Dzisiaj w abonamencie kupisz nawet dostęp do 60 tys. hoteli i domów na wczasy – przegląd dziwnych rzeczy, za które możesz opłacić subskrypcję

Artykuł/Technologie 01.08.2019
Dzisiaj w abonamencie kupisz nawet dostęp do 60 tys. hoteli i domów na wczasy – przegląd dziwnych rzeczy, za które możesz opłacić subskrypcję

Dzisiaj w abonamencie kupisz nawet dostęp do 60 tys. hoteli i domów na wczasy – przegląd dziwnych rzeczy, za które możesz opłacić subskrypcję

Myśląc o abonamentach, mamy dziś przed oczami przede wszystkim usługi cyfrowe – Netfliksa, Spotify, względnie abonament na usługi telekomunikacyjne. Życie na abonament nie kończy się jednak w Internecie.

Statystyczny Polak płaci za różne subskrypcje średnio 476,53 zł miesięcznie. Oprogramowanie specjalistyczne już od kilku lat coraz trudniej spotkać w formie jednorazowego zakupu; dominuje model SaaS (Software as a Service), czyli… abonament.

Osobiście w ogóle nie dziwię się temu stanowi rzeczy. Gdy podliczyłem, ile musiałbym wydać, by mieć „na własność” to, do czego mam dostęp w abonamencie, złapałem się za głowę – to się ogóle nie opłaca! Subskrypcje dają nam dostęp do nieprzebranych zasobów rozrywki, wiedzy i narzędzi, w cenie, która nie poraża. Nic dziwnego, że żyjemy „na abonament”.

Usługi cyfrowe to jedno, ale na przestrzeni ostatnich lat model abonamentowy rozwinął się także offline. Oto lista rzeczy, które można mieć dziś w abonamencie. Wielu z nich nie nabędziemy jeszcze w Polsce, ale coś czuję, że to tylko kwestia czasu. Polacy uwielbiają dostawać wiele za niewiele pieniędzy, a model subskrypcyjny oferuje dokładnie to.

Wakacje

Tak, w dzisiejszych czasach nawet na wczasy można pojechać na abonament, choć to bez wątpienia opcja dla krezusów.

Inspirato Pass to pierwsza usługa subskrypcyjna, w której za opłatą od 1150 po 7500 dol. miesięcznie możemy spędzić wakacje w luksusowych lokalach na całym świecie. Cena obejmuje jednak wyłącznie zakwaterowanie i rezerwację atrakcji typu zwiedzanie na miejscu – za transport i wyżywienie musimy zapłacić sami.

Samochód

Można polemizować, że swoistym „abonamentem” na samochód już od dawna jest leasing, czy to dla przedsiębiorców, czy dla klientów indywidualnych. Do niedawna jednak leasing był tylko formą finansowania, nie zaś pełnym pakietem usług dołączanym do samochodu za stałą miesięczną opłatą.

Dziś niemal każdy producent oferuje kompleksowe rozwiązanie abonamentowe, obejmujące nie tylko ratę za samochód, ale także serwisowanie, ubezpieczenie, a nawet wymianę opon. Ba, mamy też usługi takie jak Care by Volvo, które jest typowym abonamentem, gdzie auto możemy wymieniać nawet co rok, a w ramach subskrypcji otrzymujemy wiele dodatkowych bonusów.

Swoje abonamenty oferują też zewnętrzne podmioty, udostępniając klientom szereg aut i usług do wyboru – wszystko za stałą, miesięczną opłatą.

Mamy w końcu usługi takie jak wypożyczalnie aut luksusowych – prowadzony przez Krzysztofa Hołowczyca Supercar Club za (niemałą) regularną opłatą umożliwia wypożyczanie supercarów, na których jednorazowy zakup mało kto może sobie pozwolić.

Kawa/herbata

Wracając na ziemię, na abonament możemy też zamówić kawę i – coraz częściej – także herbatę.

Wiele palarni w Polsce oferuje miesięczny zapas kawy za stałą opłatą, co po pierwsze kosztuje mniej niż indywidualne zamówienie, a po drugie odciąża umysł z konieczności pamiętania o zamówieniu ziaren.

Firmy mogą zaś zdecydować się na subskrypcję obejmującą ekspres oraz stały dopływ świeżo palonej kawy.

Dzięki usłudze SubClub możemy także zamawiać herbatę, co miesiąc otrzymując nową mieszankę ziół i akcesoriów do ich parzenia i picia. Podejrzewam, że z czasem tego typu usług w Polsce będzie coraz więcej, bo tak jak dojrzeliśmy nad Wisłą do picia świeżo mielonych kaw jednorodnych, tak dorastamy do picia innych herbat niż Lipton w torebce.

Piwo/wino

Ten sam SubClub oferuje również „Chmielny Box”, czyli comiesięczną subskrypcję na rzemieślnicze i zagraniczne piwa. To świetny sposób dla smakoszy tego trunku, by poznawać nowe gatunki i marki.

Domorośli sommelierzy mogą zaś wybrać abonament na wino, choć w Polsce o tą usługę niestety trudno. Proponuje ją swoim klubowiczom m.in. Klub Domu Wina, swego czasu proponował ją sklep Winezja, ale nie brakuje też porażek na tym polu – wystarczy wspomnieć o Winotece Domowej i Paczce Wina. Być może wino w abonamencie okazał się dla Polaka po prostu za drogie. Zagranicą jednak usług tego typu nie brakuje, a miłośnicy wina regularnie korzystają z okazji, by ktoś wybrał za nich miesięczny przydział trunku.

