Zapotrzebowanie na metale ziem rzadkich rośnie. Wkrótce będziemy musieli szukać ich poza naszą planetą

Artykuł/Nauka 26.07.2019
Zapotrzebowanie na metale ziem rzadkich rośnie. Wkrótce będziemy musieli szukać ich poza naszą planetą

Zapotrzebowanie na metale ziem rzadkich rośnie. Wkrótce będziemy musieli szukać ich poza naszą planetą

Świat obiegła informacja o tym, że w Japonii odkryto ogromne złoża rzadkich i cennych metali. Co prawda znajdują się one na głębokości 6 tys. metrów, ale nikt się tym za bardzo nie przejmuje. Zapotrzebowanie na te metale rośnie w rekordowym tempie, więc nie możemy przejmować się takimi szczegółami.

Gdyby chodziło tu np. o węgiel brunatny, sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej. Nikt normalny bowiem nie uznałby, że wydobycie tego surowca z takiej głębokości ma jakikolwiek sens. Nie ma i tyle. W przypadku itru, europu, terbu i dysprozu kalkulacje te wyglądają jednak zgoła inaczej.

Metale ziem rzadkich – nowe złoto

Wymienione wyżej pierwiastki występują w bardzo niewielu miejscach (o których wiemy) na naszej planecie. Kilkaset lat temu nikt nie przejmował się za bardzo tym stanem rzeczy, ale odkąd pokochaliśmy wszelkiego rodzaju elektroniczne gadżety, okazało się, że nagle bardzo potrzebujemy tych rzadkich pierwiastków. Wykorzystywane są one bowiem w szeroko pojętej elektronice i – coraz częściej – w budowie aut elektrycznych.

Eksperci mówią wprost, że stały dopływ rzadkich metali jest kluczowym elementem dalszego rozwoju technologii. Według globalnych prognoz przygotowanych przez OECD, światowy popyt na tzw. metale niezależne będzie rósł szybciej niż zapotrzebowanie na jakikolwiek inny surowiec. Aktualne zapotrzebowanie na metale ziem rzadkich wynosi ok. 7-8 gigaton rocznie – w 2060 r. wartość ta ma wynosić aż 19 gigaton.

Nie trzeba zresztą od razu wymieniać tych egzotycznych pierwiastków. Niezależnym metalem jest również miedź, której także potrzebujemy coraz więcej. Chociażby do produkcji samochodów elektrycznych i związanej z nimi infrastruktury (kable, ładowarki, etc). Z badań zleconych przez International Copper Association wynika, że do 2027 r. do budowy samych punktów ładowania pojazdów elektrycznych zużyjemy ponad 100 tys. ton miedzi. Jeśli chodzi o budowę samych samochodów, to na wykonanie pojedynczego elektryka zużywa się ok. 60 kg miedzi. Dla porównania: w samochodach napędzanych silnikami spalinowymi znajdziemy (uśredniając oczywiście) ok. 20 kg tego pierwiastka.

Podobne problemy dotyczą również aluminium, niklu, kobaltu… lista jest dość długa. Jeśli chcielibyście poznać ją w całości, mogę polecić bardzo wyczerpujące opracowanie tego tematu przygotowane przez Andrzeja Paulo i Mariusza Krzaka. A my wróćmy do kwestii wydobycia tych wszystkich surowców. Odkrycie złóż metali rzadkich w Japonii to oczywiście doskonała wiadomość dla gospodarki. Jeśli Japończykom uda się opracować skuteczną metodę ich wydobycia z głębokości 6 tys. m, zmieni to układ sił na świecie.

Aktualnie bowiem monopol na wydobycie niektórych rzadkich surowców mają Chiny, które bardzo chętnie wykorzystują tę sytuację w negocjowaniu umów handlowych i wywieraniu presji. Na przykład zaraz po tym, jak Google ogłosiło zakończenie współpracy z chińskim gigantem Huawei, Xi Jinping, prezydent Państwa Środka zupełnie przypadkiem wybrał się z oficjalną wizytą do jednej z chińskich kopalni JL Mag Rare-Earth w prowincji Jiangxi. Tak po prostu, żeby przypomnieć, kto naprawdę kontroluje rynek smartfonów.

