Randki bez napiwków dla Google’a. Tinder ucieka od płatności Google Pay

News/Biznes 22.07.2019
Randki bez napiwków dla Google’a. Tinder ucieka od płatności Google Pay

Randki bez napiwków dla Google’a. Tinder ucieka od płatności Google Pay

Tinder to kolejna istotna usługa, która decyduje się obejść płacenie prowizji opiekunowi Sklepu Play. Tyle że w przeciwieństwie do większości pozostałych buntowników, trudno znaleźć ku temu uzasadnienie. Poza chciwością właściciela tej usługi.

Trwa swego rodzaju przepychanka pomiędzy wybranymi operatorami popularnych usług cyfrowych a opiekunami sklepów App Store i Play. Ci pierwsi nie chcą dzielić się przychodami z tytułu opłat abonamentowych z tymi drugimi. Jak argumentują – tu na przykładzie Spotify – konieczność odprowadzania kilkudziesięcioprocentowej prowizji to przejaw nieuczciwej konkurencji, bowiem usługi należące do operatora tych sklepów z oczywistych względów takiej opłaty nie uiszczają. W przypadku Spotify takimi nieuczciwymi konkurentami są YouTube Music i Apple Music.

Dlatego też Spotify, Netflix i inni zbuntowani implementują w swoich aplikacjach własne systemy płatności za subskrypcje lub – jeśli regulamin sklepu na to nie pozwala –przekierowują użytkowników na swoje witryny internetowe celem uregulowania wspomnianej płatności. W ten sposób zachowują całość wpływów abonamentowych dla siebie, mogąc dalej oferować swoje aplikacje poprzez App Store czy Sklep Play.

Randki na cwaniaka. Czyli Tinder również rezygnuje z płatności Google Pay.

Plany na temat zmian w przyjmowaniu opłat abonamentowych przez Tindera jako pierwszy opisał Bloomberg. Użytkownicy aplikacji, choć nadal będą mogli korzystać z Google Pay, zyskają opcję bezpośredniej płatności przez podanie Tinderowi danych karty płatniczej. To właśnie ta płatność będzie domyślnie proponowana przez aplikację. Po wykupieniu abonamentu na Tindera płacąc kartą, informacja o aktywnej subskrypcji nie pojawi się w Sklepie Play, a tylko w samej aplikacji.

Google pobiera od usługodawcy 30 proc. kwoty abonamentu przez pierwszy rok świadczenia usług użytkownikowi, 15 proc. w kolejnych latach. Podobny system obowiązuje na App Store, ale właścicielowi Tindera póki co brakuje odwagi, by wywinąć podobny numer w sklepie Apple’a. Prawdopodobnie wie, że wyleciałby z hukiem ze sklepu z aplikacjami dla iPhone’a. Google bywa mniej stanowczy, a pozbycie się Tindera ze Sklepu Play – biorąc pod uwagę absurdalnie dużą popularność tej usługi do randek – mogłoby zaszkodzić nie tylko Tinderowi, ale również i Androidowi.

Ja zapraszam, ty stawiasz.

Argumenty podnoszone przez Spotify czy Netfliksa zasługują na rozważenie i dyskusję. Faktycznie trudno konkurować z usługami natywnymi, które zarówno mają większą ekspozycję na urządzeniach z Androidem i iOS-em, jak i też nie tracą przychodów na rzecz zewnętrznego podmiotu. Przepraszam bardzo, z jaką usługą Google’a konkuruje Tinder? Z Allo? Duo? Hangouts?

Tinder nie próbuje tu walczyć z nieuczciwą konkurencją, bo taka ze strony Google’a nie istnieje. Zamiast tego próbuje wykorzystać fale niepokoju ze strony dostawców usług multimedialnych by ugrać dla siebie większe przychody. Znamienne jest to, że w przeciwieństwie do Netfliksa czy Spotify, usługodawca nie zdecydował się na podobną rebelię w ramach App Store. Prawdopodobnie wie, że Apple nie ma do takich cwaniaków cierpliwości.

Tinder nie inwestował w rozwój Androida, ekosystemu urządzeń o niego się opierających czy w towarzyszącą mu infrastrukturę usług sieciowych. Nie ma konfliktu interesów z Google’em. Jego uniki to zwykłe cwaniactwo – chciałbym rzec nieudolne, ale trudno nieudolną określać największą usługę randkową na świecie, zarabiającą ogromne pieniądze. Panowie i panie z Tindera wyraźnie wiedzą jak robić interesy. Ciekaw jestem tylko czy i jak Google zareaguje, jak zda sobie sprawę, że w tym romansie jedna ze stron to pasożyt.

Dołącz do dyskusji