Jeden próbował mnie okraść, a drugi kazał do siebie biegać i odjechał mi sprzed nosa. Kierowcy Bolta – historia prawdziwa

Felieton/Technologie 07.08.2019
Jeden próbował mnie okraść, a drugi kazał do siebie biegać i odjechał mi sprzed nosa. Kierowcy Bolta – historia prawdziwa

Jeden próbował mnie okraść, a drugi kazał do siebie biegać i odjechał mi sprzed nosa. Kierowcy Bolta – historia prawdziwa

Usłyszałem kiedyś, że definicja głupoty to ciągłe popełnianie tych samych błędów i oczekiwanie ich innych rezultatów. Jeżeli jest to prawda, to ewidentnie jestem głupi, bo znowu zamówiłem przejazd Boltem i ponownie się na nim, nomen omen, przejechałem.

Istotnym elementem tej opowieści jest fakt, że dosyć paskudnie połamałem sobie rękę. Ktoś mnie strasznie oszukał i powiedział, że sport to zdrowie, ja mu uwierzyłem, czego efekty do dziś odczuwam w prawym łokciu. Tydzień spędziłem w szpitalu, dwa w gipsie, a do dziś noszę ortezę i przechodzę kosztowną i czasochłonną rehabilitację. Nic miłego.

Rehabilitację odbywam codziennie i dojeżdżam na nią tramwajem. Jednak w ostatnich dniach z powodu obchodów 75. rocznicy Powstania Warszawskiego tramwaj zmienił trasę i nie zatrzymywał się obok mojego bloku. Jako że akurat wtedy bardzo śpieszyłem się na rehabilitację, postanowiłem zamówić taksówkę. Niestety żaden kierowca FreeNow nie był w okolicy, a na najbliższego musiałbym czekać około 20 minut, tym samym spóźniając się na zajęcia. Zdesperowany odpaliłem appkę Bolta, mimo że zaledwie kilka miesięcy temu ukraiński kierowca korzystający z niej próbował mnie okraść.

I wtedy zaczęła się zabawa, a wspomnienia wróciły

Pan Daniel, bo tak miał na imię kierowca przyjechał do mnie po trzech minutach. Nie skręcił jednak w moją uliczkę, tylko pojechał dalej i… stanął w zupełnie innym miejscu niż zaznaczyłem w aplikacji. Zadzwoniłem do niego w celu wyjaśnienia sytuacji, ale zamiast zapewnienia, że zaraz się pojawi, usłyszałem tylko, że mam do niego iść. Nic nie pomogło wyjaśnienie, że jestem osobą po wypadku, że się spieszę i nie mogę go szukać. Kierowca wtedy zagroził mi, że jeżeli nie przyjdę, anuluje kurs z mojej winy i będę musiał zapłacić 10 zł kary.

Ciągle rozmawiając przez telefon, poszedłem w wyznaczonym przez niego kierunku. Pech chciał, że byłem tak zdenerwowany, iż nie zauważyłem czerwonego światła na drodze. Nie zauważyłem również dwóch policjantów, którzy zobaczyli moje wykroczenie i postanowili mnie ukarać mandatem w wysokości 100 zł. Nie oponowałem, bo moja wina była oczywista, wręcz sam przyznałem, że mandat mi się należy. Stróże prawa docenili moją postawę i zakończyli sprawę na pouczeniu, a ja ponownie zadzwoniłem do kierowcy, jednocześnie do niego biegnąc.

Dokładnie widziałem samochód i biegłem w jego kierunku machając zdrową ręką. Kierowca najprawdopodobniej mnie widział, ponieważ stał w miejscu. Jednak gdy byłem już obok niego i miałem wsiadać, kierowca anulował kurs i odjechał.

Nie wyobrażacie sobie nawet mojego zdenerwowania.

Oczywiście nie zostawiłem tak sprawy i od razu skontaktowałem się z Boltem, który już po kilku minutach zapewnił mnie, że 10 zł za anulowanie kursu zostanie zwrócone na moje konto. To duża poprawa względem ostatnich kilku miesięcy, gdy na jakikolwiek kontakt czekałem dniami, a niekiedy i tygodniami. Ostatecznie na rehabilitację dotarłem ze sporym opóźnieniem i tylko szczęściu zawdzięczam to, że mój termin nie przepadł.

Bolt i Uber to porażka na całej linii. Korzystam z nich w ostateczności

Zapewne w komentarzach znajdzie się kilku kierowców, którzy powiedzą, że jestem hipokrytą, bo sami wieźli mnie Boltem lub Uberem. To prawda, ale od kilku miesięcy, od incydentu z próbą kradzieży korzystam z tych usług wyłącznie w ostateczności. Gdy żadnej taksówki nie ma w okolicy, komunikacja miejska nie działa, a ja potwornie się spieszę. W zdecydowanej większości przypadków staram się zamawiać przejazdy FreeNow (dawniej mytaxi), które są nie tylko znacznie lepsze, ale ostatnimi czasy też tańsze, zwłaszcza w opcji Lite. Co też nie jest do końca dobre, bo z plagą pod nazwą „przewóz osób„ trzeba walczyć nie niższą ceną, ale wyższą jakością usług.

Niezależnie czy mogę zapłacić za przejazd trochę więcej lub trochę mniej, najchętniej zamawiam taksówkę z aplikacją, która łączy wszystkie zalety nowoczesnej aplikacji do transportu z licencjonowaną taksówką. Wybieram taką opcję, ponieważ Uber i Bolt to usługi, które stały się parodią samych siebie. Trzymają poziom nie lepszy od starej daty cierpów, którzy za przejazd z Dworca Centralnego w Warszawie do Ronda ONZ liczą sobie 50 zł, a po drodze mijają Stadion Narodowy.

W obecnej formie Uber i Bolt nie mają racji bytu. Ich jedyną zaletą pozostaje fakt, że to właśnie dzięki nim udało się zmodernizować rynek taksówek, który kilka lat temu potrzebował jakiejkolwiek konkurencji. Dzięki temu pojawily się usługi takie jak iTaxi i FreeNow, które w mojej ocenie pod względem jakości rozkładają swoją nielicencjonowaną konkurencję na łopatki.

Dołącz do dyskusji