Wielki dym o „Smogue”. Parodia okładki „Vogue Polska” wykorzystana na wystawie bez wiedzy autorów

Artykuł/Media 26.07.2019
Wielki dym o „Smogue”. Parodia okładki „Vogue Polska” wykorzystana na wystawie bez wiedzy autorów

Wielki dym o „Smogue”. Parodia okładki „Vogue Polska” wykorzystana na wystawie bez wiedzy autorów

Jak czytamy w oficjalnym oświadczeniu organizatorów wystawy „Niebezpieczne ujęcia. 100 lat fotografii mody w Polsce”, „nie było możliwe dokonanie ustalenia osób autorsko uprawnionych”. Autorzy odnaleźli się więc sami i nie zostawią tej sprawy bez wyjaśnienia. To ich manifest. Ku przestrodze.

Instytut Fotografii Fort w Warszawie zorganizował głośną wystawę „Niebezpieczne ujęcia. 100 lat fotografii mody w Polsce”. Celem tego wydarzenia jest pokazanie zmian, jakie zaszły w polskiej fotografii mody od 1918 roku. Osobiście nie miałem okazji odwiedzić tej wystawy, ale zapowiada się to naprawdę ciekawie. Z tego, co widzę w sieci, cieszy się ona sporą popularnością oraz uwagą. Teraz będzie o niej jeszcze głośniej. Dlaczego?

„Smogue"
„Smogue” fot. Daria Góźdź, Aneta Zawadzka, Gabriela Lisowska, Krzysztof Kardaś oraz Grzegorz Łach

Autorki jednego ze zdjęć o jego wykorzystaniu dowiedziały się przypadkiem z Internetu.

Na wystawie znalazło się wiele zdjęć, w tym (jak się potem okazało) także fotografia „Smogue”, której autorami są Daria Góźdź, Aneta Zawadzka, Gabriela Lisowska, Krzysztof Kardaś oraz Grzegorz Łach. Trzy wymienione tu Panie, a zarazem osoby pozujące na zdjęciu, to autorki profilu „The Vintage Dolls”. Osoby te o udziale ich pracy w wystawie dowiedziały się… przez przypadek na Instagramie. O całej sprawie zdecydowały się napisać dopiero teraz.

Ponad 2 tygodnie temu napisała do nas osoba, która obserwuje nas na Instagramie z gratulacjami. Nasze zdjęcie #Smogue zostało zamieszczone na wystawie Niebezpieczne ujęcia. 100 lat fotografii mody w Polsce | Wystawa organizowanej przez Instytut Fotografii Fort w Warszawie. Jest to wystawa pokazująca rozwój polskiej mody na przestrzeni ostatniego stulecia. Wystawa trwa od 5 lipca do 12 września i jest bardzo głośna medialnie (6 stron artykułów w Google z czołowych polskich magazynów modowych i lokalnych portali warszawskich + ponad 2 tysiące zainteresowanych wydarzeniem na Facebooku). Nic dziwnego – partnerzy tego przedsięwzięcia to m.in. Vogue Polska, Reserved, Huawei Enterprise Polska i Mercedes-Benz Polska. Na wernisażu, który miał miejsce 4 lipca, pojawiły się setki ludzi, w tym osoby znane w świecie mody, jak Anna Kuczyńska czy Katarzyna Sokołowska (zdjęcia z wydarzenia są dostępne na profilu Instytutu na Instagramie). Przeczytaliśmy też kilka podziękowań różnych artystów (w tym tych, których zdjęcia znalazły się na wystawie) za zaproszenie na wernisaż. Tymczasem my, o tym, że nasze zdjęcie z naszym wizerunkiem zostało zamieszczone i wystawione na widok publiczny, dowiedzieliśmy się przez przypadek na Instagramie – piszą autorki profilu „The Vintage Dolls” na Facebooku.

Fot. "The Vintage Dolls"
Zdjęcie “Smogue” na wystawie „Niebezpieczne ujęcia. 100 lat fotografii mody w Polsce”, fot. „The Vintage Dolls”

„Smogue” powstało jako odpowiedź na pierwszą okładkę magazynu Vogue Polska. Jak pewnie pamiętacie, parodie lub autorskie zdjęcia w stylu oryginalnej klatki autorstwa Jurgena Tellera zalały Facebooka. To pewien znak czasów, którego „Smogue”, jak i wiele innych fotografii utrzymanych w tym klimacie, jest symbolem. Nic dziwnego, że twórcy wystawy sięgnęli po taką fotografię. Dziwne jest natomiast, że zdjęcia zostało wykorzystane bez wiedzy jego twórców. Nie zostało też podpisane – podpis mówi jedynie „setkach przeróbek w internecie”.