Zapotrzebowanie na Metale Rzadkie w końcu zmusi nas do spojrzenia w gwiazdy.

Koncepcja wydobywania surowców z asteroid nie jest wcale nowa. Nowością jest jednak to, że zaczynamy podchodzić do tego pomysłu coraz bardziej poważnie. Najbardziej znanymi koncepcjami eksploatacji asteroid były te przedstawione przez dwie firmy: Deep Space Industries oraz Planetary Resources.

Koncepcja Planetary Resources zakładała następujący plan działania. Najpierw niskoorbitowy teleskop krążący wokół Ziemi (mamy taki sprzęt, nazywa się Arkyd-100), zbierałby spektroskopowe informacje na temat składu asteroidy. Miałoby to na celu określenie jej wartości rynkowej. Następnie chmura „tanich bezzałogowych pojazdów-robotów” wykonałaby całą górniczą pracę na asteroidzie. Wydobyte fragmenty asteroidy byłyby następnie holowane w bezpośrednie sąsiedztwo Ziemi.

Plan Deep Space Industries wygląda nieco inaczej. Zakłada użycie trzech rodzajów pojazdów: maleńkich dronów Firefly, które byłyby wysyłane do wybranych asteroid w celu rekonesansu, większych dronów Dragonfly, które pobrałyby próbki i powróciłyby z nimi na Ziemię, oraz ogromnych pojazdów Harvestor, które holowałyby wybrane asteroidy w pobliże Ziemi w celu ich dalszej eksploatacji.

Z tych dwóch przedsiębiorstw mających nadzieję na kosmiczne górnictwo to Planetary Resources dokonało już pierwszego kroku – wysyłając swój pierwszy pojazd z pokładu Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Na razie tylko i wyłącznie w celach testowych

Według Planetary Resources w ciągu najbliższych dziesięciu lat rozpoczniemy przerabianie wody na asteroidach na paliwo (woda, jak wiadomo, składa się z wodoru i tlenu) i przystąpimy do wydobywania cennych metali. Paliwo jest niezbędne, aby zapewnić niezależność energetyczną bezzałogowych pojazdów i robotów górniczych. Najcenniejszymi metalami, na jakie możemy natrafić na asteroidach, są właśnie metale ziem rzadkich.

Chociaż oczywiście perspektywa ściągnięcia na Ziemię asteroidy 16 Psyche, na której znajdują się pierwiastki o łącznej wartości 700 trylionów dolarów, brzmi całkiem nieźle. Nawet jeśli większość tej absurdalnej wartości asteroida zawdzięcza ogromnym pokładom złota. Gdyby na naszej planecie nagle pojawiła się tak ogromna ilość tego surowca, jego ceny zapewne poszybowałyby w dół, destabilizując przy tym gospodarkę.

No i pytanie: do kogo właściwie należą te wszystkie drogocenne asteroidy, które teoretycznie znajdują się w naszym zasięgu?

Mimo wielu kroków podejmowanych przez różne amerykańskie firmy, wciąż nie jest jasny status prawny surowców wydobywanych w kosmosie. Ustawa mająca uporządkować to, przynajmniej w legislaturze amerykańskiej, jest wciąż dyskutowana przez Senat Stanów Zjednoczonych. A nawet jeśli zostanie przedyskutowana i amerykańscy politycy postanowią coś w tej sprawie – dlaczego właściwie ich ustalenia powinny być honorowane np. przez takie Chiny, które mają swoje własne ambicje związane z podbojem kosmosu?

Jedno jest pewne. Kraje (i korporacje), które w przeciągu kilku najbliższych dekad będą w stanie zapewnić sobie dostęp do surowców znajdujących się w przestrzeni kosmicznej, wyrosną na (albo utrzymają ten status) największe potęgi. Powoli kończy się bowiem okres, w którym mogliśmy tylko i wyłącznie teoretyzować na temat eksploatacji asteroid. Skoro wiadomość o odkryciu złóż kilku rzadkich metali, znajdujących się 6 km (sic!) pod Ziemią, jest tak ekscytująca, to znaczy że zaraz okaże się, że eksploatacja pozaziemskich złóż jest po prostu tańsza. I bardziej efektywna.

Dołącz do dyskusji