Wszyscy szpiedzy Huaweia

Artykuł/Technologie 01.08.2019
Wszyscy szpiedzy Huaweia

Wszyscy szpiedzy Huaweia

W sprawie Huaweia nie jest ważny sprzęt, luki bezpieczeństwa czy szpiedzy. Tocząca się dyskusja dotyczy przede wszystkim moralnej oceny firmy i zaufania, jakim można ją obdarzyć. A z tym jest coraz większy problem. 

Oskarżenia wysnuwane przeciw Huaweiowi w lipcu znów przybrały na sile. Firma dwoi się i troi, by pokazać, że nadal jest gigantem zdolnym góry danych przenosić, ale mimo świetnych wyników finansowych spowija ją cień niepewności. Cień, który na zmianę przybiera kształty groźnych backdoorów, dominacji gospodarczej Państwa Środka i niebezpiecznych chińskich szpiegów.

Polska

To był pierwszy w tym roku tak duży cios dla wizerunku Huaweia. W styczniu doszło do zatrzymania pracownika firmy w Polsce. ABW aresztowało Weijinga W. oraz Piotra D. podejrzanych o szpiegostwo na rzecz Państwa Środka. Pierwszy był jednym z dyrektorów polskiego oddziału firmy, drugi jest byłym oficerem ABW.

Huawei odciął się szybko od sprawy i zwolnił swojego pracownika. Firma próbowała od tego czasu zrobić wiele, żeby jakoś naprawić swój nadwyrężony wizerunek, ale z biegiem czasu było tylko gorzej i gorzej. Lawina złych wiadomości rosła z każdym miesiącem.

Czechy

W końcu 22 lipca czeskie radio opublikowało kolejne niepokojące wiadomości z widmem szpiegostwa w tle. Ich dziennikarz dotarł do dwóch byłych menadżerów firmy, którzy twierdzą, że zbierali osobiste informacje na tematy klientów i urzędników biorących udział w wycieczkach lub konferencjach organizowanych przez firmę. Mieli oni wypytywać, a następnie skrupulatnie notować, czego się dowiedzieli na przykład o liczbie dzieci czy hobby interesujących ich przełożonych osób. Dane wysyłano do centrali w Chinach, a także dzielono się nimi z pracownikami chińskiej ambasady.

O dziwnym zachowaniu firmy Czesi informowali już wcześniej. W grudniu zeszłego roku Czeski Narodowy Urząd ds. Bezpieczeństwa Cybernetycznego i Informatycznego (NUKIB) wydał oświadczenie, w którym nazywał chińską firmę zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego. Zaledwie kilka dni później specjalne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Państwa zwołał premier Andrej Babis, który próbował łagodzić sytuację. Rada uściśliła po nim, że ostrzeżeniem nie powinni się przejmować zwykli użytkownicy i dotyczy ono jedynie infrastruktury krytycznej państwa.

Jednak według ustaleń czeskiego radia kontrwywiad miał organizować szkolenia z trzymania języka za zębami i chronienia osobistych informacji nie tylko skierowane do polityków, ale także do biznesmenów.

Huawei zaprzecza, jakoby przekroczył granicę prawa, zbierając informacje na temat polityków lub klientów.

Korea Północna

Doniesienia z Czech to nie jedyne, z czego musiała się tłumaczyć w tym miesiącu firma. The Washington Post, tego samego dnia co czeskie radio, poinformował, że chiński gigant przez 8 lat pomagał reżimowi Korei Północnej w stworzeniu i utrzymaniu komercyjnej sieci bezprzewodowej. I choć już samo to jest co najmniej moralnie dwuznaczne, to nie tylko o etykę tu chodzi. Tegu typu pomoc mogłaby łamać amerykańskie sankcje, bo Huawei korzysta z komponentów pochodzących od amerykańskich firm. To nie byłby pierwszy raz, gdy chiński gigant jest oskarżany o łamanie sankcji. W Stanach Zjednoczonych badana jest sprawa naruszenia sankcji irańskich.

Po doniesieniach Washington Post Huawei poinformował w wydanym oświadczeniu, że nie prowadzi działalności gospodarczej w Koreańskiej Republice Ludowo-Demokratycznej.