Drodzy Państwo, wykorzystaliście do celów komercyjnych zdjęcie naszego autorstwa bez naszej wiedzy, zgody i co więcej – nie zamieszczając pod nim żadnego podpisu. Tym samym naruszyliście nasze prawa autorskie, bezprawnie wykorzystaliście nasz wizerunek, wykorzystaliście nasz utwór do celów zarobkowych, a także złamaliście prawo do oznaczenia utworu nazwiskiem twórcy. W związku z tym, że sprawa nie dotyczy gazetki szkolnej czy powiatowej wystawy non-profit, a jednej z najbardziej znanych wystaw tymczasowych w Warszawie, po zebraniu dokumentacji i zrobieniu zdjęć skontaktowaliśmy się z naszym prawnikiem. Pismo, które napisaliśmy, powinno dotrzeć do Państwa na adres Instytutu Fotografii jeszcze jutro, najpóźniej w czwartek rano. Mamy nadzieję, że przystaniecie Państwo na zawarte w nim warunki ugody i nie będziemy musieli spotykać się na sali rozpraw. Oczywiście jesteśmy przygotowani na każdą ewentualność. Jesteśmy w szoku, że kuratorzy wystawy – pani Aleksandra Jatczak-Repeć i pan Michał Suchora odpowiedzialni za selekcję zdjęć i ochoczo wypowiadający się na temat tej wystawy w mediach, że korzystali z „prywatnych archiwów” i „kontentu internetowego”, dopuścili się takich zaniedbań — piszą autorzy zdjęcia na profilu „The Vintage Dolls”.

Fort się okopał i twierdzi, że „nie było możliwe dokonanie ustalenia osób autorsko uprawnionych”.

Po opisaniu całej sprawy przez autorów zdjęć Instytut Fotografii Fort wydał oficjalne oświadczenie. Czytając je, przecierałem oczy ze zdziwienia. Oto fragment.

W przypadku utworu „SMOGUE” nie było możliwe dokonanie ustalenia osób autorsko uprawnionych oraz w szczególności postaci uwidocznionych na fotografii ze względu na niemożliwe dokonanie identyfikacji twarzy postaci, które zostały zakryte. Na powszechnie dostępnych stronach internetowych, gdzie publikowany jest utwór, nie jest możliwe dokonanie identyfikacji w/w twórców, z tego też powodu jako źródło pozyskania utworu twórcy wystawy wskazali internet, co szeroko komunikowali również w podjętych działaniach informacyjnych.

Logika organizatorów jest prosta. Nie mogli rozpoznać, kto znajduje się na zdjęciu, zatem podpisali twórców jako „internet”. To prawda, że zdjęcie stało się niezwykle popularne i zapewne organizatorzy wiedzieli je głównie na stronach z memami albo w ciągnących się kilometrami galeriach najróżniejszych portali grupy Polska Presse. Tam rzeczywiście nikt ich nie podpisywał. Obecnie wystarczy wpisać w Google hasło „Smogue”, aby na końcu pierwszej strony wyników znaleźć post z 24 lutego 2018, który został opublikowany na profilu „The Vintage Dolls”.

W mailu do mnie zespółu IFF podkreśla, że w chwili zbierania materiałów na wystawę, wyniki Google były inne.

Prosimy jednak pamiętać, że to wynik, który pojawia się po tym, jak setki czy tysiące osób zaczęły sprawdzać tę informację. Tego, jak działa Google, nie musimy tłumaczyć. Wystarczyć powinna informacja, że kurator szukał przeróbek okładki Vogue blisko rok temu, a wówczas wyniki były zupełnie inne. Nie piszemy tego aby usprawiedliwić kuratora tylko, aby wyjaśnić, dlaczego nie udało mu się ustalić autorów zdjęcia.

Tu rzeczywiście jestem w stanie uwierzyć, że wyniki mogłyby być inne. Jednak w takiej sytuacji zdjęcia po prostu nie powinno się wykorzystwywać, a nie podpisywać czymś w stylu “źródło – internet”.

O komentarz do całej sprawy zapytaliśmy redaktora naczelnego serwisu bezprawnik.pl Jakuba Kralkę.

