nie słychać też żadnych głosów, by np. ktokolwiek opracował powłokę w pełni odporną na zarysowania, którą można by w telefonie zastosować.

Mam czasami wrażenie, że ten problem jest wszystkim na rękę.

Na smartfonach pozbawionych rys na pewno nie zależy tysiącom producentów akcesoriów. Bo jeśli smartfon by się nie rysował, to kto o zdrowych zmysłach założyłby nań etui? A tak prędzej czy później większość konsumentów kupuje jakąś „gumkę” na telefon – albo po to, by uchronić go przed porysowaniem, albo po to, by porysowania zakryć.

Producentom również nie musi zależeć, bo a) porysowany, brzydki telefon to doskonała motywacja do wymiany urządzenia na nowe b) strumień pieniędzy płynących od producentów akcesoriów za licencje nie może wyschnąć.

Nie spodziewam się więc, by cokolwiek miało w tej materii drgnąć, choć mam nadzieję, że wielki sukces Pixela 3a zagranicą przyczyni się chociaż do tego, że poliwęglan choć częściowo wróci do łask i trafi do większej liczby smartfonów.

Nikt przecież nie każe producentom wylewać dziecka z kąpielą. Miło by jednak było mieć wybór – między smartfonem szklanym i pięknym, ale podatnym na porysowania, a plastikowym i mniej „premium”, ale lepiej znoszącym uszkodzenia mechaniczne.

Czy proszę o zbyt wiele?

A kiedy wam ostatnio zdarzyło się porysować telefon i czy bylibyście skłonni kupić urządzenie mniej „premium” by tego uniknąć? Komentarze są do waszej dyspozycji.

Dołącz do dyskusji

Advertisement