Facebook płaci ludziom za słuchanie i spisywanie twoich rozmów na Messengerze

News/Social media 14.08.2019
Facebook płaci ludziom za słuchanie i spisywanie twoich rozmów na Messengerze

Facebook płaci ludziom za słuchanie i spisywanie twoich rozmów na Messengerze

Jak wszyscy to wszyscy. Facebook nawet bez swojego asystenta głosowego dał radę załapać się na aferę podsłuchową. Imponujące. 

Afery z podsłuchującymi asystentami głosowymi zaczęły wybuchać nieco ponad miesiąc temu. Firmy przesyłały nagrania rozmów swoich użytkowników do kontrahentów, mimo że nie były w stanie dobrze rozróżnić, czy nagrywanie zostało wywołane specjalnie, czy tylko przez przypadek. Cóż, Mark Zuckerberg, Ten, Który Ma Nasze Dane, niepierwszy tego imienia, musiał się prędzej czy później pojawić w kontekście tej afery, jak niemal każdej dotyczącej prywatności. Modnie spóźniony o tydzień lub dwa, ale już jest.

Z informacji zdobytych przez Bloomberga wynika, że Facebook wysyła do swoich kontrahentów nagrania z rozmów głosowych prowadzonych przez Messengera i tam poddaje je transkrypcji. Firma tym doniesieniom nie zaprzecza, choć próbuje wysunąć kilka „ale” na swoją obronę.

Zgody pozorowane

Dostawcy usług chcą je doskonalić, to zrozumiałe, problem polega na tym, jak to robią. W wypadku dość świeżej technologii, którą jest rozpoznawanie mowy na taką skalę i w tylu językach, posiłkują się ogromną liczbą danych. Firmy nie są w stanie znaleźć same wszystkich błędów i dlatego sięgają po dodatkowe rzesze testerów – swoich klientów.

Jeśli nawet zgodzimy się na to, że ten model nie ma w sobie nic zdrożnego, głównym problem tej strategii jest brak pełnej świadomości i kontroli użytkowników nad tym, co dzieje się z ich prywatnymi informacjami. Przede wszystkim firmom w takim wypadku potrzebna byłaby jasno wyrażona precyzyjna zgodna na wysyłanie naszych danych do testów. Tak nie jest. Przeciętny użytkownik wierzy, że wszystko działa tak dobrze, jak twierdzą firmy i nie musi sobie zdawać sprawy z tego, że system nie jest jeszcze idealny. Nie wie, że zdarzają się pomyłki i urządzania nagrywają więcej i częściej niż wszyscy byśmy chcieli. W związku z tym do uszu innego człowieka mogą trafić informacje poufne, których wcale nie chciał przekazać swojemu asystentowi. Firmy wiedzą, że zdarzają się przypadkowe nagrania, ale się tym specjalnie nie chwalą. W ten sposób do uszu pracowników firm współpracujących z Apple’em, Google’em czy Amazonem trafiają wrażliwie informacje o czyimś zdrowiu, sytuacji prawnej, chronionym od pokoleń tajnym przepisie babci Władzi na szarlotkę.

W wypadku Facebooka problem jest podobny

Trudno nieświadomie nagrać wiadomość do kogoś na Messengerze czy niecący włączyć transkrypcję audio. Jest jednak inny kłopot. Facebook podkreśla, że zbiera nagrania tylko od użytkowników, którzy zgodzili się na nagrywanie. Jednak, jak twierdzi Bloomberg, polityka prywatności Facebooka mówi o przetwarzaniu nagrań audio, ale w słowach, które sugerują, że ich analizą zajmują się algorytmy, a nie ludzie. Też nie byłam w stanie znaleźć informacji bezpośredniej o przetwarzających ją człowieku. Może jest po prostu dobrze ukryta i choć dziennikarze nie mogą na nią trafić, to przeciętny użytkownik radzi sobie z tym bez żadnych problemów. Może.

Facebook deklaruje, że przestał przesyłać nagrania do kontrahentów tydzień temu, po tym, jak reszta firm także zaczęła się z tych praktyk wycofywać.

Dołącz do dyskusji