Na samym wstępie warto podkreślić, że komunikat Instytutu Fotografii Fort jest żenujący, pada klasyk pt. „źródło: internet”, a ponadto odwołuje się nie do argumentów prawnych, tylko trochę (ale tylko trochę) bardziej wyrafinowanej postaci „mam horom wystawę“. Wiele wskazuje, że mogło dojść do naruszenia majątkowych i osobistych praw autorskich twórców grafiki, ale nie przesądzam tego jednoznacznie, ponieważ nie miałem w dłoniach rzeczonego tabletu. Przyznam szczerze, że mam z tyłu głowy ze dwie kreatywne interpretacje zaistniałej sytuacji, które mogłyby zadziałać na korzyść Instytutu, ale nie znam wszystkich szczegółów, a poza tym magik publicznie nie zdradza swoich sztuczek i obiektywnie należy przyjąć, że doszło do naruszenia — komentuje Jakub Kralka z Firma.blog i Bezprawnik.pl

To wszystko przez warszawski smog?

Dlaczego twórcy wystawy nie przewidzieli takiego scenariusza? Nie przewidzieli, że autorzy zdjęć się znajdą, prędzej czy później, a wtedy będą domagać się swoich praw? Pracuję w mediach kilkanaście lat. Przez 9 lat prowadziłem duży serwis o fotografii. W tym czasie na własnej skórze nauczyłem się, że odbiorcy naszych działań to nie idioci. Błędy się zdarzają i są wytykane. Trzeba wtedy schować ego do kieszeni, przeprosić, naprawić błąd, uczyć się, aby tych błędów później nie powtórzyć.

Współautorki zdjęcia "Smogue", fot. "The Vintage Dolls"
Współautorki zdjęcia “Smogue”, fot. Rafał Gelzok

Jeśli coś jest dobre i popularne, to ludzie to komentują, czytają i oglądają. Wystawa „Niebezpieczne ujęcia. 100 lat fotografii mody w Polsce” przez niektórych jest oceniana jako jedna z najlepszych wystaw fotograficznych tego roku. Ludzie o niej piszą, dzielą się zdjęciami, artykułami. Czy organizatorzy nie zakładali takiej popularności? Czy myśleli, że nikt się nie dowie? A może było to po prostu przeoczenie jednej osoby, której ktoś inny nie skontrolował?

Wiem jedno — nie powinno się wykorzystywać zdjęć bez wiedzy jego autora, chyba że sam się na to zgadza. Gdyby ta prosta zasada była przestrzegana przez organizatorów wystawy, to do całej sprawy by nie doszło. W oświadczeniu Instytut Fotografii Fort idzie w zaparte, uważa, że nic się nie stało. Przeprasza, ale nie autorów zdjęcia, a… swoich partnerów. Oczywiście, że się stało. I to kolejna rzecz, która mnie w tej całej sprawie dziwi — dlaczego organizatorzy nie posypią głowy popiołem, przeproszą, wyjdą z inicjatywą do twórców, dogadają się? Może wszystkiemu jest winny warszawski smog, którego się nawdychali?

Aktualziacja z 29 czerwca 2019 r.

W mailu od zespołu IFF otrzymałem zapewnienie, że organizatorzy podjęli próby kontaktu z  „The Vintage Dolls” i szybkiego wyjaśnienia całej sprawy.

Natychmiast po przeczytaniu ich posta, jeszcze w środę w nocy, zarówno Karolina Miszczak reprezentująca IFF, jak i Michał Suchora – kurator odpowiedzialny za tę część wystawy – napisali do autorów zdjęcia z przeprosinami, propozycją rozmowy i ugody oraz dokładnym wyjaśnieniem, jak doszło do tego niedopatrzenia. Poinformowali, na jakiej stronie internetowej znajduje się pokazywana przez nas na wystawie galeria przeróbek okładki Vogue oraz prosili o dalsze wskazówki – czy, zdaniem Vintage Dolls, powinniśmy zdjąć pracę z wystawy, czy lepiej ją zostawić, ale podpisać podaną przez autorów treścią. Nasze wiadomości zostały szybko odczytane (widać to na messengerze), lecz do tej pory nie otrzymaliśmy na nie odpowiedzi.

Zespół IFF nie ma wątpliwości, jakie intencje mają autorzy zdjęcia.

Zobaczyliśmy natomiast w komentarzu pod postem wypowiedź jednej z autorek, w którym czarno na białym pisze, że chodzi im o rozgłos medialny. Zrozumieliśmy wtedy, że autorzy zdjęcia nie chcą, tak jak my, szybkiego i polubownego rozwiązania sprawy, tylko – jak słusznie Pan to określił – “wielkiego dymu”. Na to już nic nie jesteśmy w stanie poradzić. Dopiero wtedy wydaliśmy oświadczenie – było to jedyne, co mogliśmy zrobić.

Obecnę tej wypowiedzi, jak i całej sytuacji pozostawim każdemu z osobna.

PS. Zdjęcie „Smogue” wykorzystane za zgodą autorów. 

Dołącz do dyskusji