Logitech idzie na noże z HyperX. Logitech G PRO X to zewnętrzny DAC, mikrofon Blue i 7.1 w grach – recenzja

Recenzja/Gry 14.08.2019
Logitech idzie na noże z HyperX. Logitech G PRO X to zewnętrzny DAC, mikrofon Blue i 7.1 w grach – recenzja

Logitech idzie na noże z HyperX. Logitech G PRO X to zewnętrzny DAC, mikrofon Blue i 7.1 w grach – recenzja

Pisząc o zestawie słuchawkowym Logitech G PRO X nie da się uniknąć porównań do modeli HyperX. Producent postawił na kabel i zewnętrzną kartę dźwiękową, co w naturalny sposób kojarzy się z konkurencją. Również samo wzornictwo ma prawo kojarzyć się z rynkowym rywalem. Najnowsze słuchawki Logitecha są bowiem proste, skromne i eleganckie. Ich wyróżnik to za to wsparcie mikrofonu rozwiązaniami Blue VO!CE.

Najczęściej wymienianą przeze mnie wadą headsetów Logitecha był mikrofon. Niska jakość wychodzącego audio kolidowała z cudownym dźwiękiem przestrzennym takiego G935 Wireless albo wszechstronnością lekkich Zone Wireless. To nareszcie się zmienia. Logitech naprawił ten obszar, w którym konkurencja miała tradycyjną przewagę. Firma wydała na to ponad 100 mln dol., kupując znanego i cenionego producenta Blue Microphones. Headset Logitech G PRO X to pierwszy owoc spektakularnych zakupów.

Pasmo przenoszenia 20 Hz–20 kHz
Impedancja 35 Ω
Czułość 91,7 dB SPL przy 1 mW i 1 cm
Membrana 50 mm
Pasmo przenoszenia mikrofonu 100 Hz – 10 kHz
Długość kabla 2m (PC), 1,5 m (mobile)
Masa 320 g
Materiały Stal, aluminium, plastik, skóra, siatka
Magnes neodymowy
Dźwięk przestrzenny DTS HEADPHONE:X 2.0
Oprogramowanie Logitech G HUB

Żegnamy odpustowe wzornictwo, witamy szyk i styl. Logitech G PRO X wygląda zacnie.

O słuchawkach Logitecha skierowanych do graczy mogę napisać wiele dobrego, ale na pewno nie to, że dobrze wyglądają. Pełne LED-ów, masywne, trzeszczące, z masą ruchomych elementów i przycisków… no nie mieściło się to w estetyce pełnoletniego gracza. Takiego, który nie chce mieć biurka przypominającego bożonarodzeniową choinkę albo wnętrze remizy w trakcie wesela Haliny i Ryszarda.

Na szczęście w przypadku Logitech G PRO X nie trzeba doszukiwać się wewnętrznego piękna. Headset już na pierwszy rzut oka wygląda elegancko. Bardzo przyjemne w dotyku muszle są przełamane metalowym elementem z logo producenta. Bardzo spodobały mi się także zakręcone kable, będące wyróżnikiem PRO X na tle stosunkowo podobnych HyperX-ów. Nie ma bowiem wątpliwości, że pod względem kształtu, masy i rozmiaru słuchawki Logitecha są dosyć podobne do konkurencji. Ładniejsze. Bardziej spójne. Bardziej eleganckie. Podobieństwa są jednak widoczne już na pierwszy rzut oka.

Logitech G PRO X to jedne z masywniejszych słuchawek dla graczy wydanych w ostatnim czasie.

Sprzęt nie jest lekki jak piórko. Mocno przylega do skóry i zdecydowanie czuć go na głowie. Ma to swoje dobre strony. To pierwszy Logitech od dłuższego czasu, który nie zsuwa się po energicznym schyleniu. Wysoka stabilność została jednak okupiona komfortem. Logitech G PRO X nie jest raczej zestawem, w którym chciałbym spędzić niezdrowy, nieodpowiedzialny, wielogodzinny i ciągły maraton z nowym dodatkiem do World of Warcraft. Bez mrugnięcia okiem zamieniłbym go na wariant z szelkową konstrukcją pałąka.

