Cios pięścią w splot słoneczny. Najtańszy MacBook Pro 13 jest tak szybki, że mam ochotę wyrzucić peceta

Artykuł/Technologie 12.07.2019
Cios pięścią w splot słoneczny. Najtańszy MacBook Pro 13 jest tak szybki, że mam ochotę wyrzucić peceta

Cios pięścią w splot słoneczny. Najtańszy MacBook Pro 13 jest tak szybki, że mam ochotę wyrzucić peceta

Zbyt wcześnie spisaliśmy nowego MacBooka Pro 13 na straty. Najsłabszy z „profesjonalnych” laptopów Apple’a okazuje się bowiem być znacznie potężniejszym monstrum, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać.

Ok, ok, przyznaję – gdy zobaczyłem specyfikację nowego MacBooka Pro 13, z miejsca zdyskredytowałem go jako komputer niewart uwagi, a przede wszystkim: za słaby. Jak bardzo się myliłem!

Głównym punktem zapalnym tej kontrowersji jest nowy procesor zastosowany w MacBookach Pro 13. Intel nie wymienia go jeszcze na swojej oficjalnej stronie produktowej, więc nie do końca wiadomo, jakie czary go napędzają, ale wyniki, jakie nowy laptop Apple’a osiąga w benchmarkach i codziennym użyciu, są naprawdę imponujące.

Najtańszy MacBook Pro 13 to monstrum wśród ultrabooków

Wczoraj Jonathan Morrison opublikował wideo, w którym nie tylko przepuścił nowego MacBooka Pro przez serię benchmarków, ale też… zmontował to wideo na 13-calowej maszynie, która według wszelkich praw fizyki nie powinna mieć szans w starciu z 200-gigabajtowym projektem 4K ProRes, przetranskodowanym do HEVC. MacBook Pro 13 poradził sobie jednak z wyzwaniem tak dobrze, że musiałem obejrzeć to wideo dwukrotnie, żeby uwierzyć własnym oczom.

Zatrzymajmy się na chwilę przy wynikach benchmarków. Nie jestem wielkim fanem syntetycznych pomiarów, ale dają one dobry ogląd na to, jak dana maszyna wypada w obiektywnym porównaniu z innymi.

I okazuje się, że ten sam MacBooczek, który ma czterordzeniowy procesor Intel Core i5-8257U o mizernym bazowym taktowaniu na poziomie 1.4 GHz, wyprzedza w pomiarach w zasadzie każdego ultrabooka. I to nie z procesorami Core i5, ale Core i7 ósmej generacji.

Źródło: Jonathan Morrison

Dla porównania, tak wyglądają wyniki benchmarku Geekbench dla Razera Blade Stealth z procesorem Intel Core i7-8550U:

A tak wyniki Surface Booka 2 z procesorem Intel Core i7-8650U:

Jak widać, w ogólnym wyniku dla wielu rdzeni nowy MacBook Pro 13 zjada rywali z niskonapięciowymi procesorami. Ba, osiąga wyniki bardzo porównywalne do najdroższej możliwej wersji z procesorem Intel Core i7-8559U:

Jak pokazuje Jonathan Morrison w swoim wideo, MacBook Pro 13″ wyprzedził nie tylko droższą wersję samego siebie, ale także… 15-calowego MacBooka Pro 15 z 2016 r. A na tym nie koniec.

Montujesz wideo? Wyrzuć peceta przez okno

Niby człowiek wiedział, a jednak się łudził, że przyjdzie dzień, w którym komputery z Windowsem 10 będą lepszymi maszynami do obróbki wideo niż komputery Apple’a. Tyle że nie, ten dzień jest jeszcze daleko, daleko przed nami, przynajmniej jeśli porównamy zastosowanie Final Cuta Pro X na MacBooku i Adobe Premiere na PC.

Jak Jonathan Morrison regularnie demonstruje w swoich filmach, montaż wideo w 4K, czasem nawet w formacie RAW, nie jest sztuką tajemną zastrzeżoną dla najpotężniejszych komputerów. Wystarczy bazowy MacBook Pro 13 i FCPX, by bez problemu zmontować 10-minutowy projekt 4K, odtwarzając go w pełnej rozdzielczości, z idealną płynnością timeline’u i czasem eksportu poniżej długości projektu.

