Finansowanie TVP z budżetu jest uczciwsze. Nawet politycy się z tym zgadzają

Artykuł/Media 26.08.2019
Finansowanie TVP z budżetu jest uczciwsze. Nawet politycy się z tym zgadzają

Finansowanie TVP z budżetu jest uczciwsze. Nawet politycy się z tym zgadzają

Nieważne przy czyim imieniu postawimy krzyżyk w jesiennych wyborach. W teorii zagłosujemy na likwidację abonamentu RTV. Nikt nie chce bawić się w nieefektywne jego ściąganie. 

Nikt go nie lubi, wszyscy na niego narzekają, wielu chce się go pozbyć. Jednak gdy przychodzi, co do czego, nie udaje się. Abonament RTV przyprawia o ból głowy zajmujących się nim urzędników, ale nie są to na tyle poważne dolegliwości, by dyskusja nie trwała w najlepsze od lat.

Abonament RTV musi odejść.

Według szacunków fiskusa abonamentu nie płaci co miesiąc 3 mln gospodarstw domowych. To dobrze oddaje nie tylko nasze podejście do samego płacenia za radiofonię i telewizję publiczną, ale także łatwość ściągania tej należności. Skutecznie po prostu się nie da.

Pieniądze przeznaczone na radio i telewizję nie chcą ulec cudownemu rozmnożeniu, pracownicy Polskiego Radia i TVP nie chcą pracować za darmo, a sprzęt i jego utrzymanie kosztuje. Trzeba sobie radzić inaczej (nie zapominajmy o wpływach z reklamy).

Jak informuje Dziennik Gazeta Prawna w 2017 r. radiofonia i telewizja dostały od rządu 307 mln zł, w 2018 r. ta liczba znacząco wzrosła do 637 mln zł, a do końca tego roku ma wynieść aż 1,26 mld zł. Dzieje się to za sprawą doraźnych przepisów, które rekompensują uszczuplanemu systematycznie budżetowi zwolnienie z obowiązku płacenia abonamentu RTV. Zamiast rozwiązania systemowego mamy więc systematyczne dosypywanie kasy, choć to akurat ma się po wyborach zmienić.

Umarł abonament, niech żyją podatki.

Zarówno PiS, jak i PO chcą dać sobie spokój z niewydolnym abonamentem i zmienić sposób finansowanie mediów publicznych na finansowanie ich z wyłączenie z budżetu państwa. O ile jednak PiS zapewnia, że wystarczy dopisać tylko kilka nowych artykułów do istniejącej już karty mediów, tak PO chce przeprowadzenia gruntowej reformy mediów publicznych.

O tym, czy znów mamy tylko do czynienia z szumnymi zapowiedziami, które po wyborach znikną pod naporem setki innych ważniejszych zmian, przekonamy się dopiero za kilka miesięcy.

Abonament nie ma sensu, finansowanie z budżetu byłoby uczciwsze.

Jesteśmy hipokrytami, jeśli w naszym pełnym patriotów kraju olewamy zobowiązania państwowe na masową skalę. Łatwiej założyć koszulkę z husarzem niż regularnie płacić abonament (mogłoby wtedy nie starczyć na przypinkę z małym powstańcem). Obecnie osoby płacące go mogą się czuć jak frajerzy karani za praworządność. To psuje prawo i nasz stosunek do niego. Z tej perspektywy opłata z budżetu na więcej sensu, choć nie tylko z tej.

Związanie opłaty za telewizję publiczną z posiadaniem telewizora to relikt czasów zamierzchłych. Ta stojąca pod ścianą czarna skrzynka jest czymś więcej niźli tylko dostarczycielem kolejnego odcinka pokazującego, jak gwiazdy tańczą na kruchym ludzie, gotując dzieciom brokuły.

Mamy wykupionego Netflixa, HBO GO albo inny abonament i nie czujemy potrzeby karmienia się tym, co oferuje TVP, jej bracia i siostry. Telewizor działa w oderwaniu od telewizji publicznej. Jeśli więc zgadzamy się na to, że telewizja publiczna jest potrzebna i powinna istnieć (a to temat na zupełnie inną dyskusję), musimy płacić za nią wszyscy. Musimy przestać robić z części społeczeństwa frajerów tylko, dlatego że przestrzega ona prawa.

O likwidacji abonamentu RTV słyszymy równie często, co o likwidacji kolejek do lekarzy specjalistów. Kilka razy do roku i to lekko licząc. Tegoroczna runda deklaracji trwa w najlepsze, zobaczymy, czy wyjdzie, jak zwykle.

Dołącz do dyskusji