Teorie spiskowe: człowiek nie ma wpływu na globalne ocieplenie. Dlaczego ludzie wierzą w takie rzeczy?

Felieton/Ekologia 13.08.2019
Teorie spiskowe: człowiek nie ma wpływu na globalne ocieplenie. Dlaczego ludzie wierzą w takie rzeczy?

Teorie spiskowe: człowiek nie ma wpływu na globalne ocieplenie. Dlaczego ludzie wierzą w takie rzeczy?

Ponad połowa youtube’owych ekspertów twierdzi, że albo globalne ocieplenie jest mitem, albo nie zagraża nam w tak dużym stopniu, jak twierdzą naukowcy. Zastanówmy się więc, co i gdzie poszło tak bardzo nie tak, że duża część społeczeństwa nadal bagatelizuje postępujących zmian klimatycznych.

Płaska Ziemia, trucizny w szczepionkach, chemtrails, reptilianie – dzięki dostępowi do sieci każda, nawet najgłupsza (pretendentów do tego tytułu jest bez liku) teoria spiskowa potrafi w bardzo krótkim czasie zdobyć wielu zwolenników. Czemu tak w ogóle się dzieje?

Dlaczego wierzymy w teorie spiskowe?

Na ten temat powstało kilka badań. Chociażby to przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu w Chicago. Stworzyli oni ad hoc zupełnie nowe, nieistniejące wcześniej teorie spiskowe. Jedna z nich brzmiała: „Słyszałeś, dlaczego każą nam zmieniać żarówki na energooszczędne świetlówki? Rząd nakazał ich używanie, bo ich światło powoduje że ludzie są bardziej posłuszni i łatwiej nimi sterować”.

Brzmi głupio? Oczywiście, że tak. Zgadnijcie, jak zareagowali na takie wieści respondenci biorący udział w badaniu. 17 proc. z nich odpowiedziało, że owszem, spotkali się z taką teorią. Kolejnych 10 proc. wprost powiedziało, że wierzy, iż jest to prawda. Mniejsza z tym, że nigdy wcześniej nie słyszeli o tym rządowym spisku.

Ci sami ludzie spytani zostali również o teorie, które już są ugruntowane w ludzkich przekonaniach. Do wiary w wewnętrzne przygotowanie ataków 11 września 2001 r. przyznało się 19 proc. respondentów, a 24 proc. wierzyło, że prezydent Obama nie powinien być prezydentem, bo nie urodził się w Stanach Zjednoczonych.

Ogółem okazało się, że połowa badanej populacji wierzy co najmniej w jedną teorię spiskową. Nie jest to liczba ludzi, którą można ignorować albo traktować z góry. Nie możemy powiedzieć, że są jakoś wyjątkowo naiwni – po prostu wychodzi na to, że rzeczywiście wiara w takie rzeczy to właściwość naszych mózgów, które cały czas pracowicie analizują każdą informację jaką otrzymują. Pojawienie się prostego algorytmu, skracającego czas analizy, i pozwalającego pójść na skróty, to dla nich łakomy kąsek.

Dlatego tak łatwo dajemy się manipulować pseudo-eskpertom

W przypadku teorii kwestionujących antropogeniczne pochodzenie zmian klimatycznych działają jeszcze dodatkowe czynniki. Po pierwsze: odpowiedzialność. Nikt raczej nie chciałby być odpowiedzialny za popsucie klimatu naszej planety, która ociepla się aktualnie w takim tempie, że prędzej czy później skończy się to katastrofą.

O ile przyjemniej jest usłyszeć, że globalne ocieplanie się klimatu to proces w pełni naturalny i że nie mamy na niego wpływu. Brzmi to jak idealna wymówka, która pozwala nam na nie wprowadzanie żadnych zmian do naszego stylu życia. A globalne ocieplenie? Zostawmy to przyszłym pokoleniom.

Kolejnym czynnikiem, który sprawia, że ludzie bardzo chętnie ignorują kolejne przerażające raporty publikowane przez naukowców jest globalny przemysł. Gdyby politycy z całego świata rzeczywiście zastosowali się do wszystkich sugestii naukowców, musieliby zamknąć wszystkie elektrownie korzystające z paliw kopalnych, znacznie zredukować skalę przemysłowej hodowli zwierząt, zdelegalizować samochody spalinowe itd. – wyobraźcie sobie reakcję giełd na całym świecie na takie zmiany. Kryzys murowany.

Dlatego o wiele łatwiej znaleźć sobie jakiegoś szarlatana, który ciepłym głosem zapewni nas, że wszystko jest w porządku, a ci wszyscy naukowcy są częścią ogromnego spisku i spokojnie można ich ignorować. No, przynajmniej jeszcze przez chwilę. Zanim nie zrobi się za gorąco.

Czytaj również:

Dołącz do dyskusji