Ubrania

W Polsce chyba nikt jeszcze nie wdrożył tego pomysłu na szerszą skalę, ale za oceanem możemy spotkać usługi zakupu ubrań na abonament. Jak to działa? Płacimy stałą opłatę, a sklep przysyła nam co miesiąc nowy zestaw „trendy” ciuchów, dopasowanych (lub nie) do naszych upodobań.

W abonamencie możemy zamówić nie tylko koszulki czy spodnie, ale także… skarpetki.

Zakupoholików pewnie nie powstrzyma to od regularnego buszowania po centrach handlowych, ale dla tych, którzy zakupów nie znoszą, a chcą regularnie odświeżać swoją garderobę, jest to opcja warta rozważenia, choć… nie mogę powiedzieć, by było to zachowanie odpowiedzialne ekologicznie.

Gadżety

Szalenie popularny jest serwis LootCrate, czyli dosłownie „skrzynka ze znajdźkami” – od nerdów, dla nerdów. Zależnie od upodobań, możemy wybrać skrzynki dla graczy, dla miłośników anime czy dla pasjonata wszystkiego po trochu. W zamian za stałą opłatę co miesiąc dostajemy pakunek wypełniony po brzegi koszulkami, figurkami, kubkami i przeróżnymi drobiazgami związanymi ze światem popkultury. Usługa jest dostępna także w Polsce.

LootCrate to jednak tylko wierzchołek góry boksów z gadżetami, jakie dostępne są w Stanach Zjednoczonych. Abonamentowe paczki mogą zawierać niemal wszystko, co przyjdzie nam do głowy – od comiesięcznego zapasu gadżetów dla zwolenników teorii spiskowych (bo dlaczego nie) aż po zestawy do przerabiania się na zombie.

Dziwny jest ten świat.

Maszynki do golenia i kosmetyki

Nie można pisać o abonamentach nie wspominając o Dollar Shave Club. To bodajże najbardziej rozpoznawalna i najprężniej działająca marka, oferująca swoje produkty w abonamencie. Za stałą miesięczną opłatą subskrybenci otrzymują zapas maszynek, żyletek i kosmetyków do pielęgnacji. Aż żałuję, że usługa nie jest dostępna w Polsce, tym bardziej, że Dollar Shave Club robi kapitalne reklamy.

Do Polski dociera za to moda na subskrypcje na kosmetyki. Za oceanem to już coś powszechnego – istnieją dziesiątki usług oferujących comiesięczny zapas środków do pielęgnacji dla kobiet.

Książki. Te w papierze

Oczywiście abonament na książki zna każdy, kto kiedykolwiek miał kartę biblioteczną – choć te na szczęście zazwyczaj bywają darmowe.

Papierowe książki jednak również możemy otrzymywać w abonamencie. Twórcy SubClub, którzy są jednocześnie twórcami usługi abonamentowej Legimi, zadbali o to, by w ich ofercie nie zabrakło Book Boxa.

Nie jest to zresztą nic nowego – starsi czytelnicy z pewnością pamiętają klub książki Reader’s Digest, który co miesiąc dostarczał katalog pozycji do wybrania, a za granicą istnieje wiele tego typu usług, dostarczających nie tylko same książki, ale też związane z nimi akcesoria; począwszy od Book of The Month, poprzez OwlCrate aż po Culture Carton. Jest w czym wybierać.

Jedzenie

No i oczywiście na abonament możemy też jeść. Za stałą miesięczną opłatą możemy wykupić określoną liczbę posiłków w lokalnej jadłodajni. Możemy wykupić dietę pudełkową w wykwintnym cateringu.

Możemy też… kupić comiesięczny zapas Huela, czyli popularnego ostatnio jedzenia w proszku, na które przesiadła się część naszej redakcji i gdyby Slack miał funkcję pokazywania najpopularniejszych tematów, to Huel byłby tam z pewnością numerem 1. Opcji żywieniowych za stałą miesięczną opłatą nie brakuje.

Każdy z abonamentów ma ten sam cel: dostarczyć nam (zazwyczaj) zdrowe pożywienie i odciążyć od domowych obowiązków związanych z robieniem zakupów spożywczych, gotowaniem i sprzątaniem po jedzeniu.

Życie na abonament – tak, czy nie?

Abonamenty bez wątpienia służą naszej wygodzie. W przypadku fizycznych przedmiotów kosztują zazwyczaj sporo pieniędzy, zgoda, ale jednocześnie uwalniają nam sporo czasu – to niwelując konieczność robienia zakupów, to odciążając nas w kuchni.

Gdzie leżą jednak granice tej wygody? Czy aby na pewno życie na abonament jest takim życiem, jakie powinniśmy dla siebie budować? No i gdzie w tym wszystkim ekologia, która cierpi najbardziej na comiesięcznych procesach logistycznych związanych z dostarczaniem zamawianych przez klientów produktów?

Na te pytania nie mam odpowiedzi, ale jestem ciekaw waszych opinii – abonamenty na fizyczne produkty: tak, czy nie? Jeśli tak, to na które? Jeśli nie, to dlaczego?

Komentarze są do waszej dyspozycji.

Dołącz do dyskusji