Stany Zjednoczone

Jeszcze przed wpisaniem firmy na słynną czarną listę miała ona nieliche problemy w Stanach Zjednoczonych. Tamtejsze sieci komunikacyjne nie chciały przyjmować do swojej oferty telefonów firmy, a podmioty państwowe miały zakaz korzystania ze jej sprzętów. Stany do wprowadzenia podobnych obostrzeń namówiły zresztą swoich sojuszników – Japonię, Australię i Nową Zelandię.

Ale choć Stany Zjednoczone już wcześniej deklarowały, że widzą Huaweia jako zagrożenie, to Donald Trump wyniósł działania przeciwko chińskiej firmie na nowy poziom. Po tym, jak prezydent wpisał ją na czarną listę i zakazał amerykańskim korporacjom handlować z nią, przyszłość firmy na zachodzie stanęła pod znakiem zapytania.

Ponieważ amerykański prezydent jest jednak człowiekiem, który niepewność woli mnożyć niż rozwiewać, płynące z Białego Domu informacje dotyczące dalszego powstępowania z chińskim gigantem jeszcze bardziej komplikują obraz sytuacji. W połowie lipca dowiedzieliśmy się, że restrykcje dla Huaweia zostaną złagodzone, potem, że tylko chwilowo. Do zamieszania swoje trzy grosze dodał kongres, pracując nad ponadpartyjną ustawą, która ma uniemożliwić prezydentowi ewentualne wykreślenie firmy z czarnej listy.

Czy sprzęt Huaweia jest bezpieczny?

Z przytoczonych historii wyłania się obraz firmy, która nie waha się współpracować z okrutnym reżimem Korei Północnej, gromadzi informacje dla szpiegów z Chińskiej Republiki Ludowej lub wręcz sama ich zatrudnia. Brakuje tu jednak jednego bardzo ważnego elementu układanki – sprzętu, który miałby być wykorzystywany do szpiegowania nas i dowodu na to, że on w ogóle istnieje.

Warto zdawać sobie sprawę z tego, że jeśli Huawei jest nie tyle firmą, ile bronią Chińczyków, to 5G do trzymania Zachodu w szachu jest właściwie niepotrzebne. Choć przeciętny użytkownik kojarzy chińskiego giganta głównie ze smartfonami, to nasza infrastruktura telekomunikacyjna jest już od dawna oparta w sporej mierze na jego urządzeniach. Huawei dostarcza nadajniki, switche, routery, na których działają nasze sieci. Firma właśnie po to, żeby bronić się przed zarzutami o szpiegostwo, udostępnia kod źródłowy swoich produktów. Gdyby dzięki niemu ktokolwiek przyłapał ją na podsłuchiwaniu, byłby to dla niej koniec kariery na całym świecie.

Tylko że nawet takie działanie nie gwarantuje nikomu w 100 proc. spokojnego snu. Teoretycznie na całkowicie niewinnym i bezpiecznym sprzęcie firma nadal może wprowadzić złośliwe oprogramowanie, korzystając z automatycznych aktualizacji. Problem polega na tym, że te są niezbędne także dla bezpiecznego funkcjonowania sprzętu i tu koło się zamyka.

To nie historia o tym, co jest w sprzęcie czy kodzie, to historia o zaufaniu, przewidywaniu przyszłości i wróżeniu z cieni.

Stanom Zjednoczonym nie udało się pokazać twardych dowodów na to, że korzystanie ze sprzętu Huaweia jest niebezpieczne, ale to niczego nie zmienia. Trwający spór nie opiera się na dowodach i nie dotyczy przeszłości ani teraźniejszość. Tu chodzi o przyszłość.

Huawei budzi obawy, że mógłby śledzić, mógłby szpiegować, mógłby przekazywać wrażliwe informacje rządowi Chin, a w skrajnym przypadku jego urządzenia mogłyby zostać wykorzystane przeciwko nam. Szefostwo firmy odrzuca takie dywagacje podkreślając, że nie ma dla nich podstaw w jej dotychczasowych działaniach i że wszelkie tego typu działania byłyby biznesowym samobójstwem dla prywatnej firmy.

Cień spowijający Huaweia mogą rzucać szpiedzy i rządząca twardą ręką Komunistyczna Partia Chin, ale może się okazać, że nic tam nie ma, a Stany Zjednoczone tak manipulują światłem, by ich biznesowy konkurent wydawał się nagle groźny i przerażający.

Walka, która trwa, to walka o opinię i nasze zaufanie, nie o fakty, bo do tych nie mamy dostępu.

Dołącz do dyskusji