Naukowcy przywracają dobre imię audiobookom. Nasz mózg nie dostrzega różnicy między książką czytaną i słuchaną

Artykuł/Nauka 27.08.2019
Naukowcy przywracają dobre imię audiobookom. Nasz mózg nie dostrzega różnicy między książką czytaną i słuchaną

Naukowcy przywracają dobre imię audiobookom. Nasz mózg nie dostrzega różnicy między książką czytaną i słuchaną

Nareszcie mamy na to badania. Naukowcy stwierdzili, że słuchanie audiobooków nie różni się co do zasady od czytania książek. Co więcej, oba warianty można stosować zamiennie, a nasz mózg nie będzie protestował.

Debata o wyższości książek nad audiobookami powraca regularnie, a czytelnicy książek zaskakująco często dyskredytują audiobooki. Przeciwnicy audiobooków twierdzą, że słuchania nie można traktować na równo z czytaniem. Przesłuchana książka nie liczy się tak samo, jak ta przeczytana.

Za każdym razem gdy czytam takie słowa, fundamentalnie się z nimi nie zgadzam. Jako osoba, która więcej słucha niż czyta, mam zupełnie inne doświadczenia w tym temacie. Nie widzę różnicy między audiobookami a książkami, a co więcej, zdarza mi się pochłaniać jedną książkę na oba sposoby równolegle.

Naukowcy przywracają dobre imię audiobookom.

Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley postanowili sprawdzić, jak ludzki mózg reaguje na czytanie książki i słuchanie audiobooków. W tym celu skanowali i analizowali korę mózgową i badali, w jaki sposób mózg przetwarza każde przesłuchane i przeczytane słowo.

Historia stymulowała te same obszary poznawcze i emocjonalne w mózgu, niezależnie od medium. Osoby nieprzekonane mogą podważać badania z uwagi na fakt, że wzięło w nich udział tylko dziewięć osób. Metodologia jest jednak kosztowna i czasochłonna, a naukowcy twierdzą, że pozyskane wyniki są jednoznaczne.

Nie mam wątpliwości, że audiobooki powinny być traktowane na równi z książkami.

Od kilku lat naprzemiennie słucham audiobooków i czytam książki. Jeszcze w ubiegłym roku na pięć przeczytanych książek przypadał mniej więcej jeden audiobook. Słuchałem ich kiedy wykonywałem czynności domowe niewymagające zaangażowania umysłowego, czyli np. przy sprzątaniu, odkurzaniu, koszeniu trawnika, itd.

Od momentu narodzin mojej córki praktycznie w całości przerzuciłem się z książek na audiobooki. Nie mam czasu na czytanie, ale słucham więcej niż kiedykolwiek, głównie na spacerach. Zauważam też tendencję do ciągłego przyspieszania tempa. Obecnie najlepiej słucha mi się w tempie x1,5, a czuję, że to jeszcze nie koniec. Dużo zależy jednak od książki i od lektora.

Nie widzę żadnej, ale to absolutnie żadnej różnicy pomiędzy przyswajaniem treści z książki a audiobooka. Jedyną wadą audiobooka jest fakt, że trudniej w nim wrócić do jednego konkretnego fragmentu w książce. Jestem wzrokowcem, więc znalezienie konkretnego zdania w książce nie jest problemem, podczas gdy w audiobooku bywa niemożliwe.

Zupełnie nie kupuję stwierdzenia, że przy audiobooku można zbyt łatwo odpłynąć myślami. To nie jest zarzut do formy, a do odbiorcy, bo równie dobrze można nie skupiać się na czytanym tekście. Obie formy wymagają skupienia na treści.

Zaczynam rozumieć, dlaczego niektóre osoby odbijają się od audiobooków.

Dla wielu osób audiobooki kojarzą się z samochodem. Długie trasy za kółkiem to teoretycznie idealny moment na słuchanie książek, ale w praktyce bywa z tym różnie. Osobiście nie umiem skupić się na audiobooku w aucie na dłużej niż jakąś godzinę. Są osoby, które odpływają myślami po kilkunastu minutach, ale są też takie, które mogą słuchać audiobooka przez kilka godzin trasy.

Tu dochodzimy do sedna. Wyniki badań naukowców są niepodważalne, a więc człowiek w czasie skupienia tak samo absorbuje treść czytaną i słuchaną. Kluczowe jest jednak stwierdzenie o skupieniu. Z moich doświadczeń wynika że problem leży nie w samym medium, a właśnie w sytuacji, w której chcemy słuchać książki.

Audiobooka można słuchać wszędzie, ale nie wszędzie warto. Dla mnie koronnym przykładem jest wspomniana jazda autem, kiedy nie umiem skupić się na audiobooku. Ale czy umiałbym na książce? Nie wiem, bo wymagałoby to autonomicznego samochodu.

Drugim problemem audiobooków są lektorzy.

Zrobiłem krótką ankietę wśród znajomych i zauważyłem, że sporo osób odbija się od audiobooków z uwagi na lektora. Lektorzy czytający fikcję często mają tendencję do nadmiernego aktorstwa, które w ich mniemaniu ma budować klimat, ale w rzeczywistości psuje odbiór książki. Nie do każdej książki pasuje nadmierne aktorstwo, a w wielu najlepiej sprawdza się „przezroczysty” lektor. Jeśli aktorstwo, to najlepiej w słuchowiskach.

Tak czy inaczej, warto znaleźć swój moment na audiobooki. W jednej osoby będzie to auto, u innej autobus, u kolejnej spacer, a u następnej wyłącznie zmywanie naczyń. Nie dowiesz się tego, jeśli nie sprawdzisz samego siebie. A warto. Znalezienie sposobu na audiobooki pozwoli przyswajać książki w sytuacjach, kiedy czytanie jest niemożliwe. Warto, szczególnie, jeśli alternatywą jest całkowita strata czasu.

Dołącz do dyskusji