Logitech G PRO X to jeden z tych headsetów, po zdjęciu których czujesz różnicę. Ulgę niemalże. Nauszniki grzeją w uszy, a skóra obicia nie jest obojętna dla skóry głowy. W połączeniu z solidnym dociskiem oraz solidną masą daje to efekt, który średnio pasuje do 32-stopniowych upałów, jakie grasują za oknem. Zdaje się, że Logitech sam jest tego świadom i ubezpieczył się w razie mojego narzekania na komfort, wygodę, temperaturę czy przepuszczalność powietrza.

W zestawie znajdują się bowiem alternatywne nauszniki wykonane ze sportowej folii. Ta jest w moim przekonaniu materiałem gorszym w przypadku słuchawek do gier, ale znacznie lepszym gdy mamy do czynienia z a) masywnym modelem, oraz b) letnimi upałami. Stąd nie narzekam na siatkę, ale doceniam jej obecność. Inne dodatkowe elementy znajdujące się w pudełku to:

  • odczepiany mikrofon,
  • workowate etui,
  • kabel telefoniczny z własnym mikrofonem,
  • kabel PC,
  • zewnętrzna karta dźwiękowa USB (DAC),
  • rozdzielnik mikrofonu i słuchawek.

Basy, basiki, basunie – Logitech G PRO X wyróżnia się na tle gamingowego standardu.

Wiecie jak to jest ze słuchawkami dla graczy. Mocno podkręcone doły sprawiają, że wszystkie wybuchy, eksplozje i pościgi brzmią jak w kinie. Jest filmowo. Jest efektowne. Muszle aż drżą od ruchu membran. O dziwo Logitech G PRO X taki nie jest. No, przynajmniej nie do końca. Jak na słuchawki dla graczy, basy zostały podkręcone z zaskakującym umiarem. Wciąż dominują, ale nie zjadają środka. Nie sabotują innych pasm. Można wręcz pomyśleć, że kalibracją PRO X zajął się ktoś, kto ma nie tylko serce do gier, ale również ucho do dźwięku.

Oczywiście słuchawki do gier wciąż mają swoje ograniczenia, a Logitech G PRO X nie jest tutaj wyjątkiem. Góra bywa ścinana, przez co trudno porównać headset do modeli studyjnych albo audiofilskich. To produkt od graczy do graczy, nie miejmy żadnych złudzeń. Wyjątkiem jest to, że w przeciwieństwie do innych gamingowych produktów, akurat ten nie musi się wstydzić podczas odtwarzania muzyki. Nowego We Are Not Your Kind od Slipknota raczej na tych słuchawkach nie będę odsłuchiwał. Za to nowej Madonny czy Podsiadło – czemu nie.

Co zaś tyczy się gier – nie potrafię zrozumieć jednej rzeczy. Logitech G PRO X w trybie cyfrowego 7.1 brzmi mniej precyzyjnie niż zeszłoroczny G935. Porównałem oba modele w Battlefieldzie V i Overwatchu – gier multiplayer o jednych z najbardziej wyrazistych scen przestrzennych. Dopiero po manualnej zabawie w oprogramowaniu Logitecha i podkręcenia tylnych źródeł kosztem źródeł przednich uzyskałem ten kapitalny stan co w G935. Czyli to nie tak, że jest gorzej. Po prostu trzeba spędzić chwilę w ustawieniach. Co do samego formatu DTS HEADPHONE:X 2.0 – jak zwykle mamy absolutną igłę w pierścieniu 360 stopni i jak zwykle przestrzeń wykłada się na osi wertykalnej. Ciekawe, czy dożyję prawdziwego 3D Audio.

Szczerze podoba mi się profil dźwiękowy PRO X. Kojarzy się ze świetnymi Revolverami.