Dla skali: ostatni projekt, jaki zmontowałem dla Spider’s Web TV, również miał około 10 minut i również zarejestrowany był w rozdzielczości 4K. Tyle że składałem go w Adobe Premiere na komputerze o połowę droższym od najtańszego MacBooka.

Aby móc to zrobić bez uciekania się do proxy, konieczne było obniżenie rozdzielczości timeline’u z 4096×2048 px do 2880 x 1440 px. Podgląd timeline’u musiał być ustawiony na 1/4 rozdzielczości, podobnie jak podgląd biblioteki. I nawet wtedy prosty projekt, z zaledwie dwoma ścieżkami wideo, jednym LUT-em i kilkoma przejściami zgubił bite 200 klatek podczas testu płynności timeline’u, a jego eksport w Adobe Media Encoderze potrwał 25 minut.

Zostawię to tutaj, żeby dobrze wsiąkło, cytując profesor Umbridge. Najtańszy MacBook Pro 13, z procesorkiem o taktowaniu przeciętnego kalkulatora, okazuje się bardziej wydajną maszyną w montażu wideo 4K od drogiej stacji roboczej z Windowsem. Wiecie jakie to uczucie, dostać pięścią w splot słoneczny? Właśnie takie.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie w każdym zastosowaniu MacBook Pro 13 osiągnie tak rewelacyjne rezultaty. Obróbka wideo jest tutaj także dość specyficznym przykładem, gdyż w nowych MacBookach Pro w dużej mierze wspomaga ją dedykowany chip T2, którego inne komputery po prostu nie mają. Ale dla mnie osobiście to kluczowy wyznacznik wydajności i jakości komputera, gdyż po pierwsze – obróbka wideo wymaga potężnej mocy obliczeniowej, a po drugie – tym się zajmuję, więc przez ten pryzmat spoglądam na wydajność komputerów, o których piszę. I tutaj MacBook Pro 13 po prostu zmiótł, choć według wszelkich przewidywań – nie powinien.

MacBook Pro 13 nie jest za drogi

Zważywszy na abstrakcyjną wręcz wydajność nowych procesorów Intela w MacBooku Pro 13, muszę odszczekać to, co pisałem w dniu jego premiery: MacBook Pro 13 nie jest za drogi. Owszem, kosztuje sporo pieniędzy, ale patrząc na stosunek ceny do wydajności, absolutnie nie jest drogi. Tym bardziej, że jeśli spojrzymy na testy wydajności, absolutnie nie ma sensu dopłacać do najdroższego procesora w ofercie.

Tak, bazowa wersja ma tylko 128 GB SSD. I tak, nawet w najdroższej wersji RAM to wciąż pamięć LPDDR3 2133 MHz.

Tylko że nie ma to żadnego znaczenia, skoro w praktyce dostajemy fantastycznie wydajną maszynę, zabezpieczoną dodatkowo chipem T2, z Touch Barem, Touch ID i jednym z najlepszych wyświetlaczy na rynku. W tym świetle to podobnie wycenione komputery z Windowsem wydają się być drogie, bo żaden nie oferuje tak kompletnego pakietu jak MacBook Pro 13. Do tego w świetle zamieszczonych wyżej benchmarków okazuje się, że tym razem MacBook Pro 13 wygrywa z konkurencją nie tylko dzięki optymalizacji i kombinacji sprzętu oraz oprogramowania; tym razem MacBook Pro 13 (najsłabszy MacBook Pro 13!) okazuje się być o wiele bardziej wydajną maszyną od topowych ultrabooków z Windowsem także pod względem surowej mocy obliczeniowej.

Oczywiście, nadal warto trzy razy się zastanowić przed wydaniem pieniędzy na obecną generację MacBooków, bo nawet najbardziej wydajny procesor nie sprawi, że ich klawiatury będą mniej podatne na uszkodzenie.

Jeśli jednak oceniać nowe laptopy Apple’a stricte pod kątem wydajności i możliwości, to… przykro mi, reszto świata. Cupertino znowu górą.

Dołącz do dyskusji