To zestaw, który przesuwa środek ciężkości z wybuchów na dźwięk serii z karabinu. Może eksplozja granatu nie wgniata tak w ziemię jak podczas seansu IMAX, ale za to seria z kałasznikowa to absolutne 10/10. Każdy pocisk rozbrzmiewa w uszach. Jest agresywnie. Jest z pazurem. Jest charakternie. FPS-y brzmią w tych słuchawkach cudownie. Dźwięk przeładowania. Szelest noszonego ekwipunku. Wyskakująca szyna z Garanda w Red Orchestra 2. Po prostu mniam. Jeśli szukasz słuchawek pod sieciowe strzelaniny, PRO X na pewno nie zawiedzie.

Jak większość dobrych słuchawek z rozbudowaną sceną przestrzenną, Logitech G PRO X daje realną przewagę na serwerach. Grając w Overwatcha można strzelać w zasadzie na ślepo. Obecność przeciwnika na plecach potwierdzała się w stu procentach z sygnałami generowanymi przez słuchawki. Wiedziałem o obecności przeciwników przez ściany i zawsze byłem przygotowany do konfrontacji. Nie tym razem Hanzo. Nie tym razem.

No dobrze, ale co z tym mikrofonem od Blue?

Ciekawa sprawa, bo odczepiany, 6-milimetrowy mikrofon nie robi spektakularnego wrażenia wizualnego. Przeciwnie. Mam przypuszczenia, że cała magia Blue zawiera się nie w hardware, ale software. Mikrofon dostał bowiem takie wsparcie w programie Logitech G HUB (niestety tylko na Windows), że inne urządzenia do nagrywania audio mogą płonąć z zazdrości. Napiszę więcej: wszystkich ulepszeń i dopalaczy jest tyle, że mniej zaawansowanemu użytkownikowi początkowo bardziej szkodzą niż pomagają.

Blue tak podkręciło mikrofon, że w ustawieniach domyślnych ten brzmi aż nienaturalnie. Metalicznie wręcz. Bramki oprogramowania wypaczyły i przerobiły rejestrowane audio, dlatego warto po nich posprzątać. Dopiero dłuższa zabawa profilami pozwala odkryć, że w Logitech G PRO X możemy brzmieć naprawdę, naprawdę świetnie. Dlatego spokojnie – jeśli kupicie ten zestaw i będziecie brzmieć jak robot, nie trzeba biec z paragonem do sklepu. Wystarczy wejść do G HUB i znaleźć coś w sam raz dla swojego głosu, barwy, tonu i tak dalej.

Absolutnie kapitalne jest to, że dźwięk mikrofonu słyszymy BEZPOŚREDNIO w G HUB. Do tego raz nagraną próbkę głosu możemy przepuścić przez każdy suwak i każdy profil mikrofonu. Jedno nagranie wystarczy aby sprawdzić wszystkie opcje, wszystkie ustawienia oraz wszystkie zmienne. Rewelacja. Logitech naprawdę stanął na wysokości zadania, jeśli chodzi o proces konfiguracji. Nawet jeśli nie mamy pojęcia o dźwięku, wystarczy nasz słuch. Odsłuchując każdą zmianę wcześniej czy później stworzymy idealne wartości dla dźwięku wychodzącego.

Profile w Logitech G PRO X to coś więcej niż zbędna kosmetyka.

One naprawdę robią różnicę. Zmiana pomiędzy poszczególnymi presetami mikrofonu jest gigantyczna. Te zostały podzielone na trzy podstawowe grupy: stworzone przez Blue oraz stworzone/inspirowane/uzgodnione z profesjonalnymi e-sportowcami występującymi z logo Logitecha na koszulkach. Ciekawa jest zwłaszcza ta ostatnia grupa profili.

Mam wrażenie, że po stronie profili Blue pojawia się zbyt wiele chęci do modyfikacji, ulepszania oraz oczyszczania wychodzącego audio. Efekt jest odwrotny od zamierzonego. Zamiast najczęściej wybierane, presety producentów mikrofonów znalazły się na szarym końcu mojego prywatnego rankingu. Oczywiście to kwestia czysto subiektywna. Dlatego jestem ciekaw, który z profili przypadnie wam najbardziej do gustu. Załączam tylko część ze wszystkich startowych konfiguracji. Kolejne można pobrać z sieci, za pośrednictwem programu G HUB.

Profile Blue:

Profile e-sportowców:

Będąc przy G HUB – nie spotkałem się z dedykowanym oprogramowaniem, które pozwoliłoby zmienić tyle indywidualnych parametrów. Doskonała robota. Aplikacja pomocnicza Logitecha wyrasta powoli na jednego z najlepszych asystentów komputerowego gracza. Warto zwrócić na to uwagę, ponieważ poprzednia wersja programu była okropna. Naprawdę okropna.

Logitech G PRO X – hit, kit czy może coś pośrodku?

Ze względu na partnerstwo z Blue o modelu PRO X zrobiło się naprawdę głośno. To bez wątpienia jedna z bardziej medialnych premier, jeżeli chodzi o peryferie dla komputerowych graczy. Dlatego tym bardziej warto odseparować szum od faktów. Fakty są z kolei takie, że Logitech G PRO X nie jest najlepszym zestawem dostępnym na rynku. Mógłby nim być, gdyby cena wynosiła 300 zł zamiast 500. Jednak przy aktualnej stawce PRO X oferuje zbyt mało za zbyt wiele, abym nazwał go królem średniej półki.

Główne problemy tego zestawu to wygoda podczas wielogodzinnych (3+) maratonów, stosunkowo wysoka cena, obowiązkowe okablowanie, niska wszechstronność oraz brak wsparcia dla zaawansowanych ustawień poza środowiskiem Windows. Z drugiej strony Logitech dokonał gigantycznych postępów w obszarach, które były jego piętami Achillesa. Firma naprawiła design, zwiększyła stabilność oraz ulepszyła mikrofon. Ewidentny progres, dzięki któremu słuchawki Logitecha stają się czymś więcej niż tylko tłem do kapitalnych myszek.

Dzięki zewnętrznej kracie USB Logitech G PRO X brzmi KAPITALNIE. Zwłaszcza podczas grania w FPS-y. Słuchawki spisują się dobrze podczas odsłuchu popu. Do tego jako jedne z niewielu grają umiarkowanie poprawnie przy rocku i metalu. Możliwość bogatej konfiguracji mikrofonu jest wyjątkowa i bez precedensu, a liczba ustawień i suwaków zachwyca. To wszystko zalety, z którymi nie da się polemizować. Biorąc pod uwagę stosunek wad do zalet wychodzą nam naprawdę, naprawdę dobre słuchawki. Takie, które można polecić w ciemno każdemu miłośnikowi strzelanin i prawie każdemu graczowi.

Największe zalety:

  • Logitech naprawia swoje słabości: mikrofon, design, stabilność
  • Jedne z najładniejszych słuchawek dla graczy na rynku
  • Bogactwo profili mikrofonu
  • Kapitalne wsparcie oprogramowania
  • Basy nie zjadają środka, można słuchać muzyki
  • Solidne wykonanie: stal, aluminium
  • DAC odczuwalnie poprawia jakość audio
  • Świetne cyfrowe 7.1…

Największe wady:

  • … ale dopiero po manualnej konfiguracji
  • Zdumiewająco bezwzględne, a jednocześnie omylne bramki szumów
  • Fatalny domyślny tryb działania mikrofonu
  • Cena: 499 zł
  • Konkurencja potrafi niewiele mniej za sporo mniej (pieniędzy)

Cały problem polega na tym, że za odczuwalnie mniej pieniędzy można dostać niewiele gorsze audio. Na ten moment największym wrogiem zestawu Logitech G PRO X jest jego własna cena. Jeśli ta spadnie do 300 – 350 zł, firma po raz pierwszy będzie mogła na poważnie walczyć o koronę na komputerowej średniej półce. Wcześniej Logitecha wpuszczano na nią wyłącznie z grzeczności.

Dołącz do